A rum start

Moje zdjęcie
Nazwa:
Lokalizacja: Walencja, Spain

czwartek, grudnia 17, 2009

Rozwiązanie?

Mariusz jak zawsze po pracy siedział przy komputerze. Gmail, Onet, Allegro, Demotywatory… Tak marnował każde popołudnie. Już dawno przestał przejmować się tym, że oddala się od żony i marnuje swoje życie. Ostatnio kupił sobie nawet słuchawki, by nie słyszeć jak w pokoju obok jego druga połówka i teściowa bawią się z dzieckiem, jego dzieckiem. Paweł… Urodził się trzy lata temu i zupełnie przypadkiem rozwalił całkiem szczęśliwe małżeństwo.
Kiedy Monika zaszła w ciąże, Mariusz wziął nadgodziny. Po porodzie planował wziąć dłuższy urlop, ale przecież musiał na niego zarobić. Do szkoły rodzenia Monika zapisała się z matką, Mariusz nie miał czasu.
„Monice odeszły wody! Wiozę ją do szpitala” – SMS od teściowej odebrał dopiero po ważnym zebraniu, zanim dotarł do szpitala było już po wszystkim. Był już szczęśliwym ojcem różowego, zdrowego chłopczyka. Po kilku godzinach mogli jechać do domu. Teściowa razem z Moniką i Pawłem w swoich samochodzie, Mariusz za nimi. Wtedy jeszcze nie wiedział, że mamusia ma w bagażniku torbę z ciuchami i zamierza się do nich wprowadzić…

***

- Z nami koniec! – Magda wykrzyczała to Tomkowi prosto w twarz. Przy wszystkich… Na studniówce. Dlaczego? Bo tańcząc złapał za tyłek dziewczynę, z którą tańczył. A kochała go właśnie za to, że lubił tańczyć. Dlaczego zareagowała tak ostro? To była Patrycja! Zawsze była o nią zazdrosna… Na dodatek Tomek miał z nią podejrzenie dobre stosunki. Rozmowy na gadu-gadu, od czasu do czasu SMS. Przyjacielskie rozmowy, żadnych propozycji, dwuznaczności. Tomek nie raz pokazywał Magdzie SMSy od Patrycji i zapewniał, że w jego sercu jest miejsce tylko dla niej.
Wybiegła z sali, nie chciała rozpłakać się przy wszystkich. Nie widziała nawet czy Tomek ruszył za nią. Słyszała za sobą stukot obcasów. Pewnie któraś z jej przyjaciółek, nie odwróciła się.
Czuła, że to tak się skończy! Cholerna klasa maturalna! Czuła, że się oddalają. Miała dużo nauki. Sprawdzian za sprawdzianem, przynajmniej jedno wypracowanie na tydzień. W tygodniu nie miała czasu by się spotkać, w weekend godzina, czasem dwie.
Pobiegła prosto do samochodu, nie miała czekać na kurtkę w szatni. Przekręciła kluczyki, radio od razu się uruchomiło.
„And life leads me here
It shows me, I have never really loved no one but me
Like the time, you slipped through my hands
I'll never understand why I'm such a Selfish Man”
Nie chciała wracać do domu… Wiedziała, że tam nadopiekuńczy rodzice nie dadzą jej spokoju. Dlaczego muszą się we wszystko wtrącać? Ma już 18 lat! „Co tam w szkole?” „Dlaczego tak rzadko widujemy Tomka?” „Może wyjdź się trochę przewietrzyć, zrób sobie krótką przerwę w nauce?” „Tata przyjedzie po ciebie gdzieś o pierwszej. Nie, nie możesz sama wracać”…
W torebce rozdzwoniła się komórka. To Tomek – wyłączyła komórkę i ruszyła na autostradę, potrzebowała się wyładować…

