Ticket, please…
Siedziałem w pociągu i rozmyślałem czy na pewno dobrze robię aż tak ufając moim kosmicznym znajomym. Pomogli mi nie raz i to dzięki nim jestem, kim jestem. Ale czy podróż do Egiptu nie jest przesadą? Niemożliwe, Nordycy posiadają zbyt rozległą wiedzę by wprowadzić mnie w błąd. Drzwi do przedziału rozsunęły się i po chwili przecisnął się przez nie gruby, łysy facet w konduktorskim ubraniu.
- Ticket, please… - spojrzałem na niego nieobecnym wzrokiem. Wyciągnąłem z kieszeni spodni wymięty kawałek papieru i podałem służbiście.
- Thank you. - był chyba troszkę oburzony stanem biletu, ale widać nie znał dość dobrze angielskiego by podyskutować.
Kiedy już wyszedł otworzyłem szerzej okno. Zaczynałem powoli odczuwać oznaki gorąca, dobrze, że przygotowałem się wcześniej i wziąłem krótkie spodenki wraz zapasem koszulek. Wróciłem do moich rozmyślań. Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu. Pierwsze spotkania z Nordykami napawały mnie nieopisanym lękiem. Teraz, po tylu latach nawet się z nimi zaprzyjaźniłem. Pomagają mi w codziennych sprawach w zamian za rozpowszechnianie informacji o ich rasie.
Ostania wizyta była wyjątkowa. Po raz pierwszy Ohea przyszła do mojego domu, zazwyczaj to ja byłem wciągany na ich statek. Ohea to Nordycka dziewczyna towarzysząca mi przy każdym „wzięciu”. Jest wysoka ma długie blond włosy i niesamowite niebieskie oczy...
***
- Wiktor, obudź się. Musisz coś dla nas zrobić - usłyszałem w swoim umyśle znajomy głos.
Nie musiał długo czekać na moją reakcję, zdążyłem już przyzwyczaić się do „nocnych odwiedzin” i szybko otworzyłem oczy. Zdziwił mnie fakt, że znajduje się u siebie w sypialni. Rozejrzałem się powoli, światło zza okien oświetlało moją sypialnie tak dobrze, że wydawało mi się, że już świta. Mrużąc oczy dostrzegłem zarysy postaci siedzącej na krześle przy biurku. To Ohea uśmiechnąłem się szczerze w jej stronę.
- O co chodzi? Domyślam się, że coś poważnego skoro nie traciliście czasu by mnie wziąć na statek -usiadłem na łóżku, żeby móc patrzeć przyjaciółce w te hipnotyzujące oczy.
- Musisz pojechać do Egiptu, nie przerywaj mi, proszę - mruknęła telepatycznie, przechodząc przez pokój i siadając obok na łóżku - Jak wiesz często kontaktujemy się z innymi rasami, które pomagają Ziemianom. Podczas ostatnich rozmów z Plejadanami dowiedzieliśmy się, że starożytni zbudowali małą, nie odkrytą dotąd, piramidę, w której jest ważne przesłanie dla ludzkości. Ze wszystkich istot tylko ty jesteś duchowo gotowy by pojechać do Egiptu i odszukać je.
- Czuje się zaszczycony, bez urazy, ale po co tyle zachodu? Nie możecie teraz powiedzieć o co chodzi?
- Twoja rasa potrzebuje pisemnego dowodu, dobrze wiesz, że same słowa nie wystarczą. Kieruj się do miasta al-Jizah…I czekaj na dalsze instrukcje.
