Moje zdjęcie
Nazwa:
Lokalizacja: Walencja, Spain

poniedziałek, stycznia 23, 2006

Bajka

Siedział wygodnie w autobusie i patrzył przez okno. Pomimo licznych chrząknięć i warknięć ze strony starszych nie miał zamiaru wstawać. Wpatrzony za szybę i rozmyślał. Weekend dopiero się zaczynał, a on już był zmęczony. To wszystko przez ten faszystowski wynalazek, szkołę, nie miał na nic czasu.
- Przydało by się zrobić coś ciekawszego od ciągłej nauki, spania i nawet od wypadów z przyjaciółmi. – rozmyślał.
Jakiś wypadek, tłum ludzi, a nikt jakoś nie zamierza pomóc poszkodowanym. Co za czasy... Michał wstał, ten gest wywołał u kilku starszych kobiet nieoczekiwaną reakcje, do tej pory trzymały się mocno uchwytów i stały (chociaż Michał mógłby przysiąc, że zaraz któraś się wywróci), a teraz wystartowały biegnąc niemal do miejsca. Wyścig ten wygrała jakaś babcia o wyjątkowo pomarszczonej twarzy.
- Szybka jest… - przemknęło przez głowę Michałowi gdy pociągał za hamulec bezpieczeństwa. Poczekał aż autobus się zatrzyma i wyskoczył na ulicę. Pobiegł do miejsca wypadku. Po drodze sam prawie stałby się ofiarą wypadku jednak nie przejął się tym za bardzo, w końcu miał do wykonania misje!
- W szkole mówili mi kiedyś jak się zachować w takich sytuacjach. Może właśnie dzięki mnie ci ludzie przeżyją? – pomyślał przeciskając się przez tłum i podchodząc bliższego samochodu krzyknął:
- Zadzwonił ktoś po karetkę? Ludzie… przecież trzeba sprawdzić czy w ogóle żyją! – Uwielbiał patrzeć na miny ludzi kiedy widzą go w akcji. Michał był dość wysoki jak na swój wiek, z tłumu wyróżniały go długie włosy, zawsze związane pierwszą lepszą gumką. Raczej nie wzbudzał zaufania.
- Tak, zadzwoniłam już… - odezwała się jakaś kobieta. Michał nie uraczył jej nawet spojrzeniem.
Zbliżył się do opla którym siedział mężczyzna, szarpnął za drzwiczki. Zamknięte. Kierowca miał otwarte oczy, wyglądał na przytomnego. Jednak na wszelki wypadek lepiej było sprawdzić czy oddycha i tak dalej. Michał podszedł do drzwiczek pasażera i wybił okno jednym celnym kopem, nawet się nie pokruszyło. Bohater z przypadku wgramolił się przez okno. Sprawdził tętno, jest. Wziął kawałek szyby i przystawił do ust kierowcy, osiadła para, oddychał. I na tym kończyła się jego wiedza na temat pierwszej pomocy. Postanowił improwizować.
- Proszę pana, słyszy mnie pan? Jak się pan czuję? – słyszał to w jakimś filmie.
Ten jednak zacharczał coś, a w ustach pojawiła mu się krew.
- Krwotok wewnętrzny? – wydedukował Michał. Wcześniej sprawdził czy nie ma żadnych obrażeń zewnętrznych. – No i po co panu to? Eh… - i wtedy go olśniło, w takich przypadkach trzeba oczyścić jamę ustną! Wyciągnął z kieszeni chusteczki i otworzył usta pacjenta. Okazało się, że to wcale nie krwotok wewnętrzny, po prostu przygryzł sobie język podczas zderzenia z poduszką podwietrzną. Zrobił co trzeba i zakończył badanie. – Będziesz żyć. – Obwieścił z zadowoleniem.
Wygramolił się z samochodu, dopiero teraz przyjechała karetka. Kiedy chciał się oddalić i nie wzbudzać wokół siebie hałasu, zatrzymał go jakiś policjant.
- Dzień dobry, co pan tam robił? Ma pan uprawnienia do udzielania pierwszej pomocy? Kim jest dla pana poszkodowany?
- Dzień dobry… Ja chciałem pomóc w szkole uczyli mnie jak należy się zachować w takich sytuacjach. – Michał próbował się jakoś wykręcić. Zauważył, że policjant jest sam, widać przypadkiem tutaj trafił, patrol czy co. Szybko ocenił swoje szanse na ucieczkę…
- Dobrze. Proszę mi podać jakąś legitymację albo inny dowód tożsamości.
Kiedy policjant wyciągnął rękę, Michał rzucił się do biegu. Wiedział, że szanse na pościg są praktycznie zerowe. Tłum był zupełnie oszołomiony, nikt nie był przygotowany na taki zwrot akcji i szybko robili miejsce Michałowi. Biegł w stronę rynku, na Ruskiej troszeczkę zwolnił i obejrzał się czy nikt go nie goni. Nie przejął się za bardzo tym zajściem, przeżył już parę takich sytuacji…


Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo
Popatrz, człowieku, oni mówią społeczeństwo…

Zanucił sobie wcale nie cicho i ruszył raźnym krokiem. Ludzie trochę się na niego patrzyli wilkiem. Ruska to długa ulica. Tramwaje, samochody, autobusy i ludzie idący po chodniku. Nie przepadał za tą okolicą, przed chwilą minął szyld informujący że „sex shop” jest kilkanaście metrów w prawo. Sklep z francuskimi ciastkami dawał się poczuć już z daleka, Michał tolerował ten zapach z trudem. Zejście w pod ziemie, we Wrocławiu pełno takich miejsc, w tym kryła się pizzeria „pod strusiem II” mają tam najostrzejszą pizze w mieście…
Był umówiony w rynku z przyjaciółmi przy fontannie. Jak zwykle był pierwszy, usiadł więc sobie na ławeczce w pewnym oddaleniu od miejsca spotkania. Zawsze tak robił, na dodatek było chłodno, a fontanna chlapała na wszystkie strony, ale była ładna. Miasto zapłaciło za nią coś około miliona złotych, ciekawe, że stoi akurat pod oknami gabinetu prezydenta. Empik, knajpy, puby i restauracje przyciągają tutaj mnóstwo ludzi, wszyscy biegną gdzieś niewiadomo po co. Przed Michałem przeszła rozgadana wycieczka Niemców.
- Szwaby cholerne… Już wolę Japońców, tamci mają chociaż fajne aparaty. - Pomyślał. Zauważył, że ktoś siedzi obok...
- Dziwne, przecież jest dużo miejsca, nie musiała siadać akurat tutaj. – Pomyślał. Dziewczyna była całkiem ładna, kasztanowe włosy opadały jej na ramiona. Ciemne oczy spoglądały na niego spod okularów. Odwrócił wzrok troszeczkę zmieszany. – A może by tak sobie stąd pójść? Jakoś nie mam ochoty na zawieranie znajomości. – spojrzał na nią jeszcze raz. Dalej mu się przyglądała. Postanowił udawać, że jej nie widzi. Podobała mu się, była zupełnie inna od tych wszystkich szarych ludzi biegnących niewiadomo gdzie i niewiadomo po co.
Kamil przyszedł pod fontannę, obszedł ją dookoła i stwierdził, że jest pierwszy. Po jakimś czasie zauważył Michała i ruszył ku niemu wesołym krokiem. Nieznajoma zauważyła to i szybko odeszła na ławkę obok.
- Hej! Gdzie reszta? Długo już tak siedzisz? – Zawołał zanim jeszcze podszedł.
- No hej! Nie wiem. Nie, dopiero co usiadłem. Widziałeś ten wypadek na Pierwszego Maja? Ciekawe czy coś poważnego… - Michał chciał jakoś nawiązać rozmowę, chociaż ciągle myślał o tej dziewczynie.
- Mhm... Nawet chwile się przyglądałem, ludzie mówili, że jakiś oszołom bawił się w ratownika. A potem uciekł policji… - Kamil czasami potrafił bardzo długo nawijać zupełnie od rzeczy, tak było i tym razem.
Marcin i Piotrek przyszli punktualnie. Cała czwórka ruszyła na Wzgórze Partyzantów, miejsce to cieszyło się złą sława i nie dlatego, że oni tam przychodzili. Podobno nawet za dnia zdarzają się kradzieże i temu podobne sprawy. Jednak im to miejsce strasznie się podoba, nienajgorszy widok na okolice, jest gdzie usiąść i mimo iż to centrum miasta jest całkiem cicho. Obserwatorium dopełnia całokształt. Michał popatrzył po raz ostatni na dziewczynę, odprowadzała ich wzrokiem.
- Kto to jest? – Zapytał Marcin, zawsze był spostrzegawczy.
- Kto? Ona? Nie wiem… Usiadła obok kiedy na was czekałem. – Odparł Michał i znowu poczuł się troszkę zmieszany.
Zdarzenie to zostało przesadnie skomentowane. Michał jednak miał przeczucie, że jeszcze kiedyś ją spotka i że ten dzień wcale nie będzie aż tak nudny na jaki się zapowiadał. Nie mógł wiedzieć, że już za parę godzin jego życie stanie na głowie…