***

- Pobłogosław mnie ojcze, bo zgrzeszyłem – Piotrowi załamał się głos.
- Spokojnie synu. Kiedy po raz ostatni byłeś u spowiedzi?
- Nie wiem, nie pamiętam. Pięć lat temu…
- Dobrze, że postanowiłeś wrócić na ścieżkę Pana. Czym obraziłeś Pana Boga?
- Zabiłem człowieka. Nie… Nie jednego, wielu…
- Nikt nie może decydować o życiu i śmierci. Złamałeś najważniejsze przykazanie…
- A kto dał to prawo tym ludziom?! Gwałciciele, mordercy, pedofile, psychopaci… Wszyscy mieli kogoś na sumieniu.
- Kara śmierci jest przeciwna prawom boskim! W Polsce od lat jest zakazana konstytucją!
- A jednak… Jestem na państwowej pensji. Nie przeszkadzało mi to… Aż do dziś…
- Co takiego dziś się wydarzyło?
- „MISJA ZATRZYMANA! ZAPRZESTAŃ WSZELKICH DZIAŁAŃ! KOBIETA JEST NIEWINNA!” takiego SMS’a dostałem dziś w nocy. Za późno… Pięć minut wcześniej i… Nie wróciłem do domu. Moja żona myśli, że jestem marketingowcem. Tak tłumaczę częste delegacje… Żyję w ciągłym zakłamaniu… Dostałem urlop by pozbierać się po tej porażce. A co jeśli więcej osób, które zabiłem było niewinnych? Moja żona, moje dzieci… Nie wiedzą, że mieszkają z seryjnym mordercą…
- Bóg nie może przyjąć się pod swój dach, dopóki nie wyznasz swoich kłamstw przed żoną i nie porzucisz pracy, która zmusza cię do grzechu. Nie daję ci rozgrzeszenia, wróć gdy staniesz się lepszym człowiekiem.

***

Szkolny korytarz… Wybieg mody, dom wariatów i boisko w jednym. Wydekoltowane laski na wysokich obcasach i śliniący się na ich widok dresiarze z rekami w kieszeniach. Idioci biegający tam i z powrotem za piłką z taśmy i kartkówek…
- Uważaj gruby!
Grzesiek z trudem uniknął lecącej w niego piłki. Zwykle chodził po korytarzu ze spuszczoną głową, unikając kontaktu wzrokowego z resztą. On nie lubił ich, oni nie lubili go.
Dziewczyny rozmawiały z nim tylko gdy chciały jakieś zadanie domowe. Chłopacy wcale. Życzliwym nazwać mógł kogoś kto powstrzymywał się od wyszydzania go na przerwach i wuefach. Tak, był gruby, ale czy to powód do takiej nienawiści? Kiedyś w ramach żartu siłą wyciągnęli go z szatni w samych bokserkach, przez pięć minut, wystawiony na wzrok rozchichotanych dziewczyn, dobijał się do szatni. W końcu tę zabawę przerwał dzwonek. Wszyscy pomknęli na salę. Grzesiek przyszedł spóźniony i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, nauczyciel rozkazał mu zrobić sto brzuszków. Przy jego rozmiarach zrobienie dziesięciu było nie lada wyzwaniem.
Ale to nic… Już wiedział jak się na nich wszystkich zemścić za wszystkie lata wyszydzania…

***

Nocą cmentarz jest piękny… Blada łuna księżyca pada na nagrobki, nieliczne znicze oświetlają migotliwym blaskiem świec ścieżkę. Świadomość, że jest się w miejscu, w którym skończyło tak wielu ludzi napawa lękiem. Anna się już nie boi. Była tu wiele razy, zwykle nocą, tak jest lepiej. Za dnia kręci się tu zbyt wielu ludzi patrzących na nią z obrzydzeniem. Przysłuchujących się jej rozmowom z mężem. Tak. Od kiedy odszedł codziennie do niego przychodzi. Opowiada mu losy jego ulubionych bohaterów z serialu. Gazet i książek nie czyta, wzrok już nie ten. Czasem wspomina Zdzisiowi o polityce, ale współczesne koalicje jej nie przekonują. W PRLu to było życie! Było po co żyć!
Dzieci wyjechały z Polski. Trudno się im dziwić, po co miały marnować życie w tym chorym kraju? Dla niej było już za późno. Zawsze dzwonią na święta. Przysyłają jej zdjęcia wnucząt, ale nigdy nie trzymała ich w ramionach.
Każdy kolejny dzień – nieznośnie podobny do poprzedniego. Bezsensowne trwanie… Czasem płakała gdy przypomniały jej się wspaniałe chwile z mężem. Bała się śmierci, bała się umrzeć samotnie w pustym mieszkaniu. Wtedy wychodziła i nogi podświadomie niosły ją na cmentarz…