***
Wygramoliłem się z pociągu mijając grupkę starszych panów i jakieś zakonnice. Okolica nie wyróżniała się niczym specjalnym. Dworzec był zadaszony, więc panował tam przyjemny chłód. Zewsząd rozchodziły się nawoływania i rozmowy w nieznanym mi języku. Kto by pomyślał, że wśród tych ludzi znajduje się ktoś taki jak ja. Lubię się tak nazywać: „wybraniec”, ale przecież nie jestem kimś nadzwyczajnym, ba nie mam nawet paranormalnych mocy. Chyba będę musiał z tym porozmawiać z Oheą. Uśmiechnąłem się, a moje myśli powędrowały dalej... dziwne, nie dostałem żadnej wiadomości od Oheey. Ruszyłem w stronę ciekawie wyglądającego sklepiku z pamiątkami. Miniaturki piramid i Sfinksa zastawiały całą ladę. Nie przyjechałem tu po pamiątki, rozglądałem się raczej za czymś pożytecznym, aż wreszcie mój wzrok spoczął na rozmówkach angielsko-arabskich. Sprzedawca, który zapewne posiadał jakiś szósty zmysł, dostrzegł natychmiast moje zainteresowanie i zaczął szarpać mnie za ramie krzycząc:
- Good price! Good price!
Spojrzałem na niego w niemym zdziwieniu, dziki jakiś czy co? Ale lubie uczyć się różnych języków i dlatego w domu posiadam nawet spora kolekcję słowników. Przyznam jednak szczerze, nic przydatnego nie da się z nich wyciągnąć, chociaż całkiem skutecznie pełnią szczytną funkcję zbieraczy kurzów. Mimo wszystko rozmówki angielsko-arabskie będą ładnie wyglądać wśród rozmówek polsko-japońskich czy angielsko-węgierskich.
- All right, I take it - powiedziałem pewnie i zacząłem grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu funtów egipskich, które przez przezorność kupiłem w Polsce. W końcu wręczyłem handlarzowi 4 funty, nie chciało mi się targować, chociaż mogłem pewnie uzyskać dużo niższą cenę. „Niech ma i się cieszy” jak to mówi mój kuzyn Kuba. Ten jednak zamiast się cieszyć wyglądał na troszkę zdenerwowanego, powinienem napisać poradnik „jak wkurzyć Egipcjan”. Oburzony, ale wziął pieniądze, dał słownik i tyle go widziałem.
Schowałem zakup do kieszeni, może później porozmawiam sobie z jakąś piękną białogłową, albo zaskoczę Oheę? Opuściłem ogromny budynek dworca. Lecz to, co zastałem na zewnątrz przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Spodziewałem się raczej kraju trzeciego świata, ludzi poruszających się na wielbłądach i kobiet z garnkami z wodą na głowie. Po gigantycznej ulicy pędziły samochody, przy chodniku stało kilkanaście czerwonych taksówek i kilkadziesiąt domków przeważnie dwupiętrowych, budowanych z gliny i projektowanych jakby przez tego samego architekta. Szybko otrząsnąłem się z szoku, przetarłem twarz z kropel potu i pomyślałem, że dobrze by było zobaczyć jak wygląda prawdziwa piramida. W końcu co innego oglądać zabytki na żywo. Z tego, co przeczytałem przed wyjazdem w Internecie, to gdzieś w okolicy znajduje się słynna budowla Cheopsa i Sfinks.
Ruszyłem do taksówki, przypomniała mi się pewna reklama i miałem nadzieje, że tutejsi taksówkarze nie są zbyt muzykalni. Otworzyłem drzwi i przełknąłem głośno ślinę. Kierowca spojrzał na moje odbicie w lusterku i zapalił silnik. Egipt coraz bardziej mnie zaskakiwał, cóż, co kraj to obyczaj. W oddali zobaczyłem coś, co wyglądało jak te piramidy, które pokazują w telewizji. Chyba wyglądam jak typowy turysta…
W samochodzie nie działała klimatyzacja, a okna były zamknięte, panował w nim upał nie do wytrzymania, istna sauna wliczona w koszty podróży, przynajmniej ja tak to odczuwałem, bo kierowca wydawał się odporny na wysokie temperatury. Może to jakiś terrorysta? Mam nadzieje, że nie wysadzi nas w powietrze, albo nie podusi z premedytacją. Miał na głowie turban, jakby mu jeszcze było za mało upału i szatę sięgającą do kostek. Miał o wiele piękniejsze rysy twarzy od konduktora. Niebieskie oczy i blond włosy, grzywka spadała mu na czoło. Skądś go znam… Nie to nie możliwe.
Dojechaliśmy! Nareszcie. Znów miałem zamiar wygrzebać pieniądze z kieszeni, kiedy stało się coś, po czym obiecałem sobie, że już nic mnie nigdy nie zdziwi, nawet nie wiedziałem jak bardzo absurdalna była ta obietnica…
- Nie płać Wikuś. Przysłała mnie Ohea, sama niestety nie mogła przybyć. Pewnie dziwisz się, jakim sposobem nie rozpoznałeś we mnie Nordyka od razu? Potrafimy się do was upodabniać. Oj widzę, żeś zmęczony podróżą. Mów mi Mearl widzieliśmy się nie raz na statku – jego uśmiech powaliłby mnie na kolana, gdybym nie siedział... Wyglądał naprawdę ludzko, ale ciągle korzystał z telepatii – No to słuchaj, jestem od teraz twoim jak wy to nazywacie ochroniarzem i zapewnię ci bezpieczną podróż do celu. Zaczynają się schodki - poprawił sobie grzywkę przyglądając się mojej zdezorientowanej twarzy – Nie wszyscy obcy są pozytywnie nastawieni tak jak my... - przeleciała mi przed oczami scena z filmu „Matrix” kiedy Morfeusz kazał Trinity zabrać Wybrańca w bezpieczne miejsce… Poczułem się jakbym śnił, postanowiłem się uszczypnąć. Mearl uśmiechał się - To nie jest sen Wiktorku. Wiesz, że te szczypanie nigdy nie działa. Masz coś dla nas zrobić. Pamiętaj, że to ważne... Zadanie.
- Przepraszam - przez chwilę miałem wrażenie, że znowu jestem uczniem i znowu coś przeskrobałem… - Ruszajmy na miejsce, Mearl. Nie mógłbyś otworzyć okien, ten upał jest nie do zniesienia.
- Zapomnieliśmy o tym budując ten pojazd. Nie mieliśmy czasu na poprawki. Musisz wytrzymać. Jak zauważyłeś jesteśmy właśnie pod największą piramidą w Egipcie. Pojedziemy teraz do dużo mniejszej, której jeszcze nie znaleźliście. Znajduje się ona kilkaset kilometrów na południe stąd, na samym środku pustyni. Sam byś tam nie dotarł w żaden sposób, prędzej zgubił w piasku. I skończył jako mumia... Tak... Ciało potrafi się szybko zmumifikować w takim otoczeniu. Nie jedna istota tak skończyła. Nadal ci za gorąco, może masz ochotę przejść się? Wiesz... Mogę poczekać na ciebie na miejscu... – pokiwałem przecząco głową, jakoś wytrzymam.
Gwałtownie skręcił z drogi na południe i ruszył prosto do celu podróży, przynajmniej taką miałem nadzieję. Kiedy ulica znikła nam z oczu Mearl użył cząstki swej mocy i uniósł odrobinę samochód. Niech go ktoś powstrzyma... Zachowywał się jak nastolatek za tą kierownicą. I ktoś taki ma mnie bronić? Niby nie powinno się ulegać pozorom, ale marnie widzę swój los. Zatrzymaliśmy się na zupełnym pustkowiu. Wszędzie były rozrzucone tylko kamienie i piasek.
- E... Mearl jesteś pewien, że to tutaj? - powiedziałem troszeczkę zdziwiony. Ten jednak nie raczył nawet odpowiedzieć tylko skinął mi ręką na znak, że mam wysiąść. Przeszedł jeszcze parę kroków na południe, sprawiał wrażenie głęboko zamyślonego. Spoważniał, może powinienem się czegoś obawiać? Albo kto wie, może zabłądził?
- Tak - usłyszałem w głowie dość cicho wypowiedziane słowo, na dźwięk, którego z niewiadomych mi przyczyn przysiadłem na kolanach ze strachu - Dziwne wygląda na to, że piramida została zakopana przez piaski, z moich danych wynika, że jest dokładnie… - rozejrzał się i odszedł jeszcze kilka kroków - … tutaj. Będę musiał teleportować cię bezpośrednio do środka, chcieliśmy tego uniknąć to na pewno zwróci uwagę Szarych. Ohea będzie wściekła. Całe szczęście, że nikt poza ludźmi nie może wejść do piramidy. W środku będziesz bezpieczny. Przygotuj się!
***
Znalazłem się w ciemnej komnacie, oczy bardzo powoli przyzwyczajały się do mroku. W powietrzu unosił się tylko zapach stęchlizny, a cisza aż piszczała w uszach. Rękami wyczułem, że znajduje się w wąskim korytarzu, z braku lepszego pomysłu ruszyłem przed siebie. Ściany rozszerzyły się nagle. Znajdowałem się chyba w jakimś pomieszczeniu. Przed sobą dostrzegłem zarys czegoś, co wyglądało jak skrzynia, tak na pewno skrzynia, nie sarkofag. Ostrożnie zbliżyłem się i dotknąłem drewnianej powierzchni, która rozpadła się na części. Odskoczyłem przerażony. Po chwili jednak wróciłem, nie mam pojęcia skąd miałem tyle odwagi by zacząć grzebać w pozostałościach skrzyni. Znalazłem kartkę papieru z hieroglifami, wzrok nagle wyostrzył mi się tak, że mogłem bez problemu przyjrzeć się rysunkom. Zacząłem czytać, mimo, że nie znałem tego języka przeczytanie tekstu nie sprawiło mi problemów:
- Witaj Bracie – parsknąłem śmiechem, lecz poczułem jakbym tracił panowanie nad sobą – więc i na Ciebie przyszedł czas? Czujesz jak powoli uchodzi z Twego Ziemskiego ciała życie? Dołącz do nas... Czekamy… - upadłem na posadzkę. Czułem się znowu jak za czasu pierwszych wzięć, zupełnie sparaliżowany. Gdzie Mearl? Miał mnie chronić! Mówił, że będę tu bezpieczny, czyżby jednak Szarzy mogli tutaj wejść? I nagle przed moimi oczami zaczął wyłaniać się obraz Ziemi…
***
Jednak nie mogę Ci zdradzić co zobaczyłem, kogo poznałem i jak skończyła, a właściwie zaczęła się moja historia. Może kiedyś to ja zawiozę Ciebie na środek pustyni? Może nawiedzę przerywając jakiś sen lub biorąc w nim udział. Możesz być pewien tyko jednego Bracie... Ja istnieję i nie jestem sam...Uważaj... Bo kiedyś mogę przyjść i po Ciebie...
- Ticket, please… - spojrzałem na niego nieobecnym wzrokiem. Wyciągnąłem z kieszeni spodni wymięty kawałek papieru i podałem służbiście.
- Thank you. - był chyba troszkę oburzony stanem biletu, ale widać nie znał dość dobrze angielskiego by podyskutować.
Kiedy już wyszedł otworzyłem szerzej okno. Zaczynałem powoli odczuwać oznaki gorąca, dobrze, że przygotowałem się wcześniej i wziąłem krótkie spodenki wraz zapasem koszulek. Wróciłem do moich rozmyślań. Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu. Pierwsze spotkania z Nordykami napawały mnie nieopisanym lękiem. Teraz, po tylu latach nawet się z nimi zaprzyjaźniłem. Pomagają mi w codziennych sprawach w zamian za rozpowszechnianie informacji o ich rasie.
Ostania wizyta była wyjątkowa. Po raz pierwszy Ohea przyszła do mojego domu, zazwyczaj to ja byłem wciągany na ich statek. Ohea to Nordycka dziewczyna towarzysząca mi przy każdym „wzięciu”. Jest wysoka ma długie blond włosy i niesamowite niebieskie oczy...
***
- Wiktor, obudź się. Musisz coś dla nas zrobić - usłyszałem w swoim umyśle znajomy głos.
Nie musiał długo czekać na moją reakcję, zdążyłem już przyzwyczaić się do „nocnych odwiedzin” i szybko otworzyłem oczy. Zdziwił mnie fakt, że znajduje się u siebie w sypialni. Rozejrzałem się powoli, światło zza okien oświetlało moją sypialnie tak dobrze, że wydawało mi się, że już świta. Mrużąc oczy dostrzegłem zarysy postaci siedzącej na krześle przy biurku. To Ohea uśmiechnąłem się szczerze w jej stronę.
- O co chodzi? Domyślam się, że coś poważnego skoro nie traciliście czasu by mnie wziąć na statek -usiadłem na łóżku, żeby móc patrzeć przyjaciółce w te hipnotyzujące oczy.
- Musisz pojechać do Egiptu, nie przerywaj mi, proszę - mruknęła telepatycznie, przechodząc przez pokój i siadając obok na łóżku - Jak wiesz często kontaktujemy się z innymi rasami, które pomagają Ziemianom. Podczas ostatnich rozmów z Plejadanami dowiedzieliśmy się, że starożytni zbudowali małą, nie odkrytą dotąd, piramidę, w której jest ważne przesłanie dla ludzkości. Ze wszystkich istot tylko ty jesteś duchowo gotowy by pojechać do Egiptu i odszukać je.
- Czuje się zaszczycony, bez urazy, ale po co tyle zachodu? Nie możecie teraz powiedzieć o co chodzi?
- Twoja rasa potrzebuje pisemnego dowodu, dobrze wiesz, że same słowa nie wystarczą. Kieruj się do miasta al-Jizah…I czekaj na dalsze instrukcje.
***
Wygramoliłem się z pociągu mijając grupkę starszych panów i jakieś zakonnice. Okolica nie wyróżniała się niczym specjalnym. Dworzec był zadaszony, więc panował tam przyjemny chłód. Zewsząd rozchodziły się nawoływania i rozmowy w nieznanym mi języku. Kto by pomyślał, że wśród tych ludzi znajduje się ktoś taki jak ja. Lubię się tak nazywać: „wybraniec”, ale przecież nie jestem kimś nadzwyczajnym, ba nie mam nawet paranormalnych mocy. Chyba będę musiał z tym porozmawiać z Oheą. Uśmiechnąłem się, a moje myśli powędrowały dalej... dziwne, nie dostałem żadnej wiadomości od Oheey. Ruszyłem w stronę ciekawie wyglądającego sklepiku z pamiątkami. Miniaturki piramid i Sfinksa zastawiały całą ladę. Nie przyjechałem tu po pamiątki, rozglądałem się raczej za czymś pożytecznym, aż wreszcie mój wzrok spoczął na rozmówkach angielsko-arabskich. Sprzedawca, który zapewne posiadał jakiś szósty zmysł, dostrzegł natychmiast moje zainteresowanie i zaczął szarpać mnie za ramie krzycząc:
- Good price! Good price!
Spojrzałem na niego w niemym zdziwieniu, dziki jakiś czy co? Ale lubie uczyć się różnych języków i dlatego w domu posiadam nawet spora kolekcję słowników. Przyznam jednak szczerze, nic przydatnego nie da się z nich wyciągnąć, chociaż całkiem skutecznie pełnią szczytną funkcję zbieraczy kurzów. Mimo wszystko rozmówki angielsko-arabskie będą ładnie wyglądać wśród rozmówek polsko-japońskich czy angielsko-węgierskich.
- All right, I take it - powiedziałem pewnie i zacząłem grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu funtów egipskich, które przez przezorność kupiłem w Polsce. W końcu wręczyłem handlarzowi 4 funty, nie chciało mi się targować, chociaż mogłem pewnie uzyskać dużo niższą cenę. „Niech ma i się cieszy” jak to mówi mój kuzyn Kuba. Ten jednak zamiast się cieszyć wyglądał na troszkę zdenerwowanego, powinienem napisać poradnik „jak wkurzyć Egipcjan”. Oburzony, ale wziął pieniądze, dał słownik i tyle go widziałem.
Schowałem zakup do kieszeni, może później porozmawiam sobie z jakąś piękną białogłową, albo zaskoczę Oheę? Opuściłem ogromny budynek dworca. Lecz to, co zastałem na zewnątrz przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Spodziewałem się raczej kraju trzeciego świata, ludzi poruszających się na wielbłądach i kobiet z garnkami z wodą na głowie. Po gigantycznej ulicy pędziły samochody, przy chodniku stało kilkanaście czerwonych taksówek i kilkadziesiąt domków przeważnie dwupiętrowych, budowanych z gliny i projektowanych jakby przez tego samego architekta. Szybko otrząsnąłem się z szoku, przetarłem twarz z kropel potu i pomyślałem, że dobrze by było zobaczyć jak wygląda prawdziwa piramida. W końcu co innego oglądać zabytki na żywo. Z tego, co przeczytałem przed wyjazdem w Internecie, to gdzieś w okolicy znajduje się słynna budowla Cheopsa i Sfinks.
Ruszyłem do taksówki, przypomniała mi się pewna reklama i miałem nadzieje, że tutejsi taksówkarze nie są zbyt muzykalni. Otworzyłem drzwi i przełknąłem głośno ślinę. Kierowca spojrzał na moje odbicie w lusterku i zapalił silnik. Egipt coraz bardziej mnie zaskakiwał, cóż, co kraj to obyczaj. W oddali zobaczyłem coś, co wyglądało jak te piramidy, które pokazują w telewizji. Chyba wyglądam jak typowy turysta…
W samochodzie nie działała klimatyzacja, a okna były zamknięte, panował w nim upał nie do wytrzymania, istna sauna wliczona w koszty podróży, przynajmniej ja tak to odczuwałem, bo kierowca wydawał się odporny na wysokie temperatury. Może to jakiś terrorysta? Mam nadzieje, że nie wysadzi nas w powietrze, albo nie podusi z premedytacją. Miał na głowie turban, jakby mu jeszcze było za mało upału i szatę sięgającą do kostek. Miał o wiele piękniejsze rysy twarzy od konduktora. Niebieskie oczy i blond włosy, grzywka spadała mu na czoło. Skądś go znam… Nie to nie możliwe.
Dojechaliśmy! Nareszcie. Znów miałem zamiar wygrzebać pieniądze z kieszeni, kiedy stało się coś, po czym obiecałem sobie, że już nic mnie nigdy nie zdziwi, nawet nie wiedziałem jak bardzo absurdalna była ta obietnica…
- Nie płać Wikuś. Przysłała mnie Ohea, sama niestety nie mogła przybyć. Pewnie dziwisz się, jakim sposobem nie rozpoznałeś we mnie Nordyka od razu? Potrafimy się do was upodabniać. Oj widzę, żeś zmęczony podróżą. Mów mi Mearl widzieliśmy się nie raz na statku – jego uśmiech powaliłby mnie na kolana, gdybym nie siedział... Wyglądał naprawdę ludzko, ale ciągle korzystał z telepatii – No to słuchaj, jestem od teraz twoim jak wy to nazywacie ochroniarzem i zapewnię ci bezpieczną podróż do celu. Zaczynają się schodki - poprawił sobie grzywkę przyglądając się mojej zdezorientowanej twarzy – Nie wszyscy obcy są pozytywnie nastawieni tak jak my... - przeleciała mi przed oczami scena z filmu „Matrix” kiedy Morfeusz kazał Trinity zabrać Wybrańca w bezpieczne miejsce… Poczułem się jakbym śnił, postanowiłem się uszczypnąć. Mearl uśmiechał się - To nie jest sen Wiktorku. Wiesz, że te szczypanie nigdy nie działa. Masz coś dla nas zrobić. Pamiętaj, że to ważne... Zadanie.
- Przepraszam - przez chwilę miałem wrażenie, że znowu jestem uczniem i znowu coś przeskrobałem… - Ruszajmy na miejsce, Mearl. Nie mógłbyś otworzyć okien, ten upał jest nie do zniesienia.
- Zapomnieliśmy o tym budując ten pojazd. Nie mieliśmy czasu na poprawki. Musisz wytrzymać. Jak zauważyłeś jesteśmy właśnie pod największą piramidą w Egipcie. Pojedziemy teraz do dużo mniejszej, której jeszcze nie znaleźliście. Znajduje się ona kilkaset kilometrów na południe stąd, na samym środku pustyni. Sam byś tam nie dotarł w żaden sposób, prędzej zgubił w piasku. I skończył jako mumia... Tak... Ciało potrafi się szybko zmumifikować w takim otoczeniu. Nie jedna istota tak skończyła. Nadal ci za gorąco, może masz ochotę przejść się? Wiesz... Mogę poczekać na ciebie na miejscu... – pokiwałem przecząco głową, jakoś wytrzymam.
Gwałtownie skręcił z drogi na południe i ruszył prosto do celu podróży, przynajmniej taką miałem nadzieję. Kiedy ulica znikła nam z oczu Mearl użył cząstki swej mocy i uniósł odrobinę samochód. Niech go ktoś powstrzyma... Zachowywał się jak nastolatek za tą kierownicą. I ktoś taki ma mnie bronić? Niby nie powinno się ulegać pozorom, ale marnie widzę swój los. Zatrzymaliśmy się na zupełnym pustkowiu. Wszędzie były rozrzucone tylko kamienie i piasek.
- E... Mearl jesteś pewien, że to tutaj? - powiedziałem troszeczkę zdziwiony. Ten jednak nie raczył nawet odpowiedzieć tylko skinął mi ręką na znak, że mam wysiąść. Przeszedł jeszcze parę kroków na południe, sprawiał wrażenie głęboko zamyślonego. Spoważniał, może powinienem się czegoś obawiać? Albo kto wie, może zabłądził?
- Tak - usłyszałem w głowie dość cicho wypowiedziane słowo, na dźwięk, którego z niewiadomych mi przyczyn przysiadłem na kolanach ze strachu - Dziwne wygląda na to, że piramida została zakopana przez piaski, z moich danych wynika, że jest dokładnie… - rozejrzał się i odszedł jeszcze kilka kroków - … tutaj. Będę musiał teleportować cię bezpośrednio do środka, chcieliśmy tego uniknąć to na pewno zwróci uwagę Szarych. Ohea będzie wściekła. Całe szczęście, że nikt poza ludźmi nie może wejść do piramidy. W środku będziesz bezpieczny. Przygotuj się!
***
Znalazłem się w ciemnej komnacie, oczy bardzo powoli przyzwyczajały się do mroku. W powietrzu unosił się tylko zapach stęchlizny, a cisza aż piszczała w uszach. Rękami wyczułem, że znajduje się w wąskim korytarzu, z braku lepszego pomysłu ruszyłem przed siebie. Ściany rozszerzyły się nagle. Znajdowałem się chyba w jakimś pomieszczeniu. Przed sobą dostrzegłem zarys czegoś, co wyglądało jak skrzynia, tak na pewno skrzynia, nie sarkofag. Ostrożnie zbliżyłem się i dotknąłem drewnianej powierzchni, która rozpadła się na części. Odskoczyłem przerażony. Po chwili jednak wróciłem, nie mam pojęcia skąd miałem tyle odwagi by zacząć grzebać w pozostałościach skrzyni. Znalazłem kartkę papieru z hieroglifami, wzrok nagle wyostrzył mi się tak, że mogłem bez problemu przyjrzeć się rysunkom. Zacząłem czytać, mimo, że nie znałem tego języka przeczytanie tekstu nie sprawiło mi problemów:
- Witaj Bracie – parsknąłem śmiechem, lecz poczułem jakbym tracił panowanie nad sobą – więc i na Ciebie przyszedł czas? Czujesz jak powoli uchodzi z Twego Ziemskiego ciała życie? Dołącz do nas... Czekamy… - upadłem na posadzkę. Czułem się znowu jak za czasu pierwszych wzięć, zupełnie sparaliżowany. Gdzie Mearl? Miał mnie chronić! Mówił, że będę tu bezpieczny, czyżby jednak Szarzy mogli tutaj wejść? I nagle przed moimi oczami zaczął wyłaniać się obraz Ziemi…
***
Jednak nie mogę Ci zdradzić co zobaczyłem, kogo poznałem i jak skończyła, a właściwie zaczęła się moja historia. Może kiedyś to ja zawiozę Ciebie na środek pustyni? Może nawiedzę przerywając jakiś sen lub biorąc w nim udział. Możesz być pewien tyko jednego Bracie... Ja istnieję i nie jestem sam...Uważaj... Bo kiedyś mogę przyjść i po Ciebie...


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home