***

Michał około 23 opuścił przyjaciół. Był zmęczony nie miał ochoty zbyt późno wracać, ani zbyt dużo pić. Okolica była dość niebezpieczna jednak szedł raźnym krokiem i nucił sobie wesoło.

Idę z głową w chmurach,
Nie wiem skąd i gdzie.
Nikt mnie nie zatrzyma,
Nie oglądam się.

Był w parczku pod Wzgórzem kiedy nagle w ciemności dostrzegł jakiś ruch. A w chwile potem zobaczył jak trzy osoby idą w jego stronę. Błysk łysiny zadziałał na Michała trzeźwiąco. Stali mu na drodze a on nie miał zamiaru się cofać. Bo tylko do mu zostało. Po prawej stronie miał Odrę, a po lewej plac manewrowy szkoły jazdy, a tam lepiej się nie pojawiać nawet w nocy, z wiadomych przyczyn.
- I gdzie ich tu przywiało? Co to ma być? – Pomyślał. I ruszył biegiem w ich stronę. Dresy oszołomieni takim zachowaniem zeszli mu z drogi i nawet nie myśleli o zabieraniu mu portfela, komórki lub innych drobiazgów.
Michał znał się troszeczkę na psychice ludzkiej i często to wykorzystywał. Uśmiechnięty ruszył dalej. W Bramie Oławskiej spotkał jakąś grupkę, która okazała się być niegroźna. Właściwie to było przejście podziemne pod ruchliwą ulicą na koło Galerii Dominikańskiej. Przy zejściu jest miniaturka jakieś bramy, chyba tak to kiedyś wyglądało. Wewnątrz przejścia stoi jakaś armata, pewnie dla turystów. Znowu poczuł się troszeczkę pewniej, mimo to przyspieszył, chciał jak najszybciej znaleźć się w domu. Minął pub i wbiegł po schodach i znalazł się na przystanku ze zdziwieniem stwierdził, że jest tu całkiem sporo ludzi. Czekając na tramwaj zaśpiewał ładnie wszystkim.

i tak sobie myślę że
wszystko czego pragnę czego chce
spala się
zanim wyciągnę po to ręce
spala się

Nagle zauważył, że jest zupełnie sam. Czyżby brzydko śpiewał? Niemożliwe. Przyjechał tramwaj, pusty. Wskoczył do drugiego wagonu i zajął miejsce przy oknie. Rozejrzał się, był zupełnie sam. Ciekawe.
- Kim mogła być tak dziewczyna? Fajnie by było jeszcze kiedyś ja spotkać. Była piękna, ale w sposób zupełnie nie typowy. Za innymi ogląda się na ulicy. Ona pewnie przyśni mi się w nocy, a wspomnienie o niej przyprawia mnie o dziwny dreszcz. Dziwne…
Tramwaj nagle się zatrzymał zupełnie bez powodu. Michał wstał wystraszony. Nie byli na przystanku. Drzwi się otworzyły, a do środka weszła właśnie ta dziewczyna. Pojazd ruszył dalej jakby nigdy nic, Michał też wrócił na miejsce, próbował zachować spokój, obserwował nieznajomą zupełnie bez skrępowania, tym razem ona zdawała się go nie zauważać. Usiadła przed nim i zaczęła coś szeptać. Mimo, że była ledwo słyszalna Michał już zdążył zakochać się w brzmieniu jej głosu. Nagle wagon odczepił się i zaczął zwalniać, a potem jechać w tył coraz to szybciej.

PAX, PAX! Opamiętanie! Wojna ludzi nie rodzi, jeno – gubi.

Zaśpiewał chłopak z obłędem w oczach. Dziewczyna dalej szeptała, Michał zdał sobie sprawę, że traci świadomość.
- Co się dzieje? – Wyszeptał.
- Nie bój się Michał – Usłyszał głos nieznajomej i poczuł, że gdyby musiał oddał by swoje życie w jej ręce, a potem zemdlał…

0 Comments:

Prześlij komentarz

<< Home