***

Spojrzał na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga, już nikt dzisiaj nie przyjdzie. Zebrał teczki z zamiarem przeanalizowania zebranych informacji w weekend. Nie wiedział jak pomóc tym ludziom. Co można powiedzieć dziewczynie, która przez dwadzieścia lat była przetrzymywana przez ojca w piwnicy i urodziła mu kilkoro dzieci? Że już jest bezpieczna? To czym mówi… Jest przerażające. Przygniata go sama opowieść o tym, a ona mówi o tym tak spokojnie. Jak ją naprawić? Jak nauczyć ją znowu czuć? Kochać? Śmiać się? Bawić się i cieszyć życiem? W końcu płakać? Człowiek, który nie jest w stanie odczuwać emocji nie jest człowiekiem. Jest lalką.
Mężczyzna, któremu co noc śni się, że brutalnie morduje ludzi i zwierzęta. Każda noc to kolejny sen, kolejne morderstwo. Nie byłby w stanie wymyślić tylu sposobów na pozbawienie kogoś życia. A co jeśli którejś wstanie i kogoś zamorduje? Historia zna przypadki takich lunatyków. Jak wpłynąć na podświadomość przesyłającą mu co noc takie obrazy?
Starsza kobieta pozbawiona sensu życia? Otyły chłopak nienawidzący siebie i świata?
Wielu potrafił pomóc i mogą na powrót funkcjonować normalnie w społeczeństwie. Tylko on… Zgromadził ich tajemnice, największe lęki i fobie. Wie jak to jest widzieć w każdym ciemnym kącie trupy. Jak to jest obudzić się w szpitalu po kolejnej próbie samobójczej. Michał czuł na sobie ten ciężar, czuł, że powoli zaczyna go przygniatać.

***

- Kochanie wychodzę! – rzucił Mariusz wychodząc.
Miał już dość. Ruszył powoli po schodach na jedenaste piętro. Komórkę zostawił przy komputerze. Napisał na niej krótką wiadomość:
„Przepraszam. Nie mogłem tak dłużej. Nie obwiniaj małego, wychowaj go na człowieka”. Może powinien napisać w tym więcej prawdy? Że tak naprawdę to wszystko wina tego dzieciaka? Ale przecież sam w to nie wierzył. Gdyby nie wziął nadgodzin? Gdyby poszedł z żoną do szkoły rodzenia? Pewnie byłoby inaczej. Pewnie teściowa by się nie wtrąciła… To była jej wina. Mamusia zawsze wiedziała lepiej, jak ma się bawić z dzieckiem, jak ma spędzać czas z żoną…
Doszedł już na górę. Rzadko zaglądał tu którykolwiek z mieszkańców. Otworzył okno i wciągnął głęboko zimne powietrze. Czy to coś zmieni? Nie wiedział. Usiadł na parapecie. O czym powinno się myśleć w takiej chwili? To dziwne… Ale nie czuł żadnego żalu. Nie poczuł lęku gdy skoczył w ciemność.
Szum. Widzi siebie jadącego po raz pierwszy na rowerze, za nim biegnie roześmiany ojciec. Nic nie słyszy. A więc to prawda? Całe życie przed oczami? Pierwsza komunia. Pierwszy pocałunek. Zdane prawo jazdy. Matura. Seks w samochodzie zaparkowanym gdzieś nad Odrą. Ślub. Dziecko…
Głuche uderzenie ciała o ziemię…

***

Magda szybko dojechała na autostradę i docisnęła gaz do dechy. Radio huczało by zagłosić jej myśli:
„She says 'love me like you did, you did before'
He says 'love me like you did, you did once more'
Between a man and a woman
It's everything or nothing at all
Everything or nothing at all”
Nie wiedziała dokąd chce dojechać. Gdziekolwiek, byle szybko! Byle szybciej! Jak on mógł? Jeszcze wczoraj mówił, że ją kocha. Że jest dla niego całym światem. A teraz? Niemal całował się z inna! Pewnie nawet nie zauważył, że wyszła. To był jej pierwszy chłopak, pierwszy na którym jej naprawdę zależało.
Nagle Magda zobaczyła coś czarnego na jezdni. Mocny skręt kierownicy, hamulec. Samochód wpadł w poślizg. Zatrzymał się na drzewie na poboczu… Magda nie usłyszała już nadjeżdżającej karetki…

***

Piotr wszedł do motelowego pokoju. Pomieszczenie wyglądało dokładnie jak we wszystkich nisko budżetowych filmach. W takich pokojach się morduje, gwałci, zdradza żonę i popełnia samobójstwa…
Spokojnie zdjął płaszcz i buty. Włączył telewizor.
- „Morderca Weroniki P. wciąż na wolności. Kobieta niesłusznie oskarżona o zamordowanie swojego męża i dzieci została znaleziona z raną postrzałową w głowie w areszcie. Pilnujący jej policjanci zostali wcześniej ogłuszeni…”
Wyłączył. Nie miał ochoty o tym słuchać. Wyciągnął z kabury pistolet i zamontował tłumik.
- No… Tacy jak ja nie powinni żyć.
Wziął lufę do ust i pociągnął za spust…

***

Tak łatwo było zdobyć broń… Grzesiek szedł przez szkolny korytarz, uśmiechnięty. Pod drzwiami do swojej klasy przygotował broń, wziął głęboki oddech i…
- I co teraz powiecie?! – wpadł do klasy z bronią wyciągniętą przed siebie. – Gdzie się podziała wasza pewność siebie? Nawet nie próbuj do nikogo pisać!
Strzał.
- Ostrzegałem! Wszyscy pod ścianę. Ty też! CISZA! Ty – otwórz okno. Wyrzućcie wszystkie komórki. Szybciej! Dawaj klucze do sali.
Uczniowie i nauczyciel spełnili polecenie. Grzesiek dostał klucze.
- Zaraz tu wrócę! Nawet nie próbujcie nic robić.
Wycofał się i zamknął klasę. Nagle krew uderzyła mu do głowy…
Ruszył korytarzem. Gdzie teraz pójść? Chyba nikt go jeszcze nie usłyszał, w salach trwały lekcje. Skierował się do sali gimnastycznej, miejsca jego największych porażek, największych kompromitacji. Kiedy schodził po schodach nogi zaczęły mu się trząść.
- Wytrzymam, wytrzymam.
Otworzył drzwi, dwudziestu frajerów w białych koszulkach nagle stanęło w miejscu.
- Wszyscy pod ścianę! Już! – by ich przekonać do szybszego działania strzelił wuefiście w kolano.
Patrzył na ich twarze wykrzywione w przerażeniu. Nauczyciel jęczał tuż obok. Odważniejszy z idiotów rzucił się by mu pomóc zatamować krwawienie. Strzał. Już leżał na ziemi, powinien przeżyć, dostał w brzuch.
- Klucz do sali! – nagle dostrzegł go na ławce tuż obok, nie spuszczając z uczniów wzroku sięgnął po niego.
Wycofał się i zamknął drzwi. Poczuł ciążącą na nim odpowiedzialność. A gdyby tak… Uwolnić się od niej? Tak po prostu? Nieświadomie podniósł pistolet…
Na sali usłyszeli ostatni wystrzał. Nagle zapanowała niepokojąca cisza…

***

- Witaj mężu. Jak tu u ciebie cicho i spokojnie.
Anna przysiadła na ławeczce. Jak zawsze rozmawiała cicho z mężem. Wyznała mu, że czuje się straszliwie samotna odkąd odszedł. Dzieci żyją własnym życiem, zapomniały o starej matce. Poczuła, że płyną jej po policzkach łzy. Wyciągnęła żyletkę. Nie chciała już więcej samotności. Jednym ruchem otworzyła sobie żyły. Położyła się na ławeczce. Zamknęła oczy… Nagle poczuła zapach swojego męża, jego troskliwy dotyk, głos…
- Kocham cię.
Anna uśmiechnęła się i powoli zapadła w sen…

***

Michał wszedł do mieszkania. Sprawdził pocztę głosową w telefonie. Nikt nie dzwonił. Zdawało mu się, że słyszy jakieś szepty w pokoju obok, poszedł to sprawdzić. Nie, był sam, to jakieś urojenie. Nagle płacz kobiety, krzyk. Biegnie do łazienki, skąd wydawało mu się, że dochodziły te dźwięki.
Włączył telewizor wchodząc? Nie… Chyba nie. Więc skąd ten głos? Wszedł do salonu i zapalił światło.
Na lampie zawierzony był stryczek. Kto to zrobił? On? Nie pamiętał. A może to znak? Może tak należy zakończyć te wszystkie problemy? Może to jest odpowiedź? Poszedł po taboret do kuchni. Po drodze widział swoich pacjentów, wiedział, że nie potrafi im pomóc. Oni jednak zdawali się być szczęśliwi. Uśmiechali się do niego. Czyżby tak miał im pomóc? To jest odpowiedź? A życie nie ma wiele wspólnego z jego marzeniami? Na studiach wierzył, że każdy przypadek można wyleczyć. Jego praktyka lekarska zrewidowała ten pogląd.
Wdrapał się na taboret, wsadził głowę w pętlę i wytrącił sobie spod nóg podparcie…

***

- Proszę pani czy samobójstwo to też grzech? Co się dzieje w takiej sytuacji z duszą? – padło pytanie na jakiejś katechezie, gdzieś w Polsce.
- To złamanie piątego przykazania. Dusze są skazane na wieczne potępienie – odpowiedziała dziecku z przekonaniem katechetka.

***

Magda obudziła się w szpitalu.
- Co ja tu robię? – pomyślała. Nagle przypomniała sobie wypadek. Przeżyła. – Żyję! – poczuła łzę na policzku. Tak bardzo chciała żyć. Cieszyć się życiem, kochać, śmiać się, bawić…
- Obudziłaś się – usłyszała czuły szept. Znajomy głos. Tomek?
- Gdzie są moi rodzice?
- Przed chwilą wyszli… Czuwali całą noc, właśnie pojechali do domu odpocząć.
- Dlaczego nie czuję nóg? – kiedy to sobie uświadomiła poczuła jakby zaczęła spadać w głęboką przepaść…
Tomek spuścił wzrok. Nie potrafił zdobyć się na odwagę by to jej powiedzieć. To była jego wina, czuł się winny za ten wypadek. Żal jej rodziców, kiedy dowiedzieli się o konsekwencjach wypadku... Magda obserwowała pojawiające się na jego twarzy emocje, poczuła się jakby nagły upadek z wysokości wybił jej całe powietrze z płuc.
- Czy to na za… awsze? – załamał jej się głos.
Zdawało jej się, że zobaczyła łzę kapiącą z jego oka. Odwróciła się w bok… Zobaczyła swoje odbicie w szybie. Nie wyglądała jak ona… Jej twarz, zniekształcona przez poparzenie…
- Ale żyję… Przecież żyję… - jednak nie potrafiła się cieszyć z tych słów.

Etykiety: , , , , , , , ,