<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285</id><updated>2011-07-31T00:31:11.669+02:00</updated><category term='dramat'/><category term='ziemia'/><category term='miłość'/><category term='historia'/><category term='komedia'/><category term='życie'/><category term='samobójstwo'/><category term='spowiedź'/><category term='człowiek'/><category term='studniówka'/><category term='opowiadanie'/><category term='bóg'/><category term='kobieta'/><category term='zalotnicy'/><category term='stworzenie świata'/><category term='kaczmarski'/><category term='mężczyzna'/><category term='żal'/><category term='dziewczyna'/><category term='romek'/><category term='chłopak'/><category term='ufo'/><category term='smutek'/><title type='text'>A rum start</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>10</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-6256246961247480219</id><published>2009-12-17T22:39:00.000+01:00</published><updated>2009-12-17T22:40:20.223+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='studniówka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='żal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='smutek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spowiedź'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samobójstwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mężczyzna'/><title type='text'>Rozwiązanie?</title><content type='html'>Mariusz jak zawsze po pracy siedział przy komputerze. Gmail, Onet, Allegro, Demotywatory… Tak marnował każde popołudnie. Już dawno przestał przejmować się tym, że oddala się od żony i marnuje swoje życie. Ostatnio kupił sobie nawet słuchawki, by nie słyszeć jak w pokoju obok jego druga połówka i teściowa bawią się z dzieckiem, jego dzieckiem. Paweł… Urodził się trzy lata temu i zupełnie przypadkiem rozwalił całkiem szczęśliwe małżeństwo. &lt;br /&gt; Kiedy Monika zaszła w ciąże, Mariusz wziął nadgodziny. Po porodzie planował wziąć dłuższy urlop, ale przecież musiał na niego zarobić. Do szkoły rodzenia Monika zapisała się z matką, Mariusz nie miał czasu. &lt;br /&gt; „Monice odeszły wody! Wiozę ją do szpitala” – SMS od teściowej odebrał dopiero po ważnym zebraniu, zanim dotarł do szpitala było już po wszystkim. Był już szczęśliwym ojcem różowego, zdrowego chłopczyka. Po kilku godzinach mogli jechać do domu. Teściowa razem z Moniką i Pawłem w swoich samochodzie, Mariusz za nimi. Wtedy jeszcze nie wiedział, że mamusia ma w bagażniku torbę z ciuchami i zamierza się do nich wprowadzić… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Z nami koniec! – Magda wykrzyczała to Tomkowi prosto w twarz. Przy wszystkich… Na studniówce. Dlaczego? Bo tańcząc złapał za tyłek dziewczynę, z którą tańczył. A kochała go właśnie za to, że lubił tańczyć. Dlaczego zareagowała tak ostro? To była Patrycja! Zawsze była o nią zazdrosna… Na dodatek Tomek miał z nią podejrzenie dobre stosunki. Rozmowy na gadu-gadu, od czasu do czasu SMS. Przyjacielskie rozmowy, żadnych propozycji, dwuznaczności. Tomek nie raz pokazywał Magdzie SMSy od Patrycji i zapewniał, że w jego sercu jest miejsce tylko dla niej.&lt;br /&gt; Wybiegła z sali, nie chciała rozpłakać się przy wszystkich. Nie widziała nawet czy Tomek ruszył za nią. Słyszała za sobą stukot obcasów. Pewnie któraś z jej przyjaciółek, nie odwróciła się. &lt;br /&gt; Czuła, że to tak się skończy! Cholerna klasa maturalna! Czuła, że się oddalają. Miała dużo nauki. Sprawdzian za sprawdzianem, przynajmniej jedno wypracowanie na tydzień. W tygodniu nie miała czasu by się spotkać, w weekend godzina, czasem dwie. &lt;br /&gt; Pobiegła prosto do samochodu, nie miała czekać na kurtkę w szatni. Przekręciła kluczyki, radio od razu się uruchomiło. &lt;br /&gt;„And life leads me here &lt;br /&gt;It shows me, I have never really loved no one but me &lt;br /&gt;Like the time, you slipped through my hands &lt;br /&gt;I'll never understand why I'm such a Selfish Man”&lt;br /&gt;Nie chciała wracać do domu… Wiedziała, że tam nadopiekuńczy rodzice nie dadzą jej spokoju. Dlaczego muszą się we wszystko wtrącać? Ma już 18 lat! „Co tam w szkole?” „Dlaczego tak rzadko widujemy Tomka?” „Może wyjdź się trochę przewietrzyć, zrób sobie krótką przerwę w nauce?” „Tata przyjedzie po ciebie gdzieś o pierwszej. Nie, nie możesz sama wracać”… &lt;br /&gt; W torebce rozdzwoniła się komórka. To Tomek – wyłączyła komórkę i ruszyła na autostradę, potrzebowała się wyładować… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Pobłogosław mnie ojcze, bo zgrzeszyłem – Piotrowi załamał się głos. &lt;br /&gt; - Spokojnie synu. Kiedy po raz ostatni byłeś u spowiedzi?&lt;br /&gt; - Nie wiem, nie pamiętam. Pięć lat temu…&lt;br /&gt; - Dobrze, że postanowiłeś wrócić na ścieżkę Pana. Czym obraziłeś Pana Boga?&lt;br /&gt; - Zabiłem człowieka. Nie… Nie jednego, wielu… &lt;br /&gt; - Nikt nie może decydować o życiu i śmierci. Złamałeś najważniejsze przykazanie…&lt;br /&gt; - A kto dał to prawo tym ludziom?! Gwałciciele, mordercy, pedofile, psychopaci… Wszyscy mieli kogoś na sumieniu. &lt;br /&gt; - Kara śmierci jest przeciwna prawom boskim!  W Polsce od lat jest zakazana konstytucją! &lt;br /&gt; - A jednak… Jestem na państwowej pensji. Nie przeszkadzało mi to… Aż do dziś…&lt;br /&gt; - Co takiego dziś się wydarzyło?&lt;br /&gt; - „MISJA ZATRZYMANA! ZAPRZESTAŃ WSZELKICH DZIAŁAŃ! KOBIETA JEST NIEWINNA!” takiego SMS’a dostałem dziś w nocy. Za późno… Pięć minut wcześniej i… Nie wróciłem do domu. Moja żona myśli, że jestem marketingowcem. Tak tłumaczę częste delegacje…  Żyję w ciągłym zakłamaniu… Dostałem urlop by pozbierać się po tej porażce. A co jeśli więcej osób, które zabiłem było niewinnych? Moja żona, moje dzieci… Nie wiedzą, że mieszkają z seryjnym mordercą…&lt;br /&gt; - Bóg nie może przyjąć się pod swój dach, dopóki nie wyznasz swoich kłamstw przed żoną i nie porzucisz pracy, która zmusza cię do grzechu. Nie daję ci rozgrzeszenia, wróć gdy staniesz się lepszym człowiekiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; ***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Szkolny korytarz… Wybieg mody, dom wariatów i boisko w jednym. Wydekoltowane laski na wysokich obcasach i śliniący się na ich widok dresiarze z rekami w kieszeniach. Idioci biegający tam i z powrotem za piłką z taśmy i kartkówek… &lt;br /&gt; - Uważaj gruby! &lt;br /&gt; Grzesiek z trudem uniknął lecącej w niego piłki. Zwykle chodził po korytarzu ze spuszczoną głową, unikając kontaktu wzrokowego z resztą. On nie lubił ich, oni nie lubili go. &lt;br /&gt; Dziewczyny rozmawiały z nim tylko gdy chciały jakieś zadanie domowe. Chłopacy wcale. Życzliwym nazwać mógł kogoś kto powstrzymywał się od wyszydzania go na przerwach i wuefach. Tak, był gruby, ale czy to powód do takiej nienawiści? Kiedyś w ramach żartu siłą wyciągnęli go z szatni w samych bokserkach, przez pięć minut, wystawiony na wzrok rozchichotanych dziewczyn, dobijał się do szatni. W końcu tę zabawę przerwał dzwonek. Wszyscy pomknęli na salę. Grzesiek przyszedł spóźniony i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, nauczyciel rozkazał mu zrobić sto brzuszków. Przy jego rozmiarach zrobienie dziesięciu było nie lada wyzwaniem. &lt;br /&gt; Ale to nic… Już wiedział jak się na nich wszystkich zemścić za wszystkie lata wyszydzania… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nocą cmentarz jest piękny… Blada łuna księżyca pada na nagrobki, nieliczne znicze oświetlają migotliwym blaskiem świec ścieżkę. Świadomość, że jest się w miejscu, w którym skończyło tak wielu ludzi napawa lękiem. Anna się już nie boi. Była tu wiele razy, zwykle nocą, tak jest lepiej. Za dnia kręci się tu zbyt wielu ludzi patrzących na nią z obrzydzeniem. Przysłuchujących się jej rozmowom z mężem. Tak. Od kiedy odszedł codziennie do niego przychodzi. Opowiada mu losy jego ulubionych bohaterów z serialu. Gazet i książek nie czyta, wzrok już nie ten. Czasem wspomina Zdzisiowi o polityce, ale współczesne koalicje jej nie przekonują. W PRLu to było życie! Było po co żyć!&lt;br /&gt; Dzieci wyjechały z Polski. Trudno się im dziwić, po co miały marnować życie w tym chorym kraju? Dla niej było już za późno. Zawsze dzwonią na święta. Przysyłają jej zdjęcia wnucząt, ale nigdy nie trzymała ich w ramionach. &lt;br /&gt; Każdy kolejny dzień – nieznośnie podobny do poprzedniego. Bezsensowne trwanie… Czasem płakała gdy przypomniały jej się wspaniałe chwile z mężem.  Bała się śmierci, bała się umrzeć samotnie w pustym mieszkaniu. Wtedy wychodziła i nogi podświadomie niosły ją na cmentarz…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Spojrzał na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga, już nikt dzisiaj nie przyjdzie. Zebrał teczki z zamiarem przeanalizowania zebranych informacji w weekend. Nie wiedział jak pomóc tym ludziom. Co można powiedzieć dziewczynie, która przez dwadzieścia lat była przetrzymywana przez ojca w piwnicy i urodziła mu kilkoro dzieci? Że już jest bezpieczna? To czym mówi… Jest przerażające.  Przygniata go sama opowieść o tym, a ona mówi o tym tak spokojnie. Jak ją naprawić? Jak nauczyć ją znowu czuć? Kochać? Śmiać się? Bawić się i cieszyć życiem? W końcu płakać? Człowiek, który nie jest w stanie odczuwać emocji nie jest człowiekiem. Jest lalką. &lt;br /&gt; Mężczyzna, któremu co noc śni się, że brutalnie morduje ludzi i zwierzęta. Każda noc to kolejny sen, kolejne morderstwo. Nie byłby w stanie wymyślić tylu sposobów na pozbawienie kogoś życia. A co jeśli którejś  wstanie i kogoś zamorduje? Historia zna przypadki takich lunatyków. Jak wpłynąć na podświadomość przesyłającą mu co noc takie obrazy? &lt;br /&gt; Starsza kobieta pozbawiona sensu życia? Otyły chłopak nienawidzący siebie i świata? &lt;br /&gt; Wielu potrafił pomóc i mogą na powrót funkcjonować normalnie w społeczeństwie. Tylko on… Zgromadził ich tajemnice, największe lęki i fobie. Wie jak to jest widzieć w każdym ciemnym kącie trupy. Jak to jest obudzić się w szpitalu po kolejnej próbie samobójczej. Michał czuł na sobie ten ciężar, czuł, że powoli zaczyna go przygniatać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Kochanie wychodzę! – rzucił Mariusz wychodząc. &lt;br /&gt; Miał już dość. Ruszył powoli po schodach na jedenaste piętro. Komórkę zostawił przy komputerze. Napisał na niej krótką wiadomość:&lt;br /&gt; „Przepraszam. Nie mogłem tak dłużej. Nie obwiniaj małego, wychowaj go na człowieka”. Może powinien napisać w tym więcej prawdy? Że tak naprawdę to wszystko wina tego dzieciaka? Ale przecież sam w to nie wierzył. Gdyby nie wziął nadgodzin? Gdyby poszedł z żoną do szkoły rodzenia? Pewnie byłoby inaczej. Pewnie teściowa by się nie wtrąciła… To była jej wina. Mamusia zawsze wiedziała lepiej, jak ma się bawić z dzieckiem, jak ma spędzać czas z żoną…&lt;br /&gt; Doszedł już na górę. Rzadko zaglądał tu którykolwiek z mieszkańców. Otworzył okno i wciągnął głęboko zimne powietrze. Czy to coś zmieni? Nie wiedział. Usiadł na parapecie. O czym powinno się myśleć w takiej chwili? To dziwne… Ale nie czuł żadnego żalu. Nie poczuł lęku gdy skoczył w ciemność. &lt;br /&gt; Szum. Widzi siebie jadącego po raz pierwszy na rowerze, za nim biegnie roześmiany ojciec. Nic nie słyszy. A więc to prawda? Całe życie przed oczami? Pierwsza komunia. Pierwszy pocałunek. Zdane prawo jazdy. Matura. Seks w samochodzie zaparkowanym gdzieś nad Odrą. Ślub. Dziecko… &lt;br /&gt; Głuche uderzenie ciała o ziemię…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Magda szybko dojechała na autostradę i docisnęła gaz do dechy.  Radio huczało by zagłosić jej myśli: &lt;br /&gt;„She says 'love me like you did, you did before'&lt;br /&gt;He says 'love me like you did, you did once more'&lt;br /&gt;Between a man and a woman&lt;br /&gt;It's everything or nothing at all&lt;br /&gt;Everything or nothing at all”&lt;br /&gt; Nie wiedziała dokąd chce dojechać. Gdziekolwiek, byle szybko! Byle szybciej! Jak on mógł? Jeszcze wczoraj mówił, że ją kocha. Że jest dla niego całym światem. A teraz? Niemal całował się z inna! Pewnie nawet nie zauważył, że wyszła. To był jej pierwszy chłopak, pierwszy na którym jej naprawdę zależało. &lt;br /&gt; Nagle Magda zobaczyła coś czarnego na jezdni. Mocny skręt kierownicy, hamulec. Samochód wpadł w poślizg. Zatrzymał się na drzewie na poboczu… Magda nie usłyszała już nadjeżdżającej karetki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Piotr wszedł do motelowego pokoju. Pomieszczenie wyglądało dokładnie jak we wszystkich nisko budżetowych filmach. W takich pokojach się morduje, gwałci, zdradza żonę i popełnia samobójstwa…&lt;br /&gt; Spokojnie zdjął płaszcz i buty. Włączył telewizor.&lt;br /&gt; - „Morderca Weroniki P. wciąż na wolności. Kobieta niesłusznie oskarżona o zamordowanie swojego męża i dzieci została znaleziona z raną postrzałową w głowie w areszcie. Pilnujący jej policjanci zostali wcześniej ogłuszeni…”  &lt;br /&gt; Wyłączył. Nie miał ochoty o tym słuchać. Wyciągnął z kabury pistolet i zamontował tłumik. &lt;br /&gt;- No…  Tacy jak ja nie powinni żyć. &lt;br /&gt;Wziął lufę do ust i pociągnął za spust… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tak łatwo było zdobyć broń… Grzesiek szedł przez szkolny korytarz, uśmiechnięty. Pod drzwiami do swojej klasy przygotował broń, wziął głęboki oddech i…&lt;br /&gt; - I co teraz powiecie?! – wpadł do klasy z bronią wyciągniętą przed siebie. – Gdzie się podziała wasza pewność siebie? Nawet nie próbuj do nikogo pisać!&lt;br /&gt; Strzał.&lt;br /&gt; - Ostrzegałem! Wszyscy pod ścianę. Ty też! CISZA! Ty – otwórz okno. Wyrzućcie wszystkie komórki. Szybciej! Dawaj klucze do sali. &lt;br /&gt; Uczniowie i nauczyciel spełnili polecenie. Grzesiek dostał klucze.&lt;br /&gt; - Zaraz tu wrócę! Nawet nie próbujcie nic robić.&lt;br /&gt; Wycofał się i zamknął klasę. Nagle krew uderzyła mu do głowy…&lt;br /&gt; Ruszył korytarzem. Gdzie teraz pójść? Chyba nikt go jeszcze nie usłyszał, w salach trwały lekcje. Skierował się do sali gimnastycznej, miejsca jego największych porażek, największych kompromitacji. Kiedy schodził po schodach nogi zaczęły mu się trząść. &lt;br /&gt; - Wytrzymam, wytrzymam. &lt;br /&gt; Otworzył drzwi, dwudziestu frajerów w białych koszulkach nagle stanęło w miejscu.&lt;br /&gt; - Wszyscy pod ścianę! Już! – by ich przekonać do szybszego działania strzelił wuefiście w kolano. &lt;br /&gt; Patrzył na ich twarze wykrzywione w przerażeniu. Nauczyciel jęczał tuż obok. Odważniejszy z idiotów rzucił się by mu pomóc zatamować krwawienie. Strzał. Już leżał na ziemi, powinien przeżyć, dostał w brzuch. &lt;br /&gt; - Klucz do sali! – nagle dostrzegł go na ławce tuż obok, nie spuszczając z uczniów wzroku sięgnął po niego.&lt;br /&gt; Wycofał się i zamknął drzwi.  Poczuł ciążącą na nim odpowiedzialność. A gdyby tak… Uwolnić się od niej? Tak po prostu? Nieświadomie podniósł pistolet…&lt;br /&gt; Na sali usłyszeli ostatni wystrzał. Nagle zapanowała niepokojąca cisza…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Witaj mężu. Jak tu u ciebie cicho i spokojnie. &lt;br /&gt; Anna przysiadła na ławeczce. Jak zawsze rozmawiała cicho z mężem. Wyznała mu, że czuje się straszliwie samotna odkąd odszedł. Dzieci żyją własnym życiem, zapomniały o starej matce. Poczuła, że płyną jej po policzkach łzy. Wyciągnęła żyletkę. Nie chciała już więcej samotności. Jednym ruchem otworzyła sobie żyły. Położyła się na ławeczce. Zamknęła oczy… Nagle poczuła zapach swojego męża, jego troskliwy dotyk, głos…&lt;br /&gt; - Kocham cię.&lt;br /&gt; Anna uśmiechnęła się i powoli zapadła w sen…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Michał wszedł do mieszkania. Sprawdził pocztę głosową w telefonie. Nikt nie dzwonił. Zdawało mu się, że słyszy jakieś szepty w pokoju obok, poszedł to sprawdzić. Nie, był sam, to jakieś urojenie. Nagle płacz kobiety, krzyk. Biegnie do łazienki, skąd wydawało mu się, że dochodziły te dźwięki. &lt;br /&gt; Włączył telewizor wchodząc? Nie… Chyba nie. Więc skąd ten głos? Wszedł do salonu i zapalił światło.&lt;br /&gt; Na lampie zawierzony był stryczek. Kto to zrobił? On? Nie pamiętał. A może to znak? Może tak należy zakończyć te wszystkie problemy? Może to jest odpowiedź? Poszedł po taboret do kuchni. Po drodze widział swoich pacjentów, wiedział, że nie potrafi im pomóc. Oni jednak zdawali się być szczęśliwi. Uśmiechali się do niego. Czyżby tak miał im pomóc? To jest odpowiedź? A życie nie ma wiele wspólnego z jego marzeniami? Na studiach wierzył, że każdy przypadek można wyleczyć. Jego praktyka lekarska zrewidowała ten pogląd.  &lt;br /&gt; Wdrapał się na taboret, wsadził głowę w pętlę i wytrącił sobie spod nóg podparcie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Proszę pani czy samobójstwo to też grzech? Co się dzieje w takiej sytuacji z duszą? – padło pytanie na jakiejś katechezie, gdzieś w Polsce.&lt;br /&gt; - To złamanie piątego przykazania. Dusze są skazane na wieczne potępienie – odpowiedziała dziecku z przekonaniem katechetka.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Magda obudziła się w szpitalu.&lt;br /&gt; - Co ja tu robię? – pomyślała. Nagle przypomniała sobie wypadek. Przeżyła. – Żyję! – poczuła łzę na policzku. Tak bardzo chciała żyć. Cieszyć się życiem, kochać, śmiać się, bawić… &lt;br /&gt; - Obudziłaś się – usłyszała czuły szept. Znajomy głos. Tomek?&lt;br /&gt; - Gdzie są moi rodzice? &lt;br /&gt; - Przed chwilą wyszli… Czuwali całą noc, właśnie pojechali do domu odpocząć. &lt;br /&gt; - Dlaczego nie czuję nóg? – kiedy to sobie uświadomiła poczuła jakby zaczęła spadać w głęboką przepaść…&lt;br /&gt; Tomek spuścił wzrok. Nie potrafił zdobyć się na odwagę by to jej powiedzieć. To była jego wina, czuł się winny za ten wypadek. Żal jej rodziców, kiedy dowiedzieli się o konsekwencjach wypadku... Magda obserwowała pojawiające się na jego twarzy emocje, poczuła się jakby nagły upadek z wysokości wybił jej całe powietrze z płuc.  &lt;br /&gt;  - Czy to na za… awsze? – załamał jej się głos. &lt;br /&gt; Zdawało jej się, że zobaczyła łzę kapiącą z jego oka. Odwróciła się w bok… Zobaczyła swoje odbicie w szybie. Nie wyglądała jak ona… Jej twarz, zniekształcona przez poparzenie… &lt;br /&gt; - Ale żyję… Przecież żyję… - jednak nie potrafiła się cieszyć z tych słów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-6256246961247480219?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/6256246961247480219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2009/12/rozwiazanie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/6256246961247480219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/6256246961247480219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2009/12/rozwiazanie.html' title='Rozwiązanie?'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-8229468737397773075</id><published>2008-10-01T15:34:00.000+02:00</published><updated>2008-10-01T15:37:36.027+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kaczmarski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dramat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zalotnicy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><title type='text'>Miłość kobieca</title><content type='html'>Zachęcony pozytywną opinią pani profesor i jej stwierdzeniem, że sztuka jest "nieszkolna" postanowiłem to tu wrzucić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość kobieca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;OSOBY&lt;br /&gt;Janek – zalotnik&lt;br /&gt;Katarzyna – dziewczę, córka Barbary&lt;br /&gt;Barbara – matka Katarzyny i Jadwigi&lt;br /&gt;Jadwiga – córka Barbary, siostra Katarzyny&lt;br /&gt;Grzesiek – drugi zalotnik&lt;br /&gt;Michał – trzeci zalotnik&lt;br /&gt;Żebrak – żebrak&lt;br /&gt;Rzecz się dzieje na przedmieściach Wrocławia, w okolicach domu Barbary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;AKT PIERWSZY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA I&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod domem dziewczyny. Na scenie są Janek z Katarzyną i Żebrak śpiący w krzakach. Na niebie pojawiają się już pierwsze gwiazdy. Dziewczyna siada na ławeczce pod domem, chłopak siada obok niej. Wokół słychać tylko grę nocnych owadów. Latarnia znad drzwi oświetla scenę.&lt;br /&gt;W domu Barbara czeka z kolacją. Czasem zerka przez okno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;JANEK&lt;br /&gt;  przysuwa się bliżej Katarzyny, śpiewa&lt;br /&gt;    Pójdź najdroższa na kolano -&lt;br /&gt;    Prawię frazą wyszukaną -&lt;br /&gt;    Nastał czas miłosnej kośby -&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Mruga powiekami&lt;br /&gt;     Coś ty!&lt;br /&gt;JANEK&lt;br /&gt;Na stronie – śpiewa&lt;br /&gt;                     - ona na to – coś ty!&lt;br /&gt;   Jest w tym "Coś ty!" nutka wiotka,&lt;br /&gt;   Co radośnie niedowierza,&lt;br /&gt;   Jak bym z domowego kotka&lt;br /&gt;   W drapieżnego wyrósł zwierza.&lt;br /&gt;Znów do niej&lt;br /&gt;    Choć, uniosę cię daleko,&lt;br /&gt;    W nieskończoność pod powieką,&lt;br /&gt;    Gdzie nie sięga świat nieznośny -&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Spuszcza oczka&lt;br /&gt;    Coś ty!&lt;br /&gt;JANEK&lt;br /&gt;  Na stronie – śpiewa&lt;br /&gt;  - ona na to – coś ty!&lt;br /&gt;    Jest w tym "Coś ty!" rękawiczka&lt;br /&gt;    W twarz ciśnięta mojej jaźni&lt;br /&gt;    I wyzwanie na policzkach:&lt;br /&gt;    Nie obiecuj, bo się zbłaźnisz.&lt;br /&gt;  Znów do niej, Katarzyna ręce trzyma na podołku&lt;br /&gt;    Nie baw się figowym listkiem,&lt;br /&gt;   Wszak intencje moje czyste,&lt;br /&gt;   Serce szczere, cel nie sprośny -&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Trzepoce rzęskami&lt;br /&gt;    Coś ty!&lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;  Wychyla się z okna…             &lt;br /&gt;    Chodź tu kolacja stygnie!&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Biegnąc do domu …&lt;br /&gt;     Wróć nim me serce uschnie!&lt;br /&gt;JANEK&lt;br /&gt;  Zostaje sam. Powoli schodzi ze sceny śpiewając&lt;br /&gt;                 - ona na to – coś ty!&lt;br /&gt;    Jest w tym "Coś ty!" przyzwolenie,&lt;br /&gt;    Co sugestią za nos wodzi,&lt;br /&gt;    Że dążeniu i spełnieniu&lt;br /&gt;    Sprośna szczypta nie zaszkodzi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ŻEBRAK&lt;br /&gt;  Przebudzony, zastępuje Jankowi drogę, lecz ten go mija i odchodzi. Żebrak śpiewa&lt;br /&gt;    Głupi Jasiu, Głupi Jasiu,&lt;br /&gt;    Jeśliś nas się nie przestraszył -&lt;br /&gt;    Idź przed siebie ścieżką na sam szczyt;&lt;br /&gt;    Lecz nie zważaj na uroki,&lt;br /&gt;    Nie oglądaj się na boki,&lt;br /&gt;    Bo cię wtedy nie ocali nikt!&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA II&lt;br /&gt;W kuchni na stole leżą trzy talerze z jajkiem z bekonem, obok nich trzy herbaty w filiżankach. Bez cytryny. Przy stole siedzi Barbara, Katarzyna i mała siostra Jadwiga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;   Do starszej córki   &lt;br /&gt;   Kto to był?&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Roześmiana&lt;br /&gt;                         Jakiś paniczyk sprośny!&lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;    A toż chłopiec nieznośny!&lt;br /&gt;    Tak to jest, że tylko tacy kochasie&lt;br /&gt;    Uwieść chcą mi moją Kasię!&lt;br /&gt;  Do młodszej córki&lt;br /&gt;   Widzisz Jadziu jak flirt wygląda&lt;br /&gt;   Przyjdzie taki goguś i już za dekolt zagląda!&lt;br /&gt;  Podciągając dekolt starszej córki&lt;br /&gt;    A potrafi ona ich kusić: mrugać powiekami,&lt;br /&gt;    Oczka spuścić, zatrzepotać rzęskami,&lt;br /&gt;    Rączki niby skromnie na podołku złożyć;&lt;br /&gt;    I czaruś już nie potrafi głowy na poduszce spokojnie położyć;&lt;br /&gt;    Wierci się i przewraca, pełen marzeń&lt;br /&gt;    O pięknej dziewczynie, której jego korzeń –&lt;br /&gt;                                               - wkrótce sięgnie.&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Zaczerwieniona&lt;br /&gt;    Każdy z nich piękny; Marzy, że mi serce po tym zmięknie!&lt;br /&gt;    Lecz ja wciąż w żadnym nie znalazłam pocieszenia.&lt;br /&gt;    Wszyscy szukają tylko własnego upojenia!&lt;br /&gt;    Ach! Gdyby tak znalazł się choć jeden!&lt;br /&gt;    Który poprowadziłby mnie przez Eden!&lt;br /&gt;    Sprawdzam ich tylko! Kuszę,&lt;br /&gt;    Bo chcę poznać wszystkich duszę;&lt;br /&gt;    I co poradzę, że by poznać jego&lt;br /&gt;    Muszę połechtać troszkę jego EGO?&lt;br /&gt;    Dziś był Janek, jutro rano Grzesiek,&lt;br /&gt;    Wieczorem będzie Michał, a pojutrze może Krzysiek?&lt;br /&gt;    I wcale nie są mi oni obojętni lecz&lt;br /&gt;    Wiem, że kiedyś i tak powiem im: PRECZ!&lt;br /&gt;JADWIGA&lt;br /&gt;  Śpiewa na stronie&lt;br /&gt;    Kochanka trzeba jej takiego jak imperium&lt;br /&gt;    Co by ją brał tak, jak ona daje: całą pełnią&lt;br /&gt;    Co by i władcy, i poddańca był wcieleniem&lt;br /&gt;    By zastąpił jej zające i jelenie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Co by rozumiał tak jak ona&lt;br /&gt;    Ten głupi świat rozdanych ról&lt;br /&gt;    I pośród pochylonych głów&lt;br /&gt;    Dawał jej rozkosz albo ból…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;AKT DRUGI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA I&lt;br /&gt;Katarzyna i Grzesiek siedzą na ławeczce przed domem dziewczyny. Żebrak myje się w kałuży. Ptaki śpiewają, jest piękny słoneczny poranek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GRZESIEK&lt;br /&gt;  Śpiewa dla ukochanej&lt;br /&gt;    Wspomnij Kasiu jakeśmy byli&lt;br /&gt;    Na wzgórzu ponad jeziorem&lt;br /&gt;    Pewni wieczności, niepewni chwili&lt;br /&gt;    Piątego lipca, wieczorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Mruga powiekami&lt;br /&gt;    Ach!&lt;br /&gt;GRZESIEK&lt;br /&gt;  Śpiewa dalej&lt;br /&gt;    Na drugim brzegu wędkarz jak ważka&lt;br /&gt;    Rozsyłał kręgi po wodzie&lt;br /&gt;    Nad którą słońca miedziana blaszka&lt;br /&gt;    W las się toczyła jak co dzień.&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Spuszcza oczka&lt;br /&gt;    Ach!&lt;br /&gt;GRZESIEK&lt;br /&gt;  Śpiewa śmielej&lt;br /&gt;    Jam ci powoli wsuwał w usteczka&lt;br /&gt;    Homara grzbiet - samo zdrowie.&lt;br /&gt;    I potoczyła się kropeleczka,&lt;br /&gt;    Ale którędy? Nie powiem!&lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Trzepoce rzęskami&lt;br /&gt;    Ach!&lt;br /&gt;GRZESIEK&lt;br /&gt;  Wciąż śpiewa  &lt;br /&gt;     Tyś mi ostrygę dała świeżutką&lt;br /&gt;    Jam w pasji morskość jej wyssał.&lt;br /&gt;    Ale doznanie trwało zbyt krótko&lt;br /&gt;    Żebym je zdołał opisać…&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Kładzie ręce skromnie na podołku&lt;br /&gt;    Ach!&lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;  Wychylając się zza okna&lt;br /&gt;    Chodź tu! Obiad stygnie!&lt;br /&gt;  Katarzyna wstaje…&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Biegnąc do domu, odwraca się do kochanka…&lt;br /&gt;   Wróć, zanim tęsknota mną zawładnie!&lt;br /&gt;GRZESIEK&lt;br /&gt;  Powoli schodzi ze sceny, nucąc…&lt;br /&gt;    Pozostał po nas pancerz homara&lt;br /&gt;   Ostryg puzderka otwarte...&lt;br /&gt;   Co w nas zostało? Powiem ci zaraz&lt;br /&gt;   I nie zasłonię się żartem…&lt;br /&gt;ŻEBRAK &lt;br /&gt;  Wycierając ręce w obdarty płaszcz patrząc jak Grzesiek odchodzi, śpiewa&lt;br /&gt;   Znajdzie się siła na każdą siłę&lt;br /&gt;   Na każdą wściekłość - wściekłość&lt;br /&gt;   Przyjdzie nienawiść na każdą miłość&lt;br /&gt;   Na każde niebo - piekło.&lt;br /&gt;   Na objawienie - będzie ślepota&lt;br /&gt;   A na głuchotę - dzwon&lt;br /&gt;   Na każdą wierność - zapach złota&lt;br /&gt;   Na każde życie - zgon.&lt;br /&gt;   Między świtem a mgłą&lt;br /&gt;   Między okiem a łzą&lt;br /&gt;   Świat się rozszczepia.&lt;br /&gt;   Między sercem a krwią&lt;br /&gt;   Między tobą, a nią -&lt;br /&gt;   Zieje przepaść!&lt;br /&gt;SCENA II&lt;br /&gt;Stół nakryty do obiadu. Przy stole siedzi Barbara, Katarzyna i Jadwiga. &lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;   Do starszej córki   &lt;br /&gt;    Któż tym razem?&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Biorąc się do jedzenia                                    &lt;br /&gt;                                  Chłopak nowy;   &lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;    Inny niż wczoraj; wyższy o pół głowy.&lt;br /&gt;    To dobrze! Mężczyzna powinien być wysoki&lt;br /&gt;    I silny! Tylko to daje dobre wyroki – &lt;br /&gt;    Na przyszłość bogatą i ładne dzieci.&lt;br /&gt;    A gdy umrzesz – będą sprzątać śmieci&lt;br /&gt;    Z twojego grobu; same korzyści&lt;br /&gt;    Płyną z takiej, przemyślanej miłości;&lt;br /&gt;  Do młodszej córki&lt;br /&gt;    Więc pamiętaj Jadziu,&lt;br /&gt;    Że urodę masz po dziadziu!&lt;br /&gt;JADWIGA&lt;br /&gt;   A po tacie?&lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;  Zmieszana zerka przez okno, na snującego się po polu żebraka&lt;br /&gt;                          Masz głowę;&lt;br /&gt;    Potrafił dzielić jabłko na idealną połowę!&lt;br /&gt;    Ale on poszedł na wojnę z wujkiem,&lt;br /&gt;    Co to miała być o pokój, i zginął razem z pułkiem.&lt;br /&gt;  Zauważa, że starsza córka już się zjadła i wstaje od stołu&lt;br /&gt;    A ty dokąd? Cóż to znaczy?&lt;br /&gt;    Czegoś takiego nie widziałam na oczy!&lt;br /&gt;    W środku obiadu, bez słowa się zrywać&lt;br /&gt;    Nawet nie myśląc by podziękować i pozmywać;&lt;br /&gt;    Poczekaj aż skończymy, muszę cie nauczyć…&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  W roztargnieniu&lt;br /&gt;    Wiem, matko! Nie śmiem przeczyć.&lt;br /&gt;    Jednak tu nie znajdę ani męża, ani ukojenia – &lt;br /&gt;   Mojej czułości i namiętności poskromienia!&lt;br /&gt;BARBARA&lt;br /&gt;  Zła&lt;br /&gt;   Tylko namiętności chcesz! Niedorzeczna,&lt;br /&gt;   Pamiętaj jeszcze, że pieniądze u kochanka to rzecz konieczna!&lt;br /&gt;JADWIGA&lt;br /&gt;  Śpiewa na stronie&lt;br /&gt;    Kochanka trzeba jej takiego jak imperium&lt;br /&gt;    Co by ją brał tak, jak ona daje: całą pełnią&lt;br /&gt;    Co by i władcy, i poddańca był wcieleniem&lt;br /&gt;    By zastąpił jej zające i jelenie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    Co by rozumiał tak jak ona&lt;br /&gt;    Ten głupi świat rozdanych ról&lt;br /&gt;    I pośród pochylonych głów&lt;br /&gt;    Dawał jej rozkosz albo ból…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA III&lt;br /&gt;Na tyłach domostwa. Nad stawem siedzi Katarzyna z Michałem. Gdzieś na polanie za nimi leży żebrak. Wraz z upływem sceny słońce zachodzi i robi się ciemno.&lt;br /&gt;   &lt;br /&gt;MICHAŁ&lt;br /&gt;  Rozgląda się dookoła, nie dostrzega żebraka. Śpiewa&lt;br /&gt;   Obdaruj, Muzo, Twego ucznia&lt;br /&gt;   Czarem wieczornej kurtyzany,&lt;br /&gt;   Ażebym miał, nim zabrzmi jutrznia&lt;br /&gt;   Kształt Twej bytności zapisany.&lt;br /&gt;   Wargom mym podaj pierś kokoty,&lt;br /&gt;   Jaką śni więzień w kazamatach&lt;br /&gt;   I biodra w takie wpraw obroty&lt;br /&gt;   Bym do roboty ręce zatarł.&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Mruga powiekami, mówi cicho&lt;br /&gt;   Ach! Kochanku!&lt;br /&gt;MICHAŁ&lt;br /&gt;  Śpiewa pewnie dalej&lt;br /&gt;   Nie oddaj mi się bez przekory,&lt;br /&gt;   Podrażnij mnie, lecz nie za długo,&lt;br /&gt;   Żeby zbyt łatwo me utwory&lt;br /&gt;   Przedwczesną nie trysnęły strugą.&lt;br /&gt;   Niechaj chłopięca w nich nerwowość&lt;br /&gt;   Drży z niepewności i pragnienia.&lt;br /&gt;   Niech z trudem się dobywa słowo&lt;br /&gt;   Opisujące jęk spełnienia.&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Spuszcza oczka, mówi cicho&lt;br /&gt;    Ach! Takiego mi trzeba!&lt;br /&gt;MICHAŁ&lt;br /&gt;  Śpiewa&lt;br /&gt;   Córką pamięci jesteś - wiem ja,&lt;br /&gt;   A tyle wierszy się pamięta,&lt;br /&gt;   Że krzykną zaraz mądre gremia&lt;br /&gt;   Która skąd fraza jest ściągnięta.&lt;br /&gt;   Lecz chociaż tylu wielkich znałaś&lt;br /&gt;   Upodobania i zachcianki -&lt;br /&gt;   Może i ja z Twojego ciała&lt;br /&gt;   Dobędę szczery dreszcz kochanki!&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Trzepoce rzęsami, mówi cicho&lt;br /&gt;   Na pewno! Kochanku, ach!&lt;br /&gt;MICHAŁ&lt;br /&gt;  Wstaje, rozkłada ręce. Słońce już zaszło. Śpiewa ostatnią zwrotkę&lt;br /&gt;   Tylko się pierwszy raz daj objąć&lt;br /&gt;   A niech już sobie krytyk kracze!&lt;br /&gt;   Choć mnodzy wciąż to z Tobą robią -&lt;br /&gt;   Wszak każdy robi to - inaczej...&lt;br /&gt;   Tylko się pierwszy raz daj objąć&lt;br /&gt;   A niech już sobie krytyk kracze!&lt;br /&gt;   Choć mnodzy wciąż to z Tobą robią,&lt;br /&gt;   Daj wierzyć - zrobię to inaczej...&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Wstaje też, rzuca się w ramiona chłopaka&lt;br /&gt;   Teraz muszę już iść, matka się mnie oczekuje,&lt;br /&gt;   Przyjdź jutro! Najlepiej z rana, już tej chwili wypatruje!&lt;br /&gt;  Całuje kochanka w policzek i biegnie do domu&lt;br /&gt;MICHAŁ &lt;br /&gt;  Spokojnie schodzi ze sceny i śpiewa inną pieśń&lt;br /&gt;   Pirat z soli i goryczy&lt;br /&gt;   W sieci świata się szamocze&lt;br /&gt;   Gwiazdy drżą Księżniczce w oczach&lt;br /&gt;   W pustym zamku sowa krzyczy.&lt;br /&gt;   On zza mórz przyzywa burze&lt;br /&gt;   By mu szlak kreśliły w toni,&lt;br /&gt;   Ona wdycha z linii dłoni&lt;br /&gt;   Bukiet tęsknot i odurzeń…&lt;br /&gt;   Zszedł ze sceny&lt;br /&gt;ŻEBRAK&lt;br /&gt;  Nie wstając, śpiewa&lt;br /&gt;   Skończył śpiewny lirnik, co zostało - wypił,&lt;br /&gt;   Poszedł w swoją drogę przez popiół i śnieg&lt;br /&gt;   I pytają ludzie: - Wróż to, czy polityk?&lt;br /&gt;   Wariat, czy poeta? Czy to wieszcz, czy szpieg?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Wywracają każde proroctwo na nic,&lt;br /&gt;   Kłócą się o znaki magiczne wśród pomstw.&lt;br /&gt;   A on pod powieką widzi błyskawice,&lt;br /&gt;   Słyszy ciszę i pomruk - co przechodzi w grom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA IV&lt;br /&gt;Jadwiga wstała od modlitwy i jak co wieczór patrzy przez okno na gwiazdy. Odchodząc dostrzega swoją siostrę pospiesznie wracającą do domu.&lt;br /&gt;JADWIGA&lt;br /&gt;  Śpiewa&lt;br /&gt;   Kochanka trzeba jej takiego jak imperium&lt;br /&gt;   Co by ją brał tak, jak ona daję: całą pełnią&lt;br /&gt;   Co by i władcy i poddańca był wcieleniem&lt;br /&gt;   By zastąpił jej zające i jelenie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   Co by rozumiał tak jak ona&lt;br /&gt;   Ten głupi świat rozdanych ról&lt;br /&gt;   I pośród pochylonych głów&lt;br /&gt;   Dawał jej rozkosz albo ból!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;AKT TRZECI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SCENA I&lt;br /&gt;Przed domem spotkali się zalotnicy. Janek, Zbyszek i Michał. W oddali pod drzewem siedzi żebrak przyglądając się z zainteresowaniem scenie. Z domu właśnie wyszła Katarzyna, a tuż za nią Barbara razem z Jadwigą.&lt;br /&gt;JANEK&lt;br /&gt;   Jestem, przyszedłem nim serce twe uschło!&lt;br /&gt;GRZESIEK&lt;br /&gt;   Jestem, przyszedłem nim tęsknota tobą zawładnęła!&lt;br /&gt;MICHAŁ&lt;br /&gt;   Jestem, jak prosiłaś!&lt;br /&gt;GRZESIEK&lt;br /&gt;   Jak to? Miałem być tym jedynym na męża okazem!&lt;br /&gt; JANEK&lt;br /&gt;   Jak to? To nie może ujść ci płazem!&lt;br /&gt;MICHAŁ&lt;br /&gt;   Jak to? Z nimi spotykałaś się równocześnie!&lt;br /&gt;KATARZYNA&lt;br /&gt;  Odpowiada powoli przez łzy&lt;br /&gt;   Wszyscy razem się zjawiliście tak wcześnie…&lt;br /&gt;   Z każdym spotykałam się w innym czasie,&lt;br /&gt;   I do każdego biegłam szczęśliwa, że my się! &lt;br /&gt;   Wszystkich was kocham, choć żadnego z was…&lt;br /&gt;   Wybaczcie na mnie już czas…&lt;br /&gt;  Odbiega zapłakana w stronę stawu&lt;br /&gt;ZALOTNICY&lt;br /&gt;   Każdego z nas kocha, choć żadnego z nas!&lt;br /&gt;   Trzeba pomóc jej, nie porzucać szczęścia w las!&lt;br /&gt;  Ruszają zatrzymać Katarzynę przed samobójczym skokiem do wody&lt;br /&gt;   ŻEBRAK&lt;br /&gt;  Do publiczności&lt;br /&gt;   Oto w końcu są wszyscy zalotnicy!&lt;br /&gt;   Paniczyk, fircyk i kochanek – szczęścia pomocnicy!&lt;br /&gt;   Wszak wiadomo, co potrzebne kobiecie&lt;br /&gt;   I wyjątku próżno szukać w bożym świecie.&lt;br /&gt;   Po pierwsze, kobieta mieć musi bogactwo,&lt;br /&gt;   Aby móc spełnić każde swe dziwactwo.&lt;br /&gt;   Piękny mąż by wśród przyjaciółek podziw wzbudzać,&lt;br /&gt;   A w domu, nie tylko sprzątać, ale też wyglądać. &lt;br /&gt;   No i w końcu kochanek, geniusz zabawny,&lt;br /&gt;   Który w alkowie zawsze będzie sprawny…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Tekst inspirowany twórczością Jacka Kaczmarskiego. Fragmenty śpiewane to jego piosenki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-8229468737397773075?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/8229468737397773075/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2008/10/mio-kobieca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/8229468737397773075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/8229468737397773075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2008/10/mio-kobieca.html' title='Miłość kobieca'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-5889920737016242605</id><published>2007-11-07T22:28:00.000+01:00</published><updated>2007-11-07T22:32:42.482+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bóg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ziemia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stworzenie świata'/><title type='text'>Stworzenie świata</title><content type='html'>Jeśli wolisz czytać w wordzie napisz do mnie falard@gmail.com&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Na początku było Nic. Nie można powiedzieć, że nie było Niczego, bo to oznaczałoby czegoś brak, a wtedy niczego nie brakowało. Przeciwnie, było wszystkiego pod dostatek czegokolwiek, ktokolwiek zapragnął, było Nic. I nie było w tym nic dziwnego, gdyż nie było nikogo, kto mógłby czegoś potrzebować. Sytuacja radykalnie się zmieniła wraz z pojawieniem się Jego. Ten ów On pojawił się zupełnie niespodziewanie. Był pierwszym, który zapełnił Nic. Kiedy się rozejrzał, zobaczył, że poza Nim nie ma niczego. Zamyślił się i wtedy powstała Myśl. Pierwszy był Nią tak zafascynowany, że pewnie nie stworzyłby nic więcej… Ale Myśli zaczęły Go dręczyć, że potrzeba czegoś jeszcze…  Zadumał się ponownie i tym razem nie dał się rozproszyć pierwszej Myśli. Postanowił stworzyć Światło, a źródłem jego miała być Gwiazda. I uczynił miliardy Gwiazd, a dookoła niego powstała jasność. Szybko jednak zaczęła go drażnić ciągła jasność. Znowu zdał się na Myśl, która podsunęła mu pomysł, stworzenia Planet. Tak oto z Gwiazd wystrzeliły odłamki lawy, które uformowały się w kule. Światło zostało przysłonięte miliardami miliardów planet. Stwórca, bo tak postanowił siebie nazywać, był zadowolony. Przyglądał się reakcją termojądrowym na Gwiazdach, przyglądał się płynącej lawie na Planetach, jednak czegoś wciąż Mu brakowało. Życia… Wyobraził sobie więc istotę o dwóch nogach, rekach i głowie – wizja spodobała Mu się. Zszedł więc na najbliższą sobie Planetę, wyrwał ze swojej wyobraźni postać Człowieka i ożywił go. Ten spadł jednak natychmiast do lawy i niezdążywszy wydać głosu spłonął. To Go rozgniewało. Czym prędzej ugasił lawę i sprawił, że cała Planeta stała się twardą skałą. Ponownie stworzył Człowieka, tym razem ten przeżył dłużej, jednak też zginął. Twórca zrozumiał, że istota musi umierać i zapamiętał to. Następnie postanowił stworzyć Wodę, aby Jego dziecię mogło się napić. Niestety, kolejny potomek Wszechmocnego również zginął, bo Jedyny wrzucił go do wody i utopił. Później już był ostrożniejszy i postawił Człowieka obok wody. Zauważył również, że w pobliżu jeziora zaczyna rosnąć trawa i drzewa. Stworzył więc na Ziemi morza, rzeki i jeziora. Badania czwartego śmiertelnika pozwoliły odkryć Jedynemu, że potrzeba jedzenia. Sprawił więc, że na drzewach wyrosły owoce. Jednak wszystko, zupełnie nagle, zaczęło umierać. Ten, który był od początku przywołał ponownie na pomoc Myśli. Miliardy z nich odrzucił, lecz w końcu znalazł jedną, której potrzebował. Stworzył Niebo, a potem znowu przywrócił do życia rośliny i człowieka. Był z siebie dumny. Człowiek jednak zaspokoiwszy swoje potrzeby zaczął się nudzić i narzekać na swojego Ojca. Stwórca więc, gdyż z natury lubił sprawiać ludziom przyjemność, począł zwierzęta. Mężczyzna, bo tak nazwał swojego wychowanka, bawił się z mniejszymi od siebie istotami, a kiedy zgłodniał zabił jedno z nich i zjadł. Jednak nagle poczuł zmęczenie, a nie potrafił zasnąć kiedy Gwiazda ciągle była w zenicie. Twórca szybko zrozumiał ten problem i ruszył wszystkie Planety wokół własnej osi, tworząc dzień i noc. Pan obserwował jak człowiek starzeje się i w końcu umiera. Zdziwił się, że zwierzęta, których stworzył więcej i nie przejął się tak nimi ciągle żyły. Najwspanialszemu udało się rozgryźć i ten problem, uczynił Mężczyznę i Kobietę, przykazał im kochać się i rozmnażać, aby ich gatunek mógł trwać i zasiedlać Ziemię. Stwórca zapomniał już, że kiedyś nie było niczego, nie wiedział, że kiedyś było Nic. Postanowił już więcej nie wtrącać się w życie swoich dziatek, był z siebie dumny. Zrozumiał, że Jego zadanie zostało wykonane, teraz nie pozostaje mi nic innego jak podziwianie swojego dzieła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-5889920737016242605?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/5889920737016242605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2007/11/stworzenie-wiata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/5889920737016242605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/5889920737016242605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2007/11/stworzenie-wiata.html' title='Stworzenie świata'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-6329826832144496122</id><published>2007-10-31T22:41:00.000+01:00</published><updated>2007-10-31T22:54:31.625+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ufo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='romek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziewczyna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chłopak'/><title type='text'>Historia, która się nie wydarzyła...</title><content type='html'>Jeśli nie lubisz czytać na blogu napisz do mnie e-maila na adres: falard@gmail.com. W temacie wpisz pierwsze słowo tytułu opowiadania, które Cię interesuje, a w treści podaj proszę czy masz Office 2007 czy też nie. (dzięki temu będę mógł wysłać plik w odpowiednim formacie, bo nowy office zapisuje pliki w formacie, którego stary nie czyta). Zapraszam do lektury:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;6.30 rano…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Romek! Wstawaj! Spóźnisz się do szkoły! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Poniedziałek! Najgorszy dzień w tygodniu głos mamy wyrywający&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;ze snu… Cholera!&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Próbuję spać dalej, odwracam się na drugi bok, naciągam kołdrę na uszy…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;- Romek! Wstawaj! – mama nie daje za wygraną.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No już! Wyluzuj!&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;- w końcu muszę poddać. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Powoli z namaszczeniem wstaje lewą nogą. Tak, lewą właśnie, bo co mnie obchodzą jakieś przesądy?&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Zerkam przez okno… Cóż za niespodzianka, ciemno! Jak ja nienawidzę wstawać przed słońcem! Naturalną koleją rzeczy jest wstawać, kiedy już słońce wzeszło, nawet kury się wcześniej nie budzą! Jednak moja mama jest szybsza! Jest jak stary kogut... Najlepiej wie, kiedy słońce powinno wzejść, nawet lepiej od samego słońca. Jeśli według niej nadszedł czas… Krzyczy na cały głos „ROMEK WSTAWAJ!”. Nie ma co, żyć nie umierać. Cholera…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;7.30…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Autobus stoi już na przystanku, ja mam jakieś &lt;st1:metricconverter productid="50 metrów" st="on"&gt;50 metrów&lt;/st1:metricconverter&gt; do przebiegnięcia… Nie, nie biegnę i tak wiem, że kierowca nie poczeka. Macham mu tylko radośnie środkowym palcem, kiedy ochlapuje mnie wodą z kałuży przejeżdżając obok… Psia mać, czy wspominałem już, że nienawidzę poniedziałków? Plecak waży chyba z 10 kilo, gruba kurtka, zimno, mokro i szaro to wszystko działa na mnie jak płachta na byka.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Mam ochotę kląć na cały głos, ograniczam się jednak do szeptu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Następny autobus będzie za 20 minut spóźnię się… Nie dobrze, będzie się Karzeł wściekać, nieważne, nie mam ochoty się tym przejmować, jeszcze nie teraz…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;8.30…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ooo!!! Romuś przyszedł… Ciekawe po co i tak będziesz miał nieobecność – dodała z mściwym uśmieszkiem. - Siadaj i nie przeszkadzaj. A jeśli cię usłyszę przejdziemy się do dyrektora – Karzeł pomachała groźnie kredą, co ona sobie myśli? Przechodzę specjalnie jak najbliżej niej, żeby poczuła się jeszcze niższa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Trzeba wam wiedzieć, że naprawdę nie nazywa się Karzeł, tak ją potajemnie nazywają uczniowie. Prawdziwego nazwiska nikt nie pamięta, było zbyt trudne do zapamiętania dla przeciętnego nastolatka. Karzeł należy do nauczycieli zakwalifikowanych do „metr pięćdziesiąt kompleksów” – okropny gatunek! Nawet wtedy, gdy w klasie jest względnie cicho i staramy się być grzeczni wścieka się, o byle co! A to, że nie źle siedzimy, że jeszcze nierozpakowani, że nie doczytaliśmy ostatniego tematu i teraz musi marnować lekcje, żeby go dokończyć. I co jeszcze? Najlepiej, żebyśmy sami przerabiali całe tematy, a ona będzie nam tylko sprawdziany robić! I to nie takie zwykłe, o nie! Co to za sprawdzian, jeśli przynajmniej połowa klasy nie dostanie 1?&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Odnalazłem miejsce na końcu klasy obok Tomka. Jedyny człowiek w tej klasie, z którym mogę normalnie porozmawiać. Reszta? Głupie laleczki i napakowani frajerzy…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Cisza! Ja tego nie rozumiem, jesteście w 3 klasie! Za prawie dokładnie pięć miesięcy będziecie pisać egzamin, a wy w ogóle nie uważacie na lekcji! Romek nie odzywaj się, kiedy mówię! – akurat ukradkiem ziewałem, ale jej malutki rozumek wydedukował, że rozmawiam. – Nie dość, że spóźniasz się pół godziny na lekcje, to jeszcze przeszkadzasz w jej dokończeniu. Zapraszam, dokończ ją za mnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Z przyjemnością – odpowiedziałem siląc się na powagę. Co może was zaskoczyć, lubię się uczyć. Właściwie wszystkiego… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Spojrzałem na notatki Tomka. A więc omawiali właściwości fizyczne kwasu octowego? Wstałem i ruszyłem spokojnym krokiem do tablicy. O czym mogą teraz mówić? Przeskoczyłem nad plecakiem, który jakiś głąb podsunął mi pod nogi i wziąłem kredę z biurka Karła. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Kwas octowy reaguje z magnezem, produktami tej reakcji jest octan magnezu i wodór…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Siadaj! Jedynka! I uwaga za przeszkadzanie w lekcji. O tym będziemy jeszcze mówić, ale później, mieszasz swoim kolegom w głowach! – uśmiecha się mściwie i chwyta długopis.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Kwasem octowym można również doprowadzić do zobojętnienia zasady sodowej…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Chcesz drugą jedynkę? – czyżby w jej głosie pojawiła się nuta obawy? No cóż, postanowiłem ciągnąć dalej, popierając swoje słowa zapisując odpowiednie równania na tablicy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Kwas ten ulega również wszystkim reakcjom spalania… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dosyć tego! Nie będziesz mi rozwalał lekcji według swojego „widzimisię” – a więc to nie był strach... Zerknąłem tylko ile jedynek mi wpisała, trzy… Mogło być gorzej i wróciłem do ławki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie będziesz mi już przeszkadzał? A więc… Kwas octowy reaguje z magnezem… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;*Dzwonek*&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- O! Nie zdążyłam dokończyć lekcji… resztę doczytacie sobie w domu. Na zadanie domowe zróbcie zadanie 1, 2, 3, 4, 5, 6 ze strony 64. Przerwa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Tylko sześć zadań do domu? Widać wytrąciłem ją z rytmu. Każdemu może się zdarzyć. Wrzuciłem książki z powrotem do plecaka i dogoniłem Tomka, który już wychodził z klasy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Hej – zagadnąłem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No hej. Nieźle ją wkurzyłeś. Będzie się nad tobą znęcać do końca gimnazjum.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No ba… Długo nad tym myślałeś? – odrzuciłem zgryźliwie. Mimo wszystko humor mi się troszkę poprawił. – Najwyżej zdam komisyjnie… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tyż prawda.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Na tym skończyliśmy naszą milutką pogawędkę, bo właśnie weszliśmy na główny korytarz szkoły. Dlaczego główny? Ach… To proste, na tym korytarzu jest sklepik, a obok pokój nauczycielski i gabinet dyra, trzy miejsca niezbędne do szczęścia. Około setki osób na 150-ciu metrach kwadratowych, niewiele? Hy… Dodaj do tego wielkie plecaki, jakie uczniowie zwykli nosić.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Z każdej strony słyszę fragmenty rozmów, czasami lubię się im poprzysłuchiwać. „A wiecie co? Wczoraj byłam u fryzjera i wyobraźcie sobie jaki głupek! Najpierw mi umył włosy, a potem obciął!” Interesujące prawda? „Kurwa, stary… Wczoraj byłem na pakerni, a tam taki koleś jak mnie dwóch. Normalnie pół Pudziana i taki tekst rzuca &lt;&lt;a&gt;&gt; i bierze 160 na klate! Myślałem, że pierdolne…” Fascynujące. Chciałem posłuchać jeszcze co tam piszczy wśród nauczycieli, ale tłum popchnął mnie dalej. Gdzieś przed sobą widziałem Tomka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Kiedy wreszcie udało nam się przecisnąć do jakiegoś bocznego korytarza odetchnęliśmy z ulgą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Co teraz mamy? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Mmm – podrapałem się po głowie. Cholera, zapomniałem umyć włosów… Nieważne. – Wuef zdaje się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;8.50… męska szatnia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Co tu tak śmierdzi? – padło pytanie bezimiennego autora. Dlaczego bezimiennego? Cóż… To pytanie pada zawsze od pokoleń w męskiej szatni. Odpowiedz też jest równie leciwa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ty! Dopiero jak wszedłeś zaczęło!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;8.55… dzwonek na lekcje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Zbiórka. Dyżurny zamelduj klasę!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wystąpiłem, a co mi tam. Nie jestem dyżurnym, ale prawdziwy dyżurny właśnie się drapie po wewnętrznej stronie uda, nie mając pojęcia o swoim zdaniu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dzień dobry! Uprzejmie melduję klasę trzecią A jak Afrodyta, bądź Ala – to przecież wuefista… Nie będzie wiedział kim była Afrodyta i uzna, że się z niego naigrywam. A Ala to takie ładne imię... - Stan klasy 10 osób, brak 3 w postaci: Kowalski, Norczyk, Borowik. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dziękuję, proszę za mną na salę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Sala przystosowana do gry w koszykówkę, siatkówkę i halówkę. Oczywiście… Tych dwóch pierwszych sportów przez trzy lata niedane mi było doświadczyć ani razu. Halówka jest odpowiednikiem piłki nożnej, tylko, że jest trochę bardziej bezmyślna. Zmiana ta jest spowodowana ograniczoną przestrzenią, dzięki czemu nie trzeba się martwić, że piłka wypadnie poza boisko. Spojrzałem na ów okrągły przedmiot, leżący na środku. Policzyłem do dziesięciu… Hy, mógłbym przewidywać przyszłość. Piłka już zdążyła zmienić miejsce kilkakrotnie, oczywiście z drobną pomocą tej wesołej gromadki, która właśnie weszła. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Oddajcie mi piłkę – ziuum… Ktoś kopnął prosto we wuefistę, ale to wysportowana bestia jest… Złapał. – Dziękuje. Zróbcie sobie cztery kółeczka dookoła boiska i rozgrzejcie się. Potem sobie pokopiecie – usiadł na ławce, wyjął telefon komórkowy i wystukał jakiś numer.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wuef jest idealna lekcją do rozmyślań nad sensem swojego jestestwa, oczywiście jeżeli założymy, że taki sens w ogóle istnieje. Jak zwykle po wybraniu drużyn i gwizdku nauczyciela rozpoczęła się kopanina. Jestem wprost genialnym obrońca, unikam piłki dopóki ona unika mnie, a jeśli zbliży się na tyle bym mógł ją kopnąć, robię to. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nie zawsze jestem taki złośliwy i wściekły na cały świat. Pamiętam, kiedyś jak byłem małym chłopcem potrafiłem cieszyć się z drobiazgów… Miałem wtedy 5 lat, dostałem pod choinkę puzzle z „Bolkiem i Lolkiem”, byłem szczęśliwy. Układałem je, a potem rozkładałem i zabawa zaczynała się od początku. Do czasu kiedy po jakimś tygodniu gdzieś zapodział mi się puzzel z twarzą Lolka… Później swoje radosne chwile przeżywałem w podstawówce, kiedy dowiedziałem się, że napisałem egzamin najlepiej w klasie… Ach… A teraz? Od paru miesięcy chodzę rozdrażniony i nerwowy, podobno taki okres dojrzewania. Czuję, że to nie o to chodzi. Właściwie jestem tego prawie pewien, od momentu kiedy poznałem pewną dziewczynę, przy której cała złość uchodzi ze mnie i nie ma po niej śladu…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nagle poczułem potężne uderzenie w nos, dopiero po chwili zdiagnozowałem co mnie zaatakowało. Piłka, powaliła mnie na ziemię… Gra toczyła się dalej, więc szybko niczym komandos czmychnąłem na ławkę. Ból promieniował na cała twarz, zauważyłem ślady krwi na koszulce, nauczyciel też to zauważył, gestem (nie przerywając rozmowy przez telefon) odesłał mnie do pielęgniarki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;9.15… gabinet pielęgniarki…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Pobiliście się o dziewczynę? – pielęgniarka, kobieta miała swoje lata. Nie przepadałem za nią, chociaż mimo to miała mój szacunek, jako nieliczna w tej szkole.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Mówiłem już pani, to był wypadek dostałem piłką w nos. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- O tak… Za długo pracuję w szkole, młody człowieku, żeby wierzyć w takie wypadki. Nos nie jest złamany, posiedź tu chwilę i potrzymaj to, żeby zatrzymać krwawienie – worek z lodem w środku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ból minął, a ja mogłem powrócić do swoich rozmyślań… Ta dziewczyna… Nie jest zwykłą laleczką jak te, które mijam w szkole. Jest naprawdę ładna, a nie wspomagana godzinami pracy wielu osób i znacznym nakładem majątkowym. Ale nie wygląd jest najważniejszy! Poznałem ją przez Internet, przegadaliśmy już kilkanaście godzin przynajmniej, a rozmawiamy razem dopiero od tygodnia, raz spotkaliśmy się na krótkim spacerze, reszta to godziny spędzone na gadu-gadu. Działa na mnie jak narkotyk i herbatka uspokajająca w jednym. Narkotyk – kiedy z nią rozmawiam nie potrafię przestać się uśmiechać, świat nabiera nagle różowych, uzależniłem się od takiego stanu. Herbatka uspokajająca, kiedy wracam zmęczony do domu zamiast się wściekać i ciskać, siadam do kompa, wchodzę na GG i rozmawiam z moją drogą koleżanką. Chciałbym, żebyśmy kiedyś stali się czymś więcej niż tylko znajomymi z Internetu…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;9.40… *Dzwonek*&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;-&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt; No zmykaj już Romek, wyrzuć lód do kosza.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dziękuję, do widzenia – jakoś mnie te rozmyślania uspokoiły i zrelaksowały. Mogłem w pełni sił psychicznych wrócić do tej dżungli zwanej korytarzem szkolnym, po amerykańsku corridor, to prawie tak samo jak ten co walczy z bykiem, jak mu tam? Koreador, koredor, a może toreador? Nieważne. Sprytnie to amerykanie wymyślili, czasem sam się czuję jak ten korador, kiedy wychodzę na korytarz i muszę się nieźle natrudzić, żeby nie zderzyć się z kimś silniejszym (a takich, nie ukrywam, jest wielu).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Na korytarzu czekał na mnie Tomek, wyglądał na zmartwionego, nie byłem pewien czy to z mojego powodu, czy coś innego zaprzątało jego głowę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Co się stało? – zapytałem, żeby rozwiać swoje wątpliwości. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Myślałem, ze nos złamałeś. To ja ci tak przywaliłem, sorry.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Do wesela się zagoi – zażartowałem. – Chodźmy pod historię. Nie mam ochoty już na żaden wysiłek, a u Jezusa to nie grozi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Facet od historii - stary anarchista, słuchający punka, chodzący w glanach i w ogóle super człowiek, jedyną jego dosyć istotną wadą jest mało ciekawe prowadzenie lekcji… Na twarzy zawsze ma przynajmniej kilkutygodniowy zarost, włosy dosyć długie, stale poprawiane charakterystycznym gestem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jezusa dzisiaj nie ma – rzucił Tomek od niechcenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- CO!? – cały dobry humor wyparował bez śladu. – Kogo nam dali?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie chcesz wiedzieć… Karzeł się zgłosił, nie przeprowadziła z nami do końca lekcji i takie tam. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Załamałem się. To było ponad moje siły, od depresji uratowały mnie wibracje w kieszeni, SMS. „Cześć, a może spotkamy się dziś o 18?”. Odpowiedz mogła być tylko jedna. Kolejne godziny upłynęły mi jak w letargu, czekałem tylko na spotkanie, nawet udało mi się nie złapać kolejnej jedynki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;18.00… gdzieś nad stawem na jednym z wrocławskich osiedli…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Przyszedłem punktualnie, zająłem wolną ławkę i usiadłem tak, żeby móc obserwować, z której strony nadejdzie moja wymarzona dziewczyna. Tak, wymarzona, zdobyłem się w końcu na odwagę i przyznałem to przed samym sobą. To było chłodne popołudnie, ubrałem się w gruby sweter i kurtkę, a mimo to czułem zimne powiewy wiatru. Obserwowałem otaczającą mnie przyrodę, późna jesień odcisnęła na niej swe piętno. Liście spadły z drzew, a te, które pozostały były już całkiem żółte. Zazwyczaj w wodze pływają kaczki, jednak chyba już wyleciały w swą coroczną podróż. Ciszę zakłócały tylko czyjeś kroki na żwirowanej ścieżce… Przeniosłem wzrok w tamtą stronę. Ach! To ona. Nawet nie pamiętam jak była ubrana, pamiętam, że wyglądała cudownie. Zauważyłem, że idąc w moją stronę rozglądała się uważnie, nie w taki sposób jak ludzie, którzy się boją, że ktoś ich śledzi, raczej jak turysta w muzeum lub parku krajobrazowym… Wyglądała na trochę zmarzniętą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Cześć! – podniosłem się i ruszyłem w jej stronę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Cześć Romek – odpowiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć, cudownie się uśmiechała. Tak szczerze i niewinnie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zauważyła to i sama nawiązała rozmowę, potem poszło już łatwo. Rozmawialiśmy bez przerwy o wszystkim i o niczym. Poznawaliśmy się, czułem się z nią coraz lepiej. Jestem nieśmiały, nie chodzi mi o rozmowę z dziewczyną, a o zrobienie tak zwanego „pierwszego kroku”. Zastanawiałem się cały dzień czy powinienem, czy to nie za wcześnie, w końcu zastanawiałem się, czy starczy mi odwagi… Objąłem ją wyszło to jakoś naturalnie. Nie wyglądała na zaskoczoną tak zuchwałym zachowaniem (przez chwilę, która wydawała się dla mnie wiecznością, przebiegły mi przez głowę różnorakie myśli), wręcz przeciwnie, chyba na to czekała. Spojrzała na mnie (zakochałem się w tym spojrzeniu) i objęła mnie mocno. Spacerowaliśmy jeszcze do dwudziestej, Łucja rozglądała się i podziwiała, wyglądający normalnie, według mnie, krajobraz. Zapytana o to, roześmiała się tylko i już więcej nie widziałem, jej zaciekawionych spojrzeń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Odprowadziłem ją pod bramę, mieszkała w bloku niedaleko stawu, i chwile porozmawialiśmy, postanowiliśmy spotkać się ponownie w weekend. Przytuliłem ją na pożegnanie, ona przylgnęła do mnie i pocałowała mnie. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, ale instynktownie wiedziałem jak zareagować. Kiedy w końcu się rozstaliśmy poszedłem na przystanek. Do domu wróciłem przed dwudziestą pierwszą. Nie miałem ochoty nic jeść, żyłem miłością. Wziąłem szybką kąpiel i dosyć szybko położyłem się spać. Śniła mi się Łucja, chodziła w letniej sukience po jakiejś łące, ale trawa była żółta, a niebo było ciemno niebieskie. Patrzyłem na jej ruchy, były lekkie i płynne, na czole dostrzegłem krople potu, wydedukowałem, że pomimo pochmurnej pogody jest gorąco. Nie wiem dokąd szła i gdzie była, sny mają to do siebie, że są irracjonalne. Postanowiłem nie mówić jej o nim.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dni do spotkania mijały spokojnie. Uczyłem się jeszcze więcej niż zwykle, pragnąłem móc pochwalić się przed Łucją dobrymi ocenami. Kupiłem sobie budzik, uratował mnie przed krzykiem mamy, ustawiałem go na szóstą, żeby mieć pewność, że zdarzę na autobus. Zmieniłem się, nawet Tomek to zauważył, żartował, że to przez ten cios piłką. Nie zwierzałem mu się, po co? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Sen powtarzał się co noc. Zdążyłem zauważyć, że Łucja chodziła, we śnie, na jakiejś łące niedaleko rzeki, bardzo brudnej rzeki. Wyglądała jakby spacerowała zupełnie bez celu. Na głowie miała chustę, niebieska sukienka nie zbyt wyzywająca, ale ślicznie na niej wyglądała, na nogach japonki dopełniały wrażenie, że jest piękny letni dzień. Jednak coś nie pozwalało mi uwierzyć w tę teorię. Ciemno niebieskie niebo, a jednak bezchmurne. Zauważyłem przelot paru ciekawych samolotów, wyglądały jak z filmów sience-fiction, których się ostatnio naoglądałem... Kolor trawy wytłumaczyłem suszą, zdarzają się takie lata w Polsce. Tą brudną rzeką prawdopodobnie była Odra. Zastanawiałem się, co poza kolorem nieba jest nie tak?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Na dzień przed Wigilią…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nadeszły święta, spadł śnieg. Sen przestał mnie męczyć. Jak zawsze w Boże Narodzenie musiałem odwiedzić obie babcie, ale rodzice już parę lat temu wymyślili, że będziemy to załatwiać w jednym dniu, więc mieliśmy z Łucją sporo czasu dla siebie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wybrałem się na zakupy, chciałem kupić swojej ukochanej coś ładnego… Jak zwykle w tym okresie sklep był przesadnie udekorowany jakimiś Mikołajowo-Gwiazdkowymi akcentami. Zawsze na święta przypomina mi się „Grincz”, co z tego, że głównym odbiorcą filmu są dzieci do lat dwunastu. Ja w nim dostrzegam jakąś głębszą prawdę o nas samych, jesteśmy jak te Ktosie. Na tydzień przed świętami ogrania nas szał sprzątania, na dwa dni przed świętami – kupowania. A potem… Wszyscy są dla siebie mili i w ogóle jest wspaniale. Niech Bóg błogosławi tę cudowną krainę mlekiem i miodem płynącą, na której miałem szczęście przyjść na świat.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;SMS, pewnie Łucja. „Co robisz Romuś?”. Powinienem zostać jasnowidzem, co ja mogę napisać? Przecież nie wygadam się, że szukam dla niej prezentu. Ach, ta dziewczyna, ale co ja bym bez niej zrobił? Ja to mam szczęście, że ją poznałem. Na czacie, na którym w tej samej chwili jest kilkaset osób, zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, akurat my! To nie mógł być przypadek, na tym świecie nie ma czegoś takiego jak przypadek. Jest za to miłość, która zawsze wie kogo z kim połączyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Pokręciłem się jeszcze z godzinkę po sklepach, w końcu się zdecydowałem na cudownego misia. Na zewnątrz było już ciemno, mimo to postanowiłem przespacerować się do domu, nie miałem bardzo daleko. Poza tym jak na grudzień była piękna pogoda, księżyc w pełni, którego&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;nie przysłaniały żadne chmury, dawał sporo światła. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ruszyłem wesoło w stronę parku, byłem szczęśliwy jak nigdy. Szedłem pogwizdując i nucąc ulubione piosenki, wcale nie przejmując się podejrzliwymi spojrzeniami nielicznych przechodniów. W końcu są święta, które zawsze do tej pory wpędzały mnie w ponury nastrój, ale w te święta już nie będę się smucić. Co z tego, że cała rodzina ciągle za czymś goni i cały czas siedzę sam. A właściwie siedziałbym sam gdyby nie Łucja. Mam z kim się spotkać, z kim porozmawiać, a co najważniejsze, po raz pierwszy w życiu mam kogoś, do kogo naprawdę chce się przytulić. Kiedyś myślałem, że ludzi wcale nie ciągnie do bycia razem. Byłem sam i było mi z tym całkiem dobrze. Myślałem, „po co komu dziewczyna? To zbędny wydatek i strata czasu”. Światopogląd zmienił mi się o 180° stopni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;W końcu doszedłem do parku. Wyglądał strasznie, ale o dziwo nie bałem się, za bardzo. Nie zwolniłem kroku wchodząc na ścieżkę pośród drzew. Ich korony ograniczały dostęp światła, do mnie dochodziło go akurat tyle, żebym widział po czym Idę i co jest dwa kroki przede mną. W ciemności majaczyły grube pnie dębów i wąskie brzozy. Obok dróżki rosły krzaczki, dzięki nim wiedziałem, że pod śniegiem gdzieś tam jest żwirowa ścieżka. Nie byłem przesądny, ale zawsze, kiedy szedłem nocą wolałem się nie rozglądać na boki. Coś mi mówiło, że zbytnia ciekawość może „wywołać wilka z lasu”. Przebierałem nogami automatycznie i patrzyłem w niebo, czasem zerkając czy nie oddaliłem się za bardzo od krzaczków. Uwielbiam patrzeć w nocy na gwiazdy i księżyc. Czuje się przy ich ogromie taki malutki i tak mało znaczący. Gdzieś tam wśród tych małych punkcików może istnieć jakaś inna cywilizacja… Nagle jeden z nich(punkcik) zamrugał, ja też zamrugałem (oczami oczywiście), i powoli ruszył na północ (jednak nie mam pewności, zawsze miałem pewien problem w wyznaczaniu kierunków w terenie).&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Aż przystanąłem, złamałem swoją żelazną zasadę i rozejrzałem się dookoła za innymi świadkami tego zjawiska. Niestety, a może na szczęście, nikogo nie zauważyłem. Światełko zaświeciło jaśniej i ruszyło w przeciwną stronę, tym razem dużo szybciej.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Nie dość, że lecąc błyskawicznie zmieniło tak znacznie kierunek to jeszcze nie zauważyłem typowego dla ziemskich pojazdów momentu przyspieszenia. Wkrótce znikło mi z oczu. Stałem jeszcze chwile nie bardzo rozumiejąc co zobaczyłem. Kurcze, za dużo się filmów naoglądałem, wyobraźnia płata mi figle nawet na jawie… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ruszyłem szybciej do domu, muszę się przespać… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Wigilia…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wstałem około 9, w głowie miałem niewyraźny obraz wczorajszego dnia. Jakieś latające na niebie światło, to chyba był sen. Na wszelki wypadek po śniadaniu postanowiłem skorzystać z komputera i sprawdzić czy nic o tym nie napisali. Włączyłem Googla i wpisałem „UFO”, nie znałem, żadnego serwisu internetowego zajmującego się tym zagadnieniem. Pierwsze dwa linki niezadowoliły okazały się być zbyt rzadko aktualizowanymi stronami. Potrzebowałem strony, gdzie znajdowałyby się informacje „z ostatniej chwili”, dopisałem to do wyszukiwanych słów. Tym razem przeszukałem więcej odnośników, jeden z nich doprowadził mnie do pseudonaukowego artykułu niejakiego Dr. Pająka „Niewidzialna okupacja Ziemi przez UFO”. Pisał coś o UFOnautach, naszych bliskich krewniakach. Świr. Ciekawe kto mu dał doktorat? Szukałem dalej…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;W końcu na piątej stronie znalazłem to czego szukałem. Newsy. Był nawet jakiś dodany dzisiaj, popatrzyłem na zegarek 9.49, szybko pracują… „UFO nad Wrocławiem” otworzyłem pełną wersje wiadomości…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;„&lt;i style=""&gt;Dziś w nocy państwo Grzędowie dostrzegli na niebie Niezidentyfikowany Obiekt Latający. Około godziny 21 byli na spacerze z psem i zaobserwowali niezwykłe zjawisko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;&lt;jestem&gt;&gt;”…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;O, kurde… Czyli nie tylko ja to widziałem? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;i style=""&gt;„Jak poinformowali nas świadkowie całe zdarzenie trwało niemal, że minutę! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wszystkich świadków tej manifestacji UFO prosimy o kontakt z nami…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Kurde… A więc to faktycznie było UFO? A w środku siedzieli UFOnaci? Napisałem do nich maila i opisałem swoją wersje wydarzeń. Postanowiłem czekać na odpowiedź, może dowiem się czegoś jeszcze?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Na 12 byłem umówiony z Łucją, mieliśmy godzinkę, a potem niestety trzeba lecieć do rodziny. Obiad, kolacja, prezenty. Jeszcze mam jakieś półtorej godziny do spotkania, czym można się zając przez ten czas? Postanowiłem się już zacząć szykować… Czasu było aż nadto…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;12.00, tego samego dnia…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ładnie ubrany, ściskając w ręku tajemniczą torebkę ozdobioną wizerunkiem św. Mikołaja, czekałem na miejscu spotkania, Łucja przyszła punktualnie. Niebieska kurtka, nie była zapięta pod szyję, widziałem, że ma pod nią biała koszulę. Ciemna spódnica i eleganckie buty, wyglądała bardzo szykownie. Na ramieniu niosła czarną torebkę. Podobała mi się, poczułem dreszcz podniecenia na plecach.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Przywitaliśmy się czule i wręczyłem jej torebkę z misiem. Sam dostałem firmowe perfumy, poczułem się troszkę głupio, strasznie musiała się wykosztować. Postanowiłem, że będę jej czasem dawał róże, żeby jakoś ten dług wyrównać. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wesołych świąt moja droga – przypomniało mi się trochę po czasie, ale zrekompensowałem straty moralne, których musiała doznać całując ją.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wesołych świąt Romuś – roześmiała się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wyszedłem sobie wczoraj wieczorem na spacer…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Już od wczoraj zastanawiałem się czy powiedzieć Łucji o mojej wieczornej przygodzie, teraz, kiedy zacząłem wydało mi się to głupie, ale już za późno…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Aha? – ponagliła mnie troszkę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Spacerowałem sobie niedaleko parku i patrzyłem w niebo, wiesz jak to lubię, kiedy tak sobie kontemplowałem…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Opowiedziałem jej o wszystkim i uzupełniłem to w informacje znalezione dzisiaj w Internecie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Żartujesz? To fascynujące… - coś mi mówiło, że gra. Wyczułem w niej jakiś fałsz, chociaż nie wiem dlaczego…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Sam nie wiem co o tym myśleć. Może mam jakieś urojenia po prostu? Z drugiej strony relacja tych ludzi w necie…&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Przytrafiło ci się kiedyś coś takiego? – spojrzałem na nią uważniej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Aha… - nie wiedziałem czy przytaknęła, czy zaprzeczyła, czy może przypomniała coś sobie? – Kiedyś, ale to był sen… - wyglądała jakby wahała się czy mi powiedzieć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Co ci się śniło? Opowiedz mi, proszę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Śniło mi się, że jestem na takim statku. Wokół mnie ludzie podobni do mnie tylko, że w takich śmiesznych kombinezonach… Nie pamiętam nic więcej, to było dawno temu – nagle zakończyła temat.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nie poruszałem więcej tego tematu. Łucja najwyraźniej nie chciała o tym mówić, no cóż. Umierałem z ciekawości, ale nie chciałem jej robić przykrości. Rozstaliśmy się o trzynastej pod jej brama, pożegnaliśmy się długim „francuzem” i ruszyłem szybkim krokiem do domu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Bardzo zainteresowało mnie wyznanie Łucji. Moja wiedza na temat UFO była znikoma, więc nie wiedziałem czy w ogóle zdarzają się takie rzeczy jak wzięcia (później dowiedziałem, że nieświadomie użyłem fachowego zwrotu - wzięcie) na statek. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wróciłem około pół do drugiej, głowę miałem pełną różnych myśli. Przeplatało się w nich coś o statkach kosmicznych, o moim śnie, o śnie Łucji… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Romek! Co tak późno! Nie zdejmuj butów, bierz ciasto wychodzimy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Al…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Żadne, ale. Trzeba się było tak długo nie włóczyć z Łucją. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Kurde – wyraziłem swoje zdanie odnośnie tak wczesnego wyjścia. Chciałem jeszcze skorzystać z komputera. Trudno zrobię to wieczorem. Wziąłem ciasto i ruszyliśmy do babci…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: red;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;W samochodzie prawie w ogóle się nie odzywałem. Patrzyłem za okno na tych wszystkich ludzi, na te samochody. Miałem wrażenie, że odkrywam jakąś tajemnice dostępną tylko dla wybranych. Że jestem na progu nieznanego i być może to mi będzie dane poznać prawdę. Przypomniało mi się coś wyciągnąłem komórkę i napisałem SMS’a „No hej. Co byś powiedział na to, żeby jutro wyjść gdzieś? Piwo może albo zrobić jakąś drakę?” i wysłałem do Tomka. Potrzebowałem z kimś o tym wszystkim pogadać, a skoro Łucja z jakiegoś powodu unika tego tematu…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dojechaliśmy. Już wszyscy czekali tylko na nas. Było jak zwykle… Obiad, życzenia, prezenty, kłótnie pomiędzy babcia i prababcią i rozmowy o absolutnie wszystkim. Około osiemnastej zmyliśmy się i pojechaliśmy do rodziny od strony taty. Tam było jeszcze nudniej. Za to Tomek mi odpisał „OK.”. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wróciliśmy zbyt późno, żeby mi się chciało włączać jeszcze komputer. Wykąpałem się i poszedłem spać. Śniło mi się, że Łucja pilotuje statek kosmiczny i tłumaczy mi jak to się robi. Jesteśmy w dużym pomieszczeniu, jednak poza dwoma fotelami i pulpitem sterującym nic innego tu nie ma. Gładkie srebrne ściany, nie widzę też drzwi. Światło pochodzi gdzieś z góry, ale kiedy popatrzyłem do góry nie było tam nic co mogłoby być lampą. Mamy na sobie śmieszne białe kombinezony, bardzo dobrze przylegają do ciała, a zarazem są luźne. W pewnym momencie wstaje, nie chciało mi się już uczyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To zupełnie proste – skłamałem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zachodzę Łucję od tyłu, jest skoncentrowana na sterowaniu, więc nie zwraca na mnie uwagi. Głaszczę ją chwilę po włosach, nachylam się całuję w policzek i wsuwam jej dłoń pod kombinezon. Pieszczę chwilę kształtną jej kształtną pierś, wydała mi się idealna. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie jest ci zimno? – zapytałem czując pod palcami stwardniały sutek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie głuptasie, ale przestań nie mogę się skupić. Ty też się skup – spojrzała na mnie karcącym wzrokiem, a zarazem jakby z rozbawieniem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Speszony wróciłem na fotel i skupiłem się na lekcji… Sen wkrótce się skończył. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;7.30…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Obudziły mnie ujadające za oknem psy. Ruszyłem się i poczułem, że mam coś mokrego na pidżamie, zerknąłem pod kołdrę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Cholera! Nienawidzę tego!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zdarza mi się to nieregularnie czasem co dwa tygodnie, czasem co miesiąc lub rzadziej. Częstotliwość zależała chyba od… A… Cholera nieważne! Na dodatek zazwyczaj w nocy czułem kiedy to się dzieje, teraz nic. Chociaż domyślam się kiedy... Uśmiechnąłem się mimowolnie. Co za głupi wiek to dojrzewanie.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Przebrałem się, zwinąłem pidżamę i cisnąłem do łóżka(przecież nie podrzucę do prania, bo co powiem jak mama zapyta? „Romek, a dlaczego twoje spodenki są mokre?”), potem dopiero wsadziłem całą resztę i zamknąłem wersalkę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Włączyłem komputer i wszedłem na poznany ostatnio serwis. Znalazłem z tuzin historii o wzięciach i porwaniach. Większość z historii opowiadała o szarych istotach około półtora metra wzrostu, które rozbierały ludzi do naga (może dlatego Łucja się wstydziła o tym rozmawiać…?) i przeprowadzali na nich różne badania. Inni opowiadali, że te same istoty albo inne, bardzo podobne do ludzi, rozmawiały z nimi i uczyły ich jak mają żyć w zgodzie z natura… Przeczytałem wszystkie relacje. Czyżby sen mojej ukochanej wcale nie był snem? Wielu porwanym też najpierw wydawało się to snem. Potem znaleźli na sobie blizny po badaniach…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;SMS’a „No hej, o której się dziś spotykamy? Co powiesz na trzynastą?” – Tomek. „Wpadnę po ciebie” – odpisałem. Jest pierwszy dzień świąt chyba tylko my nigdzie nie jedziemy. Łucja jednak jedzie jeszcze dzisiaj, więc nie będę miał wyrzutów sumienia, że zamiast być z nią szlajam się z kumplem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Miałem jeszcze sporo czasu, nie chciałem znowu zacząć rozmyślać o tym wszystkim, to już powoli doprowadzało mnie do szaleństwa. Włączyłem grę i postarałem się, żeby do trzynastej przez moją głowę nie przeszła żadna myśl, co nie było zbyt trudne. Bowiem rozgrywka polegała na zabijaniu Niemców podczas II wojny światowej, co mimo wielkich ilości przeciwnika było szalenie proste. Z obłędem w oczach wyskakiwałem z pepechą na całą hordę sługusów furera, w pogardzie mając, że „Nec Hercules contra plures”…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;13.35…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Park o tej porze roku nie jest zbyt ładny. Drzewa pozbawione liści, tam gdzie biały puch już się stopił widać brunatną ziemię… Z Łucją na romantyczny spacer już wolałbym się wybrać do Rynku, ale na wypad z kumplem jest idealny. W pierwszy dzień świąt prawie nikt tu nie zagląda. Czasami tylko jacyś ludzie przemykają z psami, tylko na chwilę odeszli od stołu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Siedzieliśmy na oczyszczonej ze śniegu ławce. Pierwsze piwo przyjemnie szumiało już w głowach, drugie chłodziło się pod nami. Rozmowa płynęła leniwie po banalnych tematach. Prowadząc tą niewymagającą konwersację rozmyślałem o dużo poważniejszej sprawie. Jak zacząć? Co mu powiedzieć? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tomek wierzysz w UFO? – zapytałem otwierając kolejną butelkę o kant ławki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dziwne pytanie, dążysz do czegoś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Właściwie to tak – pociągnąłem łyk dla dodania sobie odwagi. – ostatnio miewam dziwne sny, jakby o przyszłości naszego świata, o statkach kosmicznych – zacząłem niewinnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Spoko, stary… - wyciągnął i otworzył swoją butelkę. – To tylko sny, wiesz, że różne rzeczy nam do dekielka przychodzą kiedy śpimy – roześmiał się, sięgnął po swoją butelkę i otworzył zębami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ale to nie wszystko… Widziałem UFO.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Tomek zakrztusił się i spojrzał na mnie dziwnie, próbował wyczytać w mojej twarzy czy żartuję. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Mówię poważnie – uprzedziłem jego pytanie. I opowiedziałem mu o obserwacji i o informacji w Internecie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- O kurwa… &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Szczerze mówiąc to myślałem, że Obcy są wymysłem reżyserów takich filmów jak Dzień Niepodległości… Wszczepili ci jakąś sondę?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie no… Nawet mnie nie zauważyli chyba.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie mów o tym nikomu więcej. Jak się dowiedzą, że rozpowszechniasz o nich informacje dorwą cię i wymarzą ci pamięć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Chyba naoglądałeś się za dużo filmów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Może tak, a może nie – odpowiedział filozoficznie. – Lepiej mieć się na baczności. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Spojrzałem na niego zaskoczony. Coś w środku powiedziało mi, że on coś wie, że nie jest zwykłym szarym kumplem z klasy. Dzisiaj jednak chyba nie chce już o tym rozmawiać, a może on też jest kosmitą i dlatego nie chce, żebym już nikomu o tym nie wspominał? Coś musiało być w moich oczach, bo roześmiał się kiedy na mnie popatrzył i dopił piwo, ale nie mówił nic więcej. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Chodźmy gdzieś, bo robi się zimno – wyrzuciłem pusta już butelkę do kosza stojącego obok.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wiatr wył pośród drzew, odkrywając brunatną ziemię. Owinąłem się szczelniej szalikiem i naciągnąłem mocniej czapkę. Zimno się zrobiło. Tutaj w parku gdzieś jest staw czy może jezioro? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Czasami widziałem tutaj latem dzieciaki kąpiące się, a zimą śmigają na łyżwach…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ciekawe czy można chodzić po lodzie – wskazałem głowa z pozoru pustą przestrzeń przysypaną śniegiem. Tam o dziwo wiatr nie rozwiał go prawie wcale.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Sprawdzimy? – wyczarował z kieszeni paczkę całkiem sporych petard. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- O? Na Sylwestra?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie – pokręcił głowa. – Nigdy mnie to nie kręciło… Z czego tu się cieszyć, że w kalendarzu inna data. Po prostu teraz łatwiej kupić, a czasami się przydają.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Odpalił i rzucił parę metrów od brzegu. Huk zaskoczył mnie, spodziewałem się cichego pyknięcia, no może nie tak zupełnie cichego, ale to co usłyszałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tomek tylko roześmiał się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Niezłe nie? Achtung, achtung nazi! – rzucił kolejną prawie dokładnie w to samo miejsce, w lodzie powstała dziura o kilkucentymetrowej średnicy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To legalne? Znaczy te petardy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie. Jak sądzisz co by się stało z ręką gdybym tego nie wyrzucił na czas? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Chciałem coś odpowiedzieć, ale wiatr dmuchnął mi prosto w twarz i zachłysnąłem się powietrzem. Zaczął padać śnieg. Rozejrzałem się dookoła, widoczność była bardzo słaba, gdyby ktoś chciał się teraz do nas zakraść mógłby to zrobić bez najmniejszych problemów. Nawet dziecko by sobie poradziło. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Mogę rzucić?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tylko uważaj – podał mi parę sztuk.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Odpaliłem po kolei i rzuciłem jak najdalej. Seria wybuchów przeszyła powietrze, na tafli było widać oczysz one ze śniegu miejsca i porysowany lód. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A jak tam z tą twoją laską? – kolejny wybuch.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jak? Cudownie – uśmiechnąłem się. – Zakochałem się wiesz? Dziwne uczucie, ale bardzo mi z tym dobrze. A jak tam u ciebie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- U mnie po sta… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Stać policja!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- O kurwa! – oboje padliśmy na ziemię. Strasznie głupi odruch, niezbyt ułatwi ucieczkę. Łatwo nas zaszli.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Świeciły dwie latarki jedna za nami druga na lewo od nas. Nie było tak źle nie zaszli nas z każdej strony. Albo nie mieli dość latarek… Spojrzałem na Tomka, tamten właśnie przygotowywał petardy. Mrugnął do mnie i wskazał jezioro, chyba miał jakiś plan. Zapomnieliśmy sprawdzić czy lód wytrzyma, ale teraz nie było czasu… Byliśmy nietrzeźwi, nieletni i z nielegalnym materiałem wybuchowym.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Run forest, run. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Rzuciliśmy się przez jezioro omijając miejsca wybuchów. Tomek odpalał petardy i rzucał pod nogi uniemożliwiając pościg. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Cholerni gówniarze osłabiają lód – usłyszeliśmy jeszcze, ale nie obracaliśmy się pędziliśmy jak szaleńcy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dobiegliśmy do drugiego brzegu nie obracając się. Dotarliśmy do jakieś bramy i ukryliśmy się w niej dysząc strasznie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Kolejny raz udało się przeżyć – powiedział Tomek z satysfakcją chowając draskę i petardy do kieszeni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To… to nie był twój pierwszy raz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jak by ci to powiedzieć...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dobra nie mów, nie chce wiedzieć – powoli uspokajałem oddech.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Powinniśmy się rozdzielić szukają dwójki młodych. Samotnych nie powinni zaczepiać, chociaż nie wiadomo, mało ludzi się teraz po ulicy kręci. Ja mam tutaj blisko do domu. Przekradnę się jakoś. Tobie radze jak najszybciej wsiąść do autobusu i pojechać do siebie. Tam niedaleko jest przystanek – wskazał ręką.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A co jeśli mnie złapią? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie wiem. Nie daj się złapać. Dobra, trzeba iść. Zaraz będą po tej stronie. Uważaj na siebie. Na razie – wyszedł z bramy i skierował się idealnie spokojnym krokiem do domu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nagle poczułem się tak przeraźliwie samotny. Wyszedłem z bramy i szybkim krokiem poszedłem na autobus, miałem szczęście przyjechał prawie natychmiast…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;31 grudzień… 9.21…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Dni mijały szybko, były krótkie. Zimą nie mogę się oprzeć wrażeniu, że można by nie wstawać z łóżka. Zwłaszcza kiedy mam doła. Tak było tym razem. To wszystko nie daje mi spokoju, czuję się jakby ktoś od środka wiercił mi w głowie dziury. Czasem już myślę, że zapomniałem, a nagle przychodzi jak tusami... Myśl o Łucji. To dziwne uczucie. Kiedy jestem z nią czuję wszechogarniającą radość. Mógłbym śpiewać i tańczyć, nic to, że nie czuję muzyki i wyginam się zupełnie nie do rytmu, nie wspominając o moim głosie… Dla niej w tych chwilach zapominam o wszystkim. A kiedy jestem sam… Zastanawiam się kim ona właściwie jest? Pojawiła się w moim życiu tak nagle, a ja od razu straciłem dla niej głowę. Wraz z nią pojawiły się dziwne sny i dziwne światła na niebie, które kiedyś były gwiazdami… A może ona jest jednym z nich? Bzdura. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Komórka zawibrowała na szafce obok i wyrwała mnie z tych ponurych rozmyślań. „Dzień dobry kochanie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; font-family: Wingdings;"&gt;&lt;span style=""&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;. Jak dzisiaj planujemy dzień? Rodzice o 16 wychodzą i wrócą jutro rano…” – Łucja. Jej rodzice… dziwne, że jeszcze nigdy ich nie spotkałem. Łusia mówi, że są nienormalni i nie mam czego żałować, skoro tak twierdzi… Nie wnikam. „No to ja wpadnę o tej 16 do ciebie. I może wcześniej jakiś spacerek, może o 11?” „OK.”. No to już jestem umówiony na dzisiaj… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zebrałem się z łóżka i powlokłem się do kuchni, po drodze zajrzałem do łazienki odświeżyć się trochę, przy stole siedziała już moja mama i paliła pewnie już kolejnego papierosa. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Cześć, pozatruwasz nas wszystkich.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Zrobiłam ci śniadanie – wskazała na stół, gdzie leżały wyglądające całkiem apetycznie kanapki. – Co dzisiaj masz w planach?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Spacer i idę świętować Nowy Rok u Łucji – odpowiedziałem biorąc się za śniadanie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Acha – wyrzuciła peta i poszła do pokoju.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zacząłem przeglądać „Gazetę”. Jak zwykle nic ciekawego, jakieś afery polityczne. Przerzucałem kartki przelatując wzrokiem tytułu artykułów. „Kaczyńscy realizują swój plan”, „USA buduje tarczę antyrakietową”, „Brązowy Adam”, „Młoda dziewczyna światkiem lądowania UFO”… Co? „W dniu wczorajszym dwóch świadków uratowało młodą dziewczynę przed porwaniem przez obcych. &lt;&lt;zauważyliśmy&gt;&gt; Łucja Janiak, bo tak nazywa się dziewczyna niczego nie pamięta. Nie wie skąd się tam wzięła ani gdzie szła. Jest oszołomiona, nie chce się wypowiadać na temat całego zajścia.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Doczytałem artykuł do końca, nic więcej ciekawego tam nie znalazłem. O kurde, cholera jasna! Podskoczyłem i przewróciłem taboret. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Co ty tam Romek wyrabiasz? – dobiegło z pokoju rodziców.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nic, nic… - kręciłem się po kuchni w kółko i biłem się dłonią w czoło. – Myśl Romek, myśl. O co tu chodzi?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nie dojadłem też śniadania ani nie dopiłem herbaty. Jedenasta nadeszła zbyt szybko, nie zdążyłem sobie nic uporządkować w głowie. Zwinąłem gazetę do plecaka i ruszyłem na spotkanie z tajemniczą ukochaną. Wiedziałem już co zrobię…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;i style=""&gt;11. 06…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dobiegłem na miejsce spotkania, Łucja już czekała. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Cześć, wybacz spóźnienie – pocałowałem ją na powitanie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nic się nie stało – wyglądała na zamyśloną.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wiesz co kochanie – zacząłem wyciągając „Gazetę” z plecaka. – Musimy pogadać. Co to jest? Opowiesz mi o tym? – dokończyłem już potulniej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tak… - westchnęła ciężko. – Wiedziałam, że nadejdzie ta rozmowa… Nie sądziłem, że tak szybko… Zacznę od początku dobrze?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Objąłem Łucję, żeby dodać jej otuchy i kiwnąłem głową, żeby zaczynała. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;– Pamiętasz jak podczas pierwszych spotkań rozglądałam się uważnie? Sen, który ci się śnił przez pierwszy miesiąc, kiedy się poznaliśmy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tak… - nastraszyła mnie. Przecież nic jej o śnie nie mówiłem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Rozglądałam się tak, ponieważ nie pochodzę z twoich czasów. Urodziłam się w 2057 roku. Po III wojnie światowej, która zniszczyła ekosystem Ziemi…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Całe szczęście, że widziałem wtedy swojego wyrazu twarzy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Eee… - tylko tyle zdołałem wykrztusić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Niebo wygląda u nas tak zawsze. Zostało zanieczyszczone podczas wojny, do atmosfery dostaje się ciepło, ale dużo trudniej z niej uchodzi. Zimą jest około dwadzieścia pięć stopni, latem ponad pięćdziesiąt.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jaka wojna? Kto z kim? Łucja o czym ty mówisz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Stanów Zjednoczonych z Rosją. USA, już niedługo, wyrazi chęć wybudowania tarczy antyrakietowej na terenie Polski i Czech – przypomniał mi się tytuł w gazecie… - Oficjalnie miałaby ona chronić przed atakami z Iranu, Korei Północnej i innych „niepewnych” państw. W praktyce tarcza będzie nastawiona głównie na Rosję. 7 stycznia prezydenci Polski i Czech ustalą oficjalne stanowisko na ten temat – zgodzą się. Putin prawie natychmiast wyrazi swój sprzeciw, 10 stycznia pentagon ogłosi, że nie mają zamiaru przejmować się rosyjskim wetem… &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zostałeś starannie wybrany. W trakcie wojny będziesz partyzantem, uczyłam się o tobie na historii. Przeczytałam kilka książek poświęconych twojej osobie, jestem twoją wielbicielką. Ale do rzeczy… Kiedy wybuchła wojna walczyłeś zarówno przeciwko Amerykanom jak i Rosjanom. Zbierałeś oddziały, które dzięki twojemu dowództwu zabiły setki tysięcy żołnierzy po obu stronach konfliktu. Pomimo, że pod sobą nie miałeś nigdy więcej niż dwadzieścia tysięcy ludzi…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Zostałem wybrany, ale do czego? A my? To wszystko fałsz? Jestem dla ciebie tylko jakimś facetem z książek historycznych? - byłem totalnie załamany. Zupełnie nie obchodziło mnie to co powiedziała, jakaś polityka… Zrozumiałem tylko jedno, wcale mnie nie kocha, nic dla niej nie znaczę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Romek, to nie tak! Miałam z tobą tylko nawiązać kontakt, zaprzyjaźnić się…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Skoro potrafisz się cofnąć w czasie to dlaczego sama nie możesz zmienić historii? To się nawet nie klei! – nawet nie wiem dlaczego ciągle z nią rozmawiałem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To dość skomplikowane. Nazywamy to efektem prawidłowego nurtu, tak wiem to głupia nazwa... Nigdy nie uda mi się wykonać tego zadania. Nawet gdybym była już o krok… Nagle coś przeszkodzi mi w dokończeniu misji. Ponieważ gdyby, jakimś cudem, mi się udało wykonać zadanie, wojna nigdy by nie wybuchła, a ja nie miałabym po co się cofać w czasie i nigdy bym się tu nie pojawiła, i nie powstrzymała wojny, więc ta wybuchnie…. To bardzo pokręcone zagadnienie nasi naukowcy próbują to jakoś sensownie opisać, jednak już nie jeden oszalał badając to zjawisko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dość, nie mam ochoty więcej tego wysłuchiwać. Nie chcę wiedzieć do czego jestem ci potrzebny. Nie wierze ci już… Żegnaj – poczułem, że zaraz się rozpłaczę. Odwróciłem się i odbiegłem, czułem, że łzy ciekną mi po policzkach, nie potrafiłem ich zatrzymać. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Kiedy byłem już daleko usłyszałem: „Romek, kocham cie!”. Nie zatrzymałem się… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: red;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;i style=""&gt;12.13…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Dotarłem pod swoją bramę i postanowiłem się tutaj na chwilę zatrzymać i odetchnąć. Łzy powstrzymałem już w autobusie. Tylko ciągle myśli pędziły mi jak szalone, o co w tym wszystkim chodzi? Kim jest Łucja? Czy to co powiedziała było prawdą? Najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że i tak zrobię to o co mnie prosi. Zaangażowałem się już za mocno, by móc to tak po prostu przerwać. Tylko muszę się dowiedzieć w co zostałem wciągnięty… Wziąłem głęboki oddech, wszedłem do bramy i ruszyłem po schodach na swoje piąte piętro.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Po drodze patrzyłem tępo na zielono-białe ściany klatki schodowej. Parter… Pół piętro zsyp, pierwsze piętro tutaj ktoś sobie postawił jakąś wiekową kanapę i powiesił kwiatki. Pół piętro schowek. Drugie piętro sąsiedzi urządzili sobie suszarnie dla kwiatków róże, tulipany, żonkile, słoneczniki… Przymocowane gwoździami do ściany. Zsyp. Trzecie piętro… Nic ciekawego, tylko w kącie stoi jakiś karton z niewiadomo czym. Schowek. Czwarte piętro – składak przypięty grubachnym łańcuchem do kaloryfera. Zsyp i moje piąte piętro. Nawet oddech mi nie przyspieszył. Otworzyłem sobie drzwi i przywitawszy się z rodzicami zaszyłem się w swoim pokoju.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Co za szczęście, że mam swój pokój. Mały i zagracony, ale własny. Ogromna szafa w kącie zajmuje sporo miejsca, za to mieszczą się w niej ubrania „wieszakowe” całej rodziny. Łóżko typu wersalka i biurko, żebym miał gdzie się uczyć. Żółte ściany i żółte rolety na oknach czasami działają na mnie jak płachta na byka, ale nie tym razem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ułożyłem się na tapczanie i przymknąłem oczy. Za dwa dni wycieczka szkolna… Do tego czasu nie będę się kontaktował z Łucją, po powrocie do niej zadzwonię i zażądam wyjaśnień… To znaczy poproszę o nie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wcześnie zasnąłem nie miałem ochoty czekać do północy i wypominać sobie „właśnie w tej chwili mogłem spędzać czas z moją dziewczyną…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;9.00…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;- Wszyscy są? – zapytała Bąkiewicz. Moja pożal się Boże wychowawczyni. Udało nam się ją kilkakrotnie doprowadzić do płaczu na lekcji… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tak.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No to wsiadamy, nie przepychać się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Tuż pod szkołą stał całkiem przyzwoicie wyglądający autokar. Ładnie pomalowany w kolory znanej firmy przewoźniczej wyglądał niezwykle otoczony zdezelowanymi samochodami rodziców. Nigdzie nie widziałem fiata mojego ojca. Pewnie zaraz jak mnie podrzucił pojechał do pracy. Nie było mi smutno, że wszystkich ktoś żegnał tylko mnie nie. Co za różnica? Przecież i tak już jutro wieczorem wrócimy. Odkrywałem w sobie coraz większą obojętność na wszystko co się dzieje dookoła. Brakowało mi tylko Łucji, jej cudownego ciała, smaku pocałunków i…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No hej Romek, siedzisz? – wyrwało mnie z rozmyślań.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Pewnie – to dziwne, że stale o niej myślę, zakończyłem szybciej swoje rozważania. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zajęliśmy miejsca prawie idealnie po środku, ja wybrałem to bliżej okna. Miałem pewien pomysł jak wypytać Tomka o te wszystkie niewyjaśnione sprawy. Chyba troszkę za dużo filmów się naoglądałem, ale i tak plan wydawał mi się świetny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Bąkiewicz szła środkiem i liczyła nas wszystkich już po raz piąty chyba. Wszyscy są. Pamiętam, w pierwszej klasie coś jej się nie zgadzało… Brakowało jednej osoby. Przez piętnaście minut biegała dookoła autobusu i wewnątrz rozpaczliwie jej poszukując. W końcu wpadła na pomysł, żeby zapukać do toalety. Znalazła się zguba. Dziewczyna, kiedy już wróciła na miejsce była cała czerwona ze wstydu. Dzięki swojej pani cała wycieczka dowiedziała się, że ma biegunkę… Nie widziałem powodu do śmiechu, inni owszem…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ruszyliśmy, Bąkiewicz usiadła z przodu i wesoło plotkowała z Karłem, drugą nauczycielką, która zgodziła się nami zaopiekować. Gdyby nie to, że wszystko było takie nierealne, szare i nudne wkurzyłbym się. Tym razem obecność dwóch szczerze znienawidzonych przeze mnie opiekunów nie wywołała na mnie żadnego wrażenia. Rozsiadłem się wygodnie i wpatrzyłem za okno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Witajcie, jestem waszym przewodnikiem. Będziemy jechać około trzy godziny. Właśnie minęliśmy Poltegor – najwyższy budynek we Wrocławiu…&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;- zniekształcony przez mikrofon głos rozchodził się po autokarze, a monotonna intonacja działała na mnie usypiająco, przymknąłem oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nagle uzmysłowiłem sobie, że to świetna okazja by dyskretnie zrealizować mój plan. Nie otwierając oczy zagadnąłem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tomek… Jak sądzisz dlaczego ktoś kto cofnął się w czasie nie może sam dokonać w nim zmiany?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- E? O czym ty mówisz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A tak się zastanawiam nad podróżami w czasie. Gdzieś wyczytałem czy może usłyszałem, że jest to niemożliwe.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Być może dlatego, że jeśli sam by to zrobił nie miałby się po co cofać i wcale by się nie cofnął?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ale wyeliminowałby problem. Tak jakby samą wolą cofnięcia się – podpuszczałem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie zupełnie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jak to nie? Wyobraź sobie taką sytuację. Facet zapomniał zamknąć drzwi do domu i ukradli mi telewizor. Gość cofa się w czasie i zamyka drzwi. A potem wraca i wszystko jest OK., bo drzwi były zamknięte. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ja bym to widział inaczej… Kiedy on się cofa w jego świecie zostaje utworzona jakby kopia jego i robi dokładnie to co zrobił jej oryginał, ale kiedy przeszłość się zmieni, kopia staje się oryginałem, a podróżnik w czasie gdzieś znika, bo jest już niepotrzebny – wygadał się, wygadał! Ledwo mi wystarczyło silnej woli, żeby nie otworzyć oczu i zachować obojętny wyraz twarzy. Tylko czy moje przypuszczenia są prawdziwe? On naprawdę coś wie? Jak to sprawdzić?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A jakby cofnął się w czasie i namówił do pilnowana mieszkania sąsiada? A sam szybko wrócił do swoich czasów?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Hmmm… Brzmi sensownie, mogłoby się udać. Musiałbym porozmawiać o tym z ma… To znaczy… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Z matka? – podpowiedziałem, poczułem, że cały drżę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Moją matka? Nie wiem o co ci stary chodzi. To tylko takie gdybania moje były, sam zacząłeś ten temat. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jak z nią pogadasz daj mi znać – nie mówiłem już nic więcej. Kto ma rację? Łucja czy Tomek? Tomka teoria jest prawdopodobniejsza, a przynajmniej logiczniejsza. Ktoś ją oszukał? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nie poruszaliśmy już więcej tego tematu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, zrzuciliśmy bagaże do pokojów i ruszyliśmy zwiedzać. Tuż obok ośrodka był jakiś dworek otoczony lasem… Niestety nie zauważyliśmy, żadnego jelenia ani nawet sarny (więc na co szlachta polowała? A może to oni tak wytłukli zwierzynę?). Dwór był piękny, jak się później dowiedziałem powstał w połowie XIX wieku. Był zbudowany na planie litery T, a okazały cztero kolumnowy portyk… Na chwilę się zapomniałem i zacząłem marzyć, że jestem szlachcicem i mam swój własny dwór… Szybko jednak wróciłem do rzeczywistości, bo zacząłem roić o mnie i Łucji w różnych ciekawych sytuacjach… A kiedy tylko ją zobaczyłem przypomniałem sobie o wszystkim.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Wróciliśmy około dziewiętnastej, pani dała nam jeszcze godzinkę do odwiedzenia sklepów i kupienia pamiątek. Rozeszliśmy się małymi grupkami. Ja, Tomek, Janek i Marcin. Janek i Marcin tak jak my wyróżniali się w klasie i nie chodzili na siłownie. Na co dzień raczej nie utrzymywaliśmy kontaktów, gdyż oni gdzieś tam daleko mieszkali. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To co chłopaki idziemy po piwko? – rzucił któryś.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Myślisz, że nam sprