Moje zdjęcie
Nazwa:
Lokalizacja: Walencja, Spain

poniedziałek, czerwca 11, 2007

Tajemnica

Mężczyzna oderwał pióro od kartki i westchnął. Już dawno się tak nie zawiódł na świecie. Czy tak wiele chciał? Chciał po prostu zestarzeć się w spokoju własnych czterech ścian. Nie minął rok odkąd odszedł w cień, a już dostał list, w którym ktoś napisał (idealnie równym pismem), że jest potrzebny na drugim końcu kraju. Kto wie? Być może, kiedy wypełni tę misję to będą go potrzebować w Zimbabwe? Westchnął znowu i wrócił do pisania. Pisanie na komputerze zupełnie nie wchodziło w rachubę, jego komputer nie posiada łacińskiej czcionki.
Skończył grubo po północy. Rzucił okiem na list, wiedział, że wszystko jest dokładnie tak jak musi być, jednak w jego zawodzie pewność to za mało. Kilkanaście lat temu, na samym początku swojej kariery, był pewien, że zabrał z domu wszystko, co mogłoby ujawnić jego tożsamość. Mylił się, policja znalazła, co najmniej tuzin przedmiotów, dzięki, którym prawie go złapali. Prawie uczyniło wielką różnice tylko, dlatego, że przelał pokaźne sumy pieniędzy na parę kont bankowych... Dawne czasy, teraz nie popełniał żadnych błędów.
Włożył list do koperty i odwrócił się w stronę pokoju. Szkoda mu zostawić to wszystko, ale taka praca. Piękne antyczne meble, kosztowały go kilkaset tysięcy, dywan z niedźwiedziej skóry, ściany wyłożone najlepszą boazerią, jaką można było zamówić. Mężczyzna westchnął i zakleił kopertę, a więc to koniec wakacji?
Ciężko mu było opuścić ten dom. Kiedy go urządzał nie przypuszczał, że za parę miesięcy dostanie kolejny list… Ale przecież, kiedy tylko wykona zdanie zaroi się w tej okolicy od Aniołów i Dusz. Wiedział, że nawet on niemiałby szans w walce przeciwko kilku Aniołom, a co dopiero gdyby mialo być ich więcej niż tuzin…
Wyjął laptopa z szafki i położył się z nim na ziemi. Miał radiowe połączenie do Internetu, więc nie musiał się martwić o jakiekolwiek kable. Wstukał adres Fabryki Słów, czasami warto poczytać, co sądzą o Diabłach i Wampirach lub Aniołach i Duszach Polscy pisarze. W ciągu ostatnich kilkunastu lat wampir z literatury coraz bardziej przypominał człowieka niż wampira. Minęły czasy Reginsa – abstynenta, dziś pisze się raczej o urodziwych dziewczynkach pijących, raz na parę lat, końską krew – takich jak Monika Stiepankovic. Tylko jedna rzecz w Polskiej fantastyce pozostawiała niezmienna, nagość. Nie stroni od niej Pilipiuk, a Sapkowski zawsze lubił wspomnieć o jakimś małym „bara-bara”, żeby czytelnik nudził się przy książce… Westchnął, na szczęście na brak książek nigdy nie narzekał, kiedy tylko wprowadzał się do nowego domu lub mieszkania od razu zamawiał kilkanaście najnowszych pozycji. Wyciągnął z kieszeni pogięty pergamin i ponownie przeczytał, dokąd ma się udać, Wrocław...List był po łacinie. Nauczył go jej i całego zawodu stary poczciwy Jakub, teraz już chyba nie żył, ale kto go tam wie?
Wystukał w wyszukiwarce „Wrocław” i poczekał, aż komputer wyświetlił kilkadziesiąt adresów. Odnalazł stronę najlepszego hotelu w stolicy Dolnego Śląska i dokonał rezerwacji na ponad miesiąc najlepszego apartamentu. Komputer chwilę brzęczał, wreszcie na ekranie wyświetliło się potwierdzenie rezerwacji i przybliżona kwota pobytu: 30 tysięcy złotych. Mężczyzna włączył kalkulator, dodał posiłki dziennie za około 200 złotych i codzienną prasę i nowości wydawnicze około 20 złotych dziennie. Razem 40 tysięcy. Wrocław to wyjątkowo tanie miasto…
Zamówił bilet na jutrzejszy pociąg i wyłączył laptopa. Przeszedł się ostatni raz po domu, znosząc wszystkie niezbędne rzeczy do gabinetu. W przedpokoju wyjął z szafy sporą torbę podróżną. Kupił ją już parę lat temu, przydała mu się przy kilkudziesięciu przeprowadzkach. W biurze panował względny porządek, na sofie ułożone w schludną stertkę papiery. Książki, których już nikt nie przeczyta, stały w równych rządkach na półkach. Mężczyzna westchnął po raz setny tego wieczoru i zabrał się za pakowanie…



***

Siedział już w pociągu, odbiór biletu poszedł nad podziw szybko i bezproblemowo. Przedział początkowo był pusty, jednak mężczyza wiedział, że nie może liczyć na długa samotną podróż. Pierwsza weszła jakaś ładna dziewczyna w krótkiej spódniczce, studentka. Przyjrzał się jej zatrzymując wzrok o ułamek sekundy dłużej na ślicznych kobiecych kształtach. Kiedy usiadła i założyła nogę na nogę spódniczka podciągnęła się jej o kilka centymetrów za wysoko, Tomek wykorzystał ten moment i spojrzał na jej młode uda po czym spokojnie, powoli podniósł wzrok wyżej, troszkę obcisły sweterek uwydatniający niewielkie piersi, czerwone jak krew usta, zgrabny nieduży nosek i duże niebieskie oczy, wpatrujące się w niego z zainteresowaniem. Obserwowali siebie przez chwile, już chciała coś powiedzieć, ale poprzestała na otworzeniu ust, ktoś inny wszedł do przedziału. Mężczyzna około trzydziestki z dwójką małych dzieci. Tomek wyjął laptopa, czuł, że to nie będzie spokojna podróż.
- Dzień dobry. Jakby państwu przeszkadzały te urwisy… – mężczyzna spojrzał na dzieci. – To proszę się nie krępować i mówić od razu.
- Dobrze – odpowiedziała bardzo dziewczęcym głosem studentka i przeniosła się na miejsce obok Tomka. – Mam na imię Magda – powiedziała jakby do siebie.
- Tomasz.
- Przemek, a to jest Michał i Monika – powiedział ojciec wskazując kolejno dzieci.
Pociąg powoli ruszał, a Michaś z Moniką powoli zaczynali przeszkadzać. Atmosfera w przedziale była całkiem sympatyczna. Okazało się, że Przemek jest po psychologii, a Magda jest na pierwszym roku. Mieli sporo wspólnych tematów. Tomek im nie przerywał i spokojnie pracował na laptopie. Jednak to było bardzo pozorne, gdyby studentka nie była tak zajęta rozmową na pewno zauważyłaby, że bliskość jej ciała i perfumy wpływają wprost hipnotycznie na Tomasza. Dopiero po paru godzinach jazdy jakby uodpornił się na wdzięki studentki i mógł zacząć pisać.
Pisał książkę o swoim zawodzie, wiedział, że ustny przekaz może się okazać niemożliwy, a papier przetrwa wieki.
Świat, w którym żyje każdy Czyściciel, bardzo różni się od tego, w którym przywykliście żyć. Pomimo, że pławi się w luksusie nie może zagrzać nigdzie miejsca dłużej niż parę miesięcy. Jednak przejdźmy do początku…
Czyściciel dba, aby żadna z sił walczących ze sobą od zarania dziejów Dobro i Zło, Światło i Ciemność, Dzień i Noc nie zyskała zbyt dużej przewagi. Czasami wystarczy zabić. Rzadziej unicestwić. A tylko w ekstremalnych przypadkach odesłać. Opiszę teraz pokrótce każdą z tych czynności.
Zabicie jest proste i dosyć skuteczne, właściwie wystarcza w 90% przypadków, zależy od wrodzonej dbałości o szczegóły. Zabija się Wampiry, Dusze, Anioły, Diabły. Trzeba jednak pamiętać. Dla każdej z tych istot zabicie to oczywiście ogromny ból, ale potrafią odżyć po kilku latach. Te kilka lat wystarczy, aby się przygotować do następnego spotkania, zresztą takie osobniki z każdym kolejnym odrodzeniem są słabsze. Istnieje wiele środków, aby zabić, każda istota jest czuła na co innego. Szczegóły opisze na nastepnych stronach...
Unicestwienie trwa około godziny i wymaga nieco bardziej zaawansowanego sprzętu. Dzięki temu rytuałowi można pozbyć się przeciwnika na zawsze. Unicestwić powinno się tylko Dusze i Wampiry. Należe do nielicznych, którym udało się i to wielkorotnie unicestwić Anioła lub Diabła. Jest to jednak bardzo niebezpieczne i trudne. Do unicestwienia potrzebny jest pentagram (na Dusze/Anioły) i krucyfiks (na Wampiry/Diabły). Dusze i Anioły trzeba unicestwiać o 3, a Wampiry i Diabły o 15. Formuły są dwie różne w dwóch różnych językach (Łacina i Hebrajski). Jak już wspomniałem, unicestwia się dosyć rzadko bo jedynie w 9%.…

- Co piszesz? – przerwała Magda zaglądając Tomkowi przez ramie.
- System RPG – zełgał błyskawicznie mężczyzna i dopiero teraz zauważył, że Przemek wyszedł z przedziału.
- RPG? Chyba coś kiedyś o tym słyszałam… Moi koledzy z klasy w liceum grali w „Dzikie Pola” – nazwe wymówiła patrząc pytająco w oczy Tomasza.
- Tak, słyszałem kiedyś o tym – chociaż tak po prawdzie wcale nie był pewien czy dziewczyna ma rację.
Mężczyzna przymknął laptopa i zaczął się ponownie przyglądać Magdzie. Teraz wyglądała na odrobine straszą i jakby troszkę inaczej ubraną… Dziewczyna czy może raczej kobieta wstała nagle i dobrze zamkneła drzwi od przedziału. Pociąg zaczął szybko hamować. Tomek zerwał się z miejsca i wyjrzał przez okno, zatrzymali się w szczerym polu. Odwrocił się na pięcie i zrozumiał, że jest w pułapce. Stała przed nim koboteta mająca minimum trzydziestkę na karku ubrana była w luźną białą koszulę zakładaną przez głowę i długą brązową spódnicę.
- Maria z Magdali? – czy może raczej Maria Magdalena, zapytał w myślach.
Tomasz gorączkowo rozważał różne możliwości, tym co go przerażało najbardziej była wizja nieuchronnej walki.
- Uspokój się Czyścicielu nie odgrywałabym całej tej szopki gdybym chciała cię zgładzić, a przynajmniej na razie – dodała zbyt cicho, żeby mężczyzna mógł to usłyszeć. – Mam dla ciebie propozycję. Przez ostatni rok wiele się zmieniło... W odwiecznej wojnie między Dobrem a Złem, zdobyliśmy znaczącą przewagę. Czas to skończyć! – podniosła na chwilę głos. - Jezus już planuje dzień swojego powtórnego przyjścia na Ziemię… Jak zapewne wiesz, będziesz nam potrzebny. Jesteś całkiem inteligentny, jak na śmiertelnika, powinieneś się już domyślać co masz zrobić…
- Czyście tam w Niebie zupełnie postradali zmysły?!? – wydarł się Tomek. – Nie mam ŻADNYCH szans w konfrotnacji z Lucyferem. I dobrze o tym wiecie, wszyscy Święci wzięci do kupy niewiele by zdziałali. Nawet gdybym jakimś cudem przedarł się przez legiony Wampirów i hordy Diabłow, i stanął przed jego piekielnym obliczem…
- Zamilcz - przerwała mu w połowie zdania. - Mówiłam Jezusowi, żeby ci nie ufał, ale on jak zwykle musi postawić na swoim – wymamrotała cicho po czym dodała głośniej – Wampirami i Diabłami się nie martw. Lucyfera też nie będziesz musiał unicestwiać, sam – zreflektowała się.
Czyściciel nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdyby miał walczyć ze Świętym lub Potępionym miałby bardzo nikłe szanse na cokolwiek. A co dopiero Unicestwić Szatana? Nie… To leżało poza ludzkimi możliwościami
- Do czasu przyjścia Jezusa Lucyfer już musi zostać unicestwiony… Właściwie nie obchodzi mnie jak to zrobisz – przerwała na chwile. Popatrzyła krytycznie na Tomasza - Nawet jakbyś zginął mój Pączuś poradzi sobie dalej bez problemu. Potrzebujemy jakieś pięć godzin na… nazwijmy to „sprawy techniczne”.
- „Mój Pączuś” – powtórzył Tomek próbując powstrzymać śmiech. – Nie bardzo obchodzą mnie wasze sprawy techniczne, nie mam szans w walce z Władcą Diabłów…
- Wiem – uśmiechnęła się – dlatego będziesz musiał znaleźć swojego mistrza Jakuba. Niestety, nie mam pojęcia gdzie on może teraz być…

***

- I jak ci poszło?
- Doskonale, właściwie nawet się nie stawiał – chwilę obserwowała Jezusa pochylonego nad mapą świata. - Nabrałam ochoty na małe pieszczoty, kochanie – przeciągnęła się kusząco.
Jezus spojrzał na nią, westchnął i wrócił do obserwacji mapy. Miała trzy poziomy. Niebo, Ziemię i Piekło. Poziom Nieba był doskonale przedstawiony, na płótnie widać było każdy szczegół nawet najmniejsze polne ścieżki, każdy lasek, jeziorko i górkę. W paru miejscach stały malutkie drewniane Anioły.
- Co się stało?
- Obawiam się, że w tej wojnie stracimy 99,99% armii. Nawet jeśli udało ci się omamić Czyściciela to przecież on ma się zająć tylko… – objął Marię Magdalenę i pochylili się – Widzisz? Tutaj mamy dwadzieścia tysięcy dobrze wyszkolonych Aniołów i jeszcze pięć tysięcy Archaniołów. Obawiam się, że to i tak będzie za mało, nasze jednostki w starciu jeden na jeden wygrywają bez jednego zadrapania.
- A więc dlaczego tak się przejmujesz? Jeśli to co mówisz się potwierdzi, to nie stracimy nawet 10% wojsk.
- Tak… Tylko, że jest pewien problem. Popatrz na poziom Ziemi, widzisz? Tutaj mamy ponad sto tysięcy Dusz i przypuszczamy, że Lucyfer gdzieś na Ziemi ma około trzysta tysięcy Wampirów. Więc wychodzi nam trzy Wampiry na jedną Dusze… Będę starał się stosować politykę wojny podjazdowej, ale przecież tym razem nie walczę przeciwko SI.
- A Święci? Tacy jak ja? Przecież masz ich ponad tysiąc, a ja jestem w stanie pokonać cały oddział Wampirów – przeszła na środek pokoju i wykonała parę ruchów naśladując bokserów przed walką.
- Nie mogę was narażać. Obejmiecie dowodzenie nad poszczególnymi oddziałami i będziecie wtrącać się do walki tylko ostatecznie.
Przeszedł się w kółko po pokoju. Idealnie białe ściany na nich kilkadziesiąt zdjęć rodzinnych. Położył się na podłodze (po co łóżko, skoro wystarczy położyć się na podłodze i od razu staje się miękka?) i zamknął oczy, poczuł, że Maria kładzie się obok.
- Cała nadzieja w Tomaszu i Jakubie. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie martwi. Gdzie mógł się podziać Jakub, że nie jesteśmy w stanie go odszukać?
Maria nie odpowiedziała, przytuliła się tylko mocniej i pocałowała go. Oboje wiedzieli gdzie musi być, tylko żadne z nich nie miało dość odwagi, żeby to powiedzieć… Jezus długo jeszcze nie mógł zasnąć, czuł, że musi powiedzieć ukochanej prawdę o tym wszystkim, ale nie czuł się gotowy i nie wiedział jak przyjmie to Maria Magdalena...

***

Tomek z braku lepszego pomysłu spędził tę noc w zarezerwowanym wcześniej hotelu. Nie mógł zmrużyć oka, ciągle rozmyślał gdzie może być Jakub. Był pewien, że nie dał się zaskoczyć i wciągnąć do piekła, żeby w tym krytycznym momencie pomóc Lufycerowi. Więc gdzie?
Około 3 w nocy z zamyślenia wyrwał go wibrujący w spodniach telefon komórkowy.
- Tak? – zapytał.
- Cześć, wiem, że jesteś we Wrocławiu. Musimy się spotkać, podaj mi swój adres.
- Jakub? Wiesz co się dzieje?
- Wiem. Podaj ten adres – w jego głosie Tomasz usłyszał coś jakby strach.
- Qubus Hotel Wrocław, apartament numer 1.
- *Pip pip pip* - rozłączył się.
Tomek zerwał się ze skórzanego fotela i zaczął się kręcić po sypialni. Wyciągnął laptopa z torby i wrócił z nim na fotel. Podłączył się do Internetu i wszedł na tajne forum Czyścicieli. Szybko przeczytał nowe wiadomości, nic! Przecież to niemożliwe, żeby nikt nic nie wiedział.
Postanowił napisać o tym co się dziś stało i zobaczyć jak skomentują to inni. Jednak przerwał mu telefon z recepcji.
- Słucham?
- Przepraszam, że przeszkadzam o tak późnej porze, ale ma pan gościa, upiera się, że to coś bardzo ważnego. Przedstawił się jako Kuba, wpuścić?
- Tak! – prawie krzyknął Tomek i odłożył słuchawkę.
W biegu do drzwi wyłączył jeszcze laptopa. Po chwili, która wydawała się wiecznością usłyszał stukanie do drzwi, natychmiast nacisnął klamkę i otworzył.
Zobaczył swojego nauczyciela. Na twarzy miał kilku tygodniowy zarost, bardziej siwy niż kiedykolwiek. Ciemny sweter i jeansy chroniły go przed chłodem nocy. Wszedł wpychając do środka Tomka i zamknął za sobą drzwi.
- Opowiadałem ci, że kiedyś może się zdarzyć tak, że jedna ze stron wygra?
- Tak.
- Teraz nadszedł ten czas. Dobro ma niewyobrażalną przewagę, ostatnio mieli taką przewagę dwa tysiące lat temu. Nie możemy pozwolić na „powtórne przyjście w chwale”.
- Wiem. Maria z Magdali mówiła mi o przewadze – przerwał Tomek.
- Mniej więcej. Dwa tysiące lat temu znalazł się jakiś idiota i zajął Lucyfera, oczywiście sam zginął. Maria nie powiedziała ci o ważnym detalu. Mimo ogromnej przewagi, jaką mają nie mogą nic zrobić jeśli im nie pomożemy…
- Poczekaj, poczekaj. Gdzie dzisiaj byłeś? Skąd masz te informacje? – Tomek przypomniał sobie, że wywiad Nieba nie mógł go znaleźć.
- Wampiry po mnie przyszły i zaciągnęły do Lucyfera – wyznał ze wstydem.
Tomasz opadł na fotel, gestem prosząc Jakuba o kontynuację.
- Szatan co jak co, ale nie kłamie. Nie wiem czemu, pewnie w celu przełamania opinii o nim. Powiedział mi, że jeśli nikt by się nie wtrącał to żaden z nich nie byłby w stanie wykonać żadnego ruchu. Pewnie Maria wmawiała ci, że nawet jeśli zginiesz i tak Dobro zwycięży. Gówno prawda… Jezus wracałby z podkulonym ogonem do Nieba, a Lucek do Piekła. Co to ma wspólnego z nami? Dlaczego nie możemy siedzieć z założonymi rękami?
Tomek gestem zaprosił go do pokoju, gdzie rozlał po kieliszku wina i wskazał Jakubowi fotel, sam wrócił na swoje wcześniejsze miejsce.
- Nie mam pojęcia…
- No to słuchaj – zaczął smakując wina. – Nie mówiłem ci o tym podczas szkolenia, bo najpierw musiałem sprawdzić czy będziesz zdolnym Czyścicielem. Okazało się, że jesteś bardzo zdolny, prawie tak zdolny jak ja – uśmiechnął się z przekąsem. – Zadaniem takich jak my, zdolnych, jest doprowadzenie do zgładzenia pojęcia Dobra i Zła. Kiedy nie będzie ani Nieba, ani Piekła ludzie nie będą omamiani przez żadną religie. Oczywiście może się też zdarzyć, że ludzie dalej będą robić „swoje” i modlić się do drewnianych krzyży. Wtedy to nas będzie mało obchodzić… - dopił wino.
- Czyli co musimy zrobić? Unicestwić Jezusa i Lucyfera?
- Tak byłoby najlepiej, ale nie damy rady raczej. Proponuje zrobić tak…

***

Jakub wyczuwał w pobliżu moc, bał się cholernie, wiedział, że w pobliżu są najpotężniejsze postacie świata Dobra, a on tym razem stoi po drugiej stronie… Ściskał w ręku kurczowo pentagram przeklęty przez samego Szatana. Według informacji otrzymanych od wywiadu piekielnego i Tomasza gdzieś tutaj ma się odbywać „powtórne przyjście w chwale”. Ileż w tym ironii… „w chwale” dobre sobie, tutaj w dawno zapomnianym magazynie. Niekończące się rzędy półek uginające się pod ciężarem kurzu, odchodów, zdechłych ptaków i myszy. Odór jest ciężki do zniesienia, ale na szczęście człowiek po minucie jest w stanie przyzwyczaić się do najgorszego smrodu.
- Ciekawe, czy Tomek trafił na cmentarz? – zaczął myśleć Jakub, starając się uspokoić. – Właściwe to jak Lucyfer wyjdzie z Piekła? Nigdy nie słyszałem o żadnym skutecznym rytualne. Maria też nie słyszała, bo inaczej nie wzywali by Tomka, widać ona zakłada, że on po prostu przyjdzie, głupia.
Zatrzymał się w pół kroku, usłyszał jakieś szepty, z miejsca, na które padał snop światła przebijający się przez dziurawy sufit.
- Kirle elejson… Chryste usłysz nas… Chryste wybaw nas…
Nie opuszczając nogi rozejrzał się za jakimś miejscem, w którym mógłby spokojnie obserwować rytuał, a zarazem nie zostać zauważonym. Jakieś 5 metrów od niego leżał na ziemi przewrócony regał, zakradł się tam i położył obok martwego gołębia.
- Siema, gołąb! Można? – zapytał praktycznie tylko poruszając ustami, bojąc się, że każdy głośniejszy dźwięk może zwrócić uwagę.
- Spoko, ziooom! – wychrypiał gołąb. Jakub nawet nie zdziwił się za bardzo, spodziewał się dużego nagromadzenia mocy, chociaż gadających zwierząt jeszcze nie spotkał. No cóż, to będzie długi dzień…
W kieszeni zawibrował telefon, Tomek przysłał esemesa. „Mistrzu, szykuje się grubsza zadyma, widziałem kilku Aniołów i Diabłów zresztą też. Wydaje mi się, że zaraz będzie tutaj gorzej niż na Perl Harbor.” Jakub westchnął tylko i odstukał odpowiedz: „Musisz się jeszcze wiele nauczyć, Anioły są, żeby walczyć z Luckiem na pierwszy ogień, Diabły ich pilnują i nie dopuszczą do tego. U mnie to chyba podpucha. Pamiętaj, nie mieszaj się do walki. Musisz dotrzeć za Luckiem do miejsca ostatecznej walki.”
- Mario, królowo Polski, bez grzechu pierworodnego, matko Chrystusa… Przybądź do nas!
- O kurwa… - Jakub ledwo zdążył schować komórkę i chwycić pewniej pentagram. Zaczęło się…
W samym środku kręgu stworzonym przez Kapłanów stała Maryja, a obok w powietrzu kilkanaście Aniołów (chyba przybyły razem z Nią) walczyło już z przeważającą liczbą Diabłów.
- No ja pierdole… Zawsze musze trafić w największe gówno… - użalał się nad sobą Jakub.
Maryja stała w blasku chwały, nawet to niegodne miejsce rozjaśniało i lśniło czystością. Diabły padały pod ciosami wzmocnionych obecnością Matki Boskiej Aniołów.
- Niech się stanie wola najwyższego! – krzyknęła, a duchowni podchwycili okrzyk i rzucili się do walki, ginąc w oka mgnieniu.
Jakub wstał powoli, koncentrując cała swą wolę na stworzeniu wokół siebie Tarczy Grzechu i ruszył w stronę obrończyni Częstochowy, zupełnie ignorując obecność Aniołów.
- Hej, Maria! Spróbuj z kimś silniejszym – miał nadzieje, że zabrzmiało to dość przekonująco.
- Jakub, dawno się nie widzieliśmy – nigdy wcześniej się nie spotkali, ale jakie to miało znaczenie. Czyściciel mrugnął, a Ona już stała tuż przy nim. Szybka była… - Miło, że wpadłeś tutaj, a nie do mojego syna – zachichotała i zaatakowała bez ostrzeżenia krucyfiksem, który pojawił się w jej dłoni.
Człowiek uderzony upadł parę metrów dalej, wzmacniając Tarczę i unosząc pentagram. Tym razem on skoczył i uderzył na odlew… Zawirowali w walce, przez chwilę słychać było tylko dźwięk zderzającego się metalu i sylwetki walczących rozmywały się i nie sposób stwierdzić kto wygrywał. Maria nagle odskoczyła od przeciwnika.
- Dobry jesteś – stwierdziła i nie było w tym cienia ironii.
Jakub dyszał ciężko, ale nie pozwolił sobie na odpoczynek, zaatakował. Martwy gołąb obserwował walkę ze swojego dawnego miejsca, widział jak pentagram opada, odbija się od krzyża i znowu atakuje tym razem z innej strony. W jego malutkim gołębim rozumku ta walka ciągnęła bez końca. Nagle dostrzegł, że gwiazda rozcięła brzuch Świętej, a ta szybko traci wszystkie siły, a krew zabarwia jej szaty czerwienią. Więcej nie zobaczył, nie mógł, kiedy umarła Maria siły, które powróciły go do życia znikły, a on powrócił w zaświaty…

***

W tym samym czasie…

- Czcigodny Lucyferze, władco piekieł przybądź do nas! – Sataniści właśnie kończyli rytuał przywołujący… Było ich pięciu, ustawieni na wierzchołkach pentagramu narysowanego na ziemi – bramy między światami.
Zbuntowany Anioł pojawił się w ułamek sekundy po wypowiedzeniu zaklęcia. Tomek wyobrażał sobie go jak Balroga z Władcy Pierścieni, ale najwyraźniej tamten wizerunek wyszedł już z mody, bo Przeklęty wyglądał jak mężczyzna około trzydziestki ubrany jak Neo z Matrixa. I tyle zdążył zobaczyć, potem rozpętało się piekło. Jak później się domyślił przyszło z drobnym opóźnieniem za swoim panem.
Temperatura powietrza wzrosła do jakiś czterdziestu stopni w cieniu, liście na drzewach z zielonych stały się żółte i milionami urwały się z gałęzi wyglądały trochę jak płomienie zmierzające powoli, acz nieuchronnie, ku ziemi. Diabły padły na kolana oddać hołd swojemu Władcy, ale doskonale wyszkoleni Aniołowie, nie dali się zaskoczyć. Błyskawicznie wyeliminowali z walki wszystkich popleczników piekieł i rzucili się na stojącą spokojnie w środku pentagramu diabelską postać. Tomek, który to wszystko obserwował z jakiegoś splądrowanego grobu znajdującego się kilkanaście metrów dalej, wyczuwał moc emanującą od niego aż tutaj, włosy falowały chociaż nie było wiatru. Walkę tę najlepiej porównać do koncertu, kiedy perkusista uderza szybko w talerze, a słuchacz pozostaje obojętny dźwięki odbijają się od niego i znikają. Nagle muzyk przestaje… Tylko po to, żeby uderzyć po raz ostatni, dużo mocniej niż poprzednio. To uderzenie porusza, zaskakuje… Tak było i tym razem, po Aniołach i po przerwie spadł z nieba Jezus. Wpadł prosto na Lucyfera i zakotłowali się chwile na ziemi, w końcu wstali, otrzepali się z piachu i liści i stali patrząc na siebie, jakoś tak dziwnie, bez nienawiści, chyba nawet z sympatią... Zapadła niepokojąca cisza.
- Cześć, Lucek! – uśmiechnął się Jezus i poprawił włosy.
Tomek oczekiwał, że będzie miał na sobie długą białą szatę, ale i tym razem się pomylił. Miał na sobie jeansy, rozpiętą koszulę, w jakąś granatowo-brązową kratę, pod którą nosił koszulkę „Jesus inside” i glany… Włosy krótkie, ale w czasach fryzur „na zero” wydawać się mogły całkiem, całkiem, choć nie takie jak na obrazach. Jedyne co się zgadzało z wyobrażeniem Tomasza był kilkutygodniowy zarost.
- Hej, braciszku - uścisnęli się serdecznie. – Musisz potrenować to „przychodzenie w chwale”, bo następnym razem może mnie nie być i na kim się zatrzymasz? – zachichotał.
- Ty też zawsze miałeś z tym problem, dlatego się zbuntowałeś i poszedłeś na dół. Łatwiej wyjść z dołu niż z gracją spaść z takiej wysokości – spojrzał w górę.
- Coś w tym jest. W ogolę co tam u ciebie słychać? Kopę lat…
- Ożeniłem się, właśnie mam prośbę. Jeśli wygrasz pozwól mi zachować przy sobie Marie Magdalenę.
- Spoko bro – Lucyfer uśmiechnął się. – Chociaż nie rozumiem cię, ja u siebie w piekle mam lasek do wyboru do koloru i chędożę, którą chcę. Małżeństwo po co to komu?
- Kiedy się zakochasz będziesz wiedział po co. Nie ma tu nikogo z twoich? – Chrystus pstryknął palcami i spadło kilkanaście martwych Aniołów.
Lucyfer zrobił to samo i spadło jeszcze trochę Diabłów.
- Tam w grobie leży jakiś człowiek i podsłuchuje, ale nim zajmie się zwycięzca – wskazał w na Czyściciela. - Dobra, przejdźmy do rzeczy. Tak jak ostatnio?
Tomek zadrżał, wolnym ruchem wyciągnął komórkę i zaczął stukać „Te… To troszkę inaczej wygląda niż się spodziewaliśmy, zresztą sam zobaczysz. Jesteśmy dalej na cmentarzu.”
- Tak. Ma… - zaczął.
- …ry…
- …na…
- …rzyk! – dokończyli razem.
Jezus kamień, Lucyfer kamień.
- Jeszcze raz…
Jezus nożyczki, Lucyfer znowu kamień.
- Psia kostka! Motyla noga! Niech to gwint ściśnie! – przeklinał Zbawiciel.
- A widzisz! Tralalala – podskakiwał z radości Szatan. – „Ostatni będą pierwszymi” – zacytował Biblię.
W tym momencie na cmentarz wpadł Jakub z dwiema katanami w dłoniach (Bóg raczy wiedzieć skąd je wziął), podbiegł do Tomka, wręczył mu broń i ruszył na Chrystusa z okrzykiem na ustach.
- A to co…? – wyrwało się Belzebubowi.
Młodszy Czyściciel zdążył się otrząsnąć ze zdziwienia i zaatakował Lucyfera.
Bracia stali jak zaczarowani, Kuba śpiewał jakąś pieśń w nieznanym Tomaszowi języku, ale, ku swojemu zdziwieniu, zdał sobie sprawę, że śpiewa razem z nim. Czyściciele szybko pokonali dzielący ich dystans od rodzeństwa i synchronicznie odcięli im głowy.
- To już? – zapytał Tomek zasapany.
- Chyba tak… Całe życie czekałem na tę chwilę...

***

W kościele, gdzieś w Polsce…

Ksiądz właśnie kończył recytować znaną wszystkim chrześcijanom kwestię:
Oto wielka tajemnica wiary… A wierni odpowiedzieli: Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale. W głowie księdza Pawła pojawiły się wątpliwości, nie to, że nigdy nie wątpił. Jednak tym razem nabrał prawie pewności, że to wszystko jest tylko czczym gadaniem pozbawionym sensu.
Później kiedy już zjadł Ciało Boże i rozdawał je parafianom tylko utwierdził się w tym przekonaniu. „Będę się musiał wyspowiadać u księdza proboszcza…” pomyślał i dokończył mszę.

***

Na opuszczonej działce, gdzieś w Polsce…

Kamil właśnie zabił kota w imię Szatana. Miał łzy w oczach, chociaż to nie było pierwsze zwierze, które zabija. Tym razem było mu szczerze żal tego biednego zwierzaczka, a po swoich przyjaciołach widział, że oni również męczą się z czymś w środku. Kontynuowali, jednak obrządek jednak dalej w imię Pana Ciemności i doprowadzili go do końca.
Jak zwykle po czarnej mszy, usiedli w koło i jedli pieczone koty. Jednak było w tej scenie coś co Kamilowi nie pasowało, nigdy wcześniej nie jedli w ciszy… A i kot nie smakował tak samo jak dawniej…

1 Comments:

Blogger Unknown said...

Bardzo ciekawie piszesz. Oryginalna fabuła i postacie. Oby tak dalej :)

3:25 AM  

Prześlij komentarz

<< Home