Niepewna przyszłość
Dwie noce przed…
Stał przed zamkniętymi drzwiami, niepewny gdzie jest i skąd się tu wziął. Przeczuwał, że jeśli otworzy stanie się coś czego nigdy nie zapomni, coś co będzie miało na niego gigantyczny wpływ.
Chwycił za klamkę, a drzwi otworzyły się bezszelestnie. Blask go oślepił, poświęcił chwilę żeby przyzwyczaić wzrok do światła i ruszył przed siebie.
Był w pokoju łudząco podobnym do tego który pamiętał z domu dziecka, ale coś było nie tak, ach… Kiedy on tu mieszkał to wszędzie były jakieś kartki, książki lub inne niezbędne nastolatkowi rzeczy, teraz nie widział żadnych osobistych rzeczy.
Podszedł do biurka, tam spędzał najwięcej czasu, na nim leżała fotografia przedstawiająca jego samego jak wychodzi uśmiechnięty obok jakiegoś małżeństwa.
„Adoptowali mnie?” – pomyślał, ale zaraz wyrzucił tę myśl z głowy, przecież był już za stary…
Wyjrzał przez okno lecz zamiast parku, zobaczył przez kraty ruchliwą Świdnicka ulicę oświetlaną przez żółte światła latarni. Odwrócił się i pokój zniknął, stał przy oknie w sypialni domu poprawczego. Od ścian odpadała zielona farba, na kilku łóżkach spali jego współlokatorzy.
Wrócił na swoją pryczę, był tu od niedawna. Jeszcze się nie przystosował. Położył się i zamyślił się wpatrując się w sufit jakby zobaczył tam coś interesującego... Zaczynał rozumieć, musi stąd uciec. Inaczej zwariuje.
***
Uśmiechnął się, nieszczerze, i zapukał do drzwi własnego domu. Odpowiedziały mu spokojne kroki, żadnych krzyków, przekleństw i tłuczenia butelek. Ktoś spojrzał przez „judasza”, usłyszał dźwięk otwieranego zamka, otworzyła mu jego mama. Coś było w niej dziwnego, niecodziennego. Była ubrana w czystą koszulkę i jeansy, włosy schludnie uczesane i na twarzy malowała się jej radość.
- Jesteś synku, gdzie byłeś? Matko Boska, jesteś cały brudny, wchodź szybko i przebierz się w coś czystego do obiadu. – powiedziała to tak spokojnie…
Wszedł do środka, a matka ruszyła do kuchni. Już w przedpokoju zdziwił go brak plam na tapetach, ale nie zastanawiał się nad tym. Ruszył szybko do pokoju, bał się spotkać ojca.
W pokoju siedziała jego siostra, uczyła się. Wszystko było takie ładne, takie nowe. Otworzył swoją szafkę i zobaczył, że ma więcej ciuchów niż się spodziewał. Przebrał się szybko, brudne rzeczy rzucając na krzesło.
- Daniel, weź te cichy schowaj, nie rób bałaganu. – Skarciła go, zabrzmiało by to niesympatycznie, gdyby nie fakt, że uśmiechała się do niego. Spojrzał na nią i zauważył, że ładnie uczesana i nie zapłakana wygląda bardzo ładnie.
Wziął cichy i ruszył do łazienki. Kiedy otworzył drzwi, coś go oślepiło, zamiast w przedpokoju znalazł się w celi poprawczej. Na łóżku leżał Tomek miał otwarte oczy. Reszta spała.
Podszedł do Tomka, obaj trafili tu w podobnym czasie i obaj mieli kłopoty ze snem. Czasami żartowali, że jeśli stąd nie uciekną to oszaleją.
- Nie możesz spać? – zagaił cicho Daniel.
- No, cholera, znowu mi się śnił mi się dom dziecka. – westchnął Tomek nie odrywając wzroku od sufitu.
Daniel pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Słuchaj… - szepnął i upewnił się, że wszyscy śpią – może stąd uciekniemy?
W oczach Tomka pojawił się błysk nadziei, ale natychmiast zgasł. Nie odpowiadał jeszcze przez parę minut, myślał. Daniel nie przerywał milczenia, wiedział, że Tomek się zgodzi i właśnie planuje ucieczkę.
- Zgoda – powiedział wreszcie Tomek, słabo słyszalnym szeptem. – Ale sami nie damy rady, myślisz, że się zgodzą? – Gestem pokazał, że ma na myśli resztę.
- Oni? – Daniel wykonał taki sam gest. – Oczywiście.
Rozmawiali jeszcze długo, planowali każdy szczegół, każdy krok. Zaraz po śniadaniu powiedzieli o swoim planie reszcie, zgodzili się, chociaż mieli zupełnie inna wizję ucieczki…
Noc zdarzenia…
W pokoju zgasło już światło. Wszyscy byli ubrani i leżeli pod kocami. Daniel spokojnie kończył się modlić, robił tak co wieczór. Czasami niektórzy ćwiczą, dzisiaj jednak położyli się od razu do łóżek.
Szept Daniela ucichł, usłyszeli jak wychowawca zamyka drzwi swojego gabinetu, wieczorami często ma coś do zrobienia na komputerze.
Odczekali jeszcze parę minut i wstali. Ktoś otworzył drzwi i wykradli się na korytarz. W planie mieli zamknąć wychowawcę w pokoju, jednak Michał narobił tyle hałasu odrywając nogę od krzesła, że opiekun wyszedł z gabinetu. I to był być może jego największy błąd w życiu, Michał błyskawicznie podbiegł do niego i uderzając pałką w żebra, jednak był tylko nastolatkiem, a Dąbrowicz był silnym mężczyzną. Mężczyzna szybko odebrał broń chłopcu i widząc, że chłopak nie jest sam wycofał się do swojego gabinetu.
- Michał, cholera, co ty wyprawiasz? – skarcił go Tomek, ale było już za późno.
Cały bunt wymknął się spod kontroli. Wszyscy rozprzestrzenili się po schronisku. Tomek i Daniel ciągle stali pod drzwiami numer 21 i nie za bardzo wiedzieli co mają robić. Poczuli zapach palonej gumy i drewna, wkrótce potem zobaczyli dym.
- Podpalili coś. – zauważył Daniel.
- Tak, po czym wnosisz? – rzucił z przekąsem Tomek.
Roześmiali się sztucznie i ruszyli w poszukiwaniu wyjścia. W innych pokojach wszyscy spali, albo przynajmniej woleli się nie wtrącać. Z dołu dochodziły odgłosy szamotaniny. Ominęli schody i ruszyli przed siebie.
- Wiesz, że zaraz tu będzie policja? – upewnił się Daniel.
- Oczywiście, a ty zdajesz sobie sprawę, że nie uciekniemy stąd?
- Jasne.
Zatrzymali się przed drzwiami do których nigdy nie wchodzili, zawsze były zamknięte. Tomek bez namysłu nacisnął klamkę, drzwi zaskrzypiały i otworzyły się.
Pokój nie był duży. Ściany były zielone jak w całym schronisku, jednak tutaj farba nie odpadała od ściany. Pod ścianą stało biurko i obrotowe krzesło. Drewniana szafa stojąca przykuła wzrok obu chłopców. Jednak nie ruszyli w jej stronę, Tomek podszedł do biurka, Daniel do małej szafki stojącej pod oknem.
- Już są – poinformował, kiedy usłyszał dźwięk sygnałów policyjnych wozów i straży. Jednak nie przejął się tym za bardzo. Skoncentrował się na szafce. W środku znalazł odtwarzacz mp3. Działając jak automat założył słuchawki i włączył…
- Jesteś synku, gdzie byłeś? Matko Boska, jesteś cały brudny, wchodź szybko i przebierz się w coś czystego do obiadu. – powiedział jakiś spokojny, kobiecy głos.
- Daniel, weź te cichy schowaj, nie rób bałaganu. – tym razem to był głos dziewczyny.
Chłopak schował urządzenie, myśląc gorączkowo. „Przecież to był sen, tylko sen…”
Kiedy Daniel słuchał nagrania, Tomek przeszukał szafki w biurku, nie znalazł tam nic ciekawego. Na blacie leżała książka „Przypadek czy przeznaczenie?”, nastolatek wziął ją i znalazł w środku fotografię ze swojego snu. Przedstawiającą jego, uśmiechniętego jak nigdy i małżeństwo. Tomek szybko schował zdjęcie i podszedł do kolegi.
- Rozumiesz coś z tego? – zapytał, ale odpowiedzi udzielił mu ktoś zupełnie inny.
- Nazwałbym to zagięciem rzeczywistości, przeznaczeniem lub jak wolicie omamem. – W drzwiach ukazał się uśmiechnięty woźny. – Nie uważacie, że to dziwne? Ten pokój był zamknięty od kiedy tu pracuję, a wierzcie mi, pracuję tutaj długo. Od kiedy pojawiliście się w schronisku czasami słyszałem z tego pokoju różne dźwięki.
- Kim pan jest? – zapytali niemal chórem.
- Jestem człowiekiem, który ma otwarte oczy i uszy. Jednak wybaczcie, wydaję mi się, że muszę was już opuścić, policjanci już tutaj idą. W sądzie zeznam, że jesteście niewinni, porozmawiam o tym też z waszym wychowawcą…
Odwrócił się na pięcie i szybko wyszedł pozostawiając pytania kłębiące się w głowach chłopców bez odpowiedzi…
Kilka tygodni później…
Michał i reszta chłopaków z pokoju zostali przeniesieni do różnych ośrodków poprawczych. Tomek i Daniel zostali, do ich pokoju zostali przydzieleni inni. Jednak tamci nie zabierali prawie nigdy głosu i rzadko mówili coś do „starych lokatorów”. W szafie odkryli jeszcze kilka przedmiotów z ich snów, a także woźny znalazł coś co należało kiedyś do niego.
Woźny nie udzielił im odpowiedzi na zbyt wiele pytań, ale często przebywał z nimi w pokoju numer 57. Spełnił obietnice, oczyścił ich z zarzutów w sądzie.
Tomkowi i Danelowi zostało jeszcze parę miesięcy. Jednak przeznaczenie całej ich trójki jest ze sobą powiązane. Spotkają się jeszcze nie raz.
Stał przed zamkniętymi drzwiami, niepewny gdzie jest i skąd się tu wziął. Przeczuwał, że jeśli otworzy stanie się coś czego nigdy nie zapomni, coś co będzie miało na niego gigantyczny wpływ.
Chwycił za klamkę, a drzwi otworzyły się bezszelestnie. Blask go oślepił, poświęcił chwilę żeby przyzwyczaić wzrok do światła i ruszył przed siebie.
Był w pokoju łudząco podobnym do tego który pamiętał z domu dziecka, ale coś było nie tak, ach… Kiedy on tu mieszkał to wszędzie były jakieś kartki, książki lub inne niezbędne nastolatkowi rzeczy, teraz nie widział żadnych osobistych rzeczy.
Podszedł do biurka, tam spędzał najwięcej czasu, na nim leżała fotografia przedstawiająca jego samego jak wychodzi uśmiechnięty obok jakiegoś małżeństwa.
„Adoptowali mnie?” – pomyślał, ale zaraz wyrzucił tę myśl z głowy, przecież był już za stary…
Wyjrzał przez okno lecz zamiast parku, zobaczył przez kraty ruchliwą Świdnicka ulicę oświetlaną przez żółte światła latarni. Odwrócił się i pokój zniknął, stał przy oknie w sypialni domu poprawczego. Od ścian odpadała zielona farba, na kilku łóżkach spali jego współlokatorzy.
Wrócił na swoją pryczę, był tu od niedawna. Jeszcze się nie przystosował. Położył się i zamyślił się wpatrując się w sufit jakby zobaczył tam coś interesującego... Zaczynał rozumieć, musi stąd uciec. Inaczej zwariuje.
***
Uśmiechnął się, nieszczerze, i zapukał do drzwi własnego domu. Odpowiedziały mu spokojne kroki, żadnych krzyków, przekleństw i tłuczenia butelek. Ktoś spojrzał przez „judasza”, usłyszał dźwięk otwieranego zamka, otworzyła mu jego mama. Coś było w niej dziwnego, niecodziennego. Była ubrana w czystą koszulkę i jeansy, włosy schludnie uczesane i na twarzy malowała się jej radość.
- Jesteś synku, gdzie byłeś? Matko Boska, jesteś cały brudny, wchodź szybko i przebierz się w coś czystego do obiadu. – powiedziała to tak spokojnie…
Wszedł do środka, a matka ruszyła do kuchni. Już w przedpokoju zdziwił go brak plam na tapetach, ale nie zastanawiał się nad tym. Ruszył szybko do pokoju, bał się spotkać ojca.
W pokoju siedziała jego siostra, uczyła się. Wszystko było takie ładne, takie nowe. Otworzył swoją szafkę i zobaczył, że ma więcej ciuchów niż się spodziewał. Przebrał się szybko, brudne rzeczy rzucając na krzesło.
- Daniel, weź te cichy schowaj, nie rób bałaganu. – Skarciła go, zabrzmiało by to niesympatycznie, gdyby nie fakt, że uśmiechała się do niego. Spojrzał na nią i zauważył, że ładnie uczesana i nie zapłakana wygląda bardzo ładnie.
Wziął cichy i ruszył do łazienki. Kiedy otworzył drzwi, coś go oślepiło, zamiast w przedpokoju znalazł się w celi poprawczej. Na łóżku leżał Tomek miał otwarte oczy. Reszta spała.
Podszedł do Tomka, obaj trafili tu w podobnym czasie i obaj mieli kłopoty ze snem. Czasami żartowali, że jeśli stąd nie uciekną to oszaleją.
- Nie możesz spać? – zagaił cicho Daniel.
- No, cholera, znowu mi się śnił mi się dom dziecka. – westchnął Tomek nie odrywając wzroku od sufitu.
Daniel pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Słuchaj… - szepnął i upewnił się, że wszyscy śpią – może stąd uciekniemy?
W oczach Tomka pojawił się błysk nadziei, ale natychmiast zgasł. Nie odpowiadał jeszcze przez parę minut, myślał. Daniel nie przerywał milczenia, wiedział, że Tomek się zgodzi i właśnie planuje ucieczkę.
- Zgoda – powiedział wreszcie Tomek, słabo słyszalnym szeptem. – Ale sami nie damy rady, myślisz, że się zgodzą? – Gestem pokazał, że ma na myśli resztę.
- Oni? – Daniel wykonał taki sam gest. – Oczywiście.
Rozmawiali jeszcze długo, planowali każdy szczegół, każdy krok. Zaraz po śniadaniu powiedzieli o swoim planie reszcie, zgodzili się, chociaż mieli zupełnie inna wizję ucieczki…
Noc zdarzenia…
W pokoju zgasło już światło. Wszyscy byli ubrani i leżeli pod kocami. Daniel spokojnie kończył się modlić, robił tak co wieczór. Czasami niektórzy ćwiczą, dzisiaj jednak położyli się od razu do łóżek.
Szept Daniela ucichł, usłyszeli jak wychowawca zamyka drzwi swojego gabinetu, wieczorami często ma coś do zrobienia na komputerze.
Odczekali jeszcze parę minut i wstali. Ktoś otworzył drzwi i wykradli się na korytarz. W planie mieli zamknąć wychowawcę w pokoju, jednak Michał narobił tyle hałasu odrywając nogę od krzesła, że opiekun wyszedł z gabinetu. I to był być może jego największy błąd w życiu, Michał błyskawicznie podbiegł do niego i uderzając pałką w żebra, jednak był tylko nastolatkiem, a Dąbrowicz był silnym mężczyzną. Mężczyzna szybko odebrał broń chłopcu i widząc, że chłopak nie jest sam wycofał się do swojego gabinetu.
- Michał, cholera, co ty wyprawiasz? – skarcił go Tomek, ale było już za późno.
Cały bunt wymknął się spod kontroli. Wszyscy rozprzestrzenili się po schronisku. Tomek i Daniel ciągle stali pod drzwiami numer 21 i nie za bardzo wiedzieli co mają robić. Poczuli zapach palonej gumy i drewna, wkrótce potem zobaczyli dym.
- Podpalili coś. – zauważył Daniel.
- Tak, po czym wnosisz? – rzucił z przekąsem Tomek.
Roześmiali się sztucznie i ruszyli w poszukiwaniu wyjścia. W innych pokojach wszyscy spali, albo przynajmniej woleli się nie wtrącać. Z dołu dochodziły odgłosy szamotaniny. Ominęli schody i ruszyli przed siebie.
- Wiesz, że zaraz tu będzie policja? – upewnił się Daniel.
- Oczywiście, a ty zdajesz sobie sprawę, że nie uciekniemy stąd?
- Jasne.
Zatrzymali się przed drzwiami do których nigdy nie wchodzili, zawsze były zamknięte. Tomek bez namysłu nacisnął klamkę, drzwi zaskrzypiały i otworzyły się.
Pokój nie był duży. Ściany były zielone jak w całym schronisku, jednak tutaj farba nie odpadała od ściany. Pod ścianą stało biurko i obrotowe krzesło. Drewniana szafa stojąca przykuła wzrok obu chłopców. Jednak nie ruszyli w jej stronę, Tomek podszedł do biurka, Daniel do małej szafki stojącej pod oknem.
- Już są – poinformował, kiedy usłyszał dźwięk sygnałów policyjnych wozów i straży. Jednak nie przejął się tym za bardzo. Skoncentrował się na szafce. W środku znalazł odtwarzacz mp3. Działając jak automat założył słuchawki i włączył…
- Jesteś synku, gdzie byłeś? Matko Boska, jesteś cały brudny, wchodź szybko i przebierz się w coś czystego do obiadu. – powiedział jakiś spokojny, kobiecy głos.
- Daniel, weź te cichy schowaj, nie rób bałaganu. – tym razem to był głos dziewczyny.
Chłopak schował urządzenie, myśląc gorączkowo. „Przecież to był sen, tylko sen…”
Kiedy Daniel słuchał nagrania, Tomek przeszukał szafki w biurku, nie znalazł tam nic ciekawego. Na blacie leżała książka „Przypadek czy przeznaczenie?”, nastolatek wziął ją i znalazł w środku fotografię ze swojego snu. Przedstawiającą jego, uśmiechniętego jak nigdy i małżeństwo. Tomek szybko schował zdjęcie i podszedł do kolegi.
- Rozumiesz coś z tego? – zapytał, ale odpowiedzi udzielił mu ktoś zupełnie inny.
- Nazwałbym to zagięciem rzeczywistości, przeznaczeniem lub jak wolicie omamem. – W drzwiach ukazał się uśmiechnięty woźny. – Nie uważacie, że to dziwne? Ten pokój był zamknięty od kiedy tu pracuję, a wierzcie mi, pracuję tutaj długo. Od kiedy pojawiliście się w schronisku czasami słyszałem z tego pokoju różne dźwięki.
- Kim pan jest? – zapytali niemal chórem.
- Jestem człowiekiem, który ma otwarte oczy i uszy. Jednak wybaczcie, wydaję mi się, że muszę was już opuścić, policjanci już tutaj idą. W sądzie zeznam, że jesteście niewinni, porozmawiam o tym też z waszym wychowawcą…
Odwrócił się na pięcie i szybko wyszedł pozostawiając pytania kłębiące się w głowach chłopców bez odpowiedzi…
Kilka tygodni później…
Michał i reszta chłopaków z pokoju zostali przeniesieni do różnych ośrodków poprawczych. Tomek i Daniel zostali, do ich pokoju zostali przydzieleni inni. Jednak tamci nie zabierali prawie nigdy głosu i rzadko mówili coś do „starych lokatorów”. W szafie odkryli jeszcze kilka przedmiotów z ich snów, a także woźny znalazł coś co należało kiedyś do niego.
Woźny nie udzielił im odpowiedzi na zbyt wiele pytań, ale często przebywał z nimi w pokoju numer 57. Spełnił obietnice, oczyścił ich z zarzutów w sądzie.
Tomkowi i Danelowi zostało jeszcze parę miesięcy. Jednak przeznaczenie całej ich trójki jest ze sobą powiązane. Spotkają się jeszcze nie raz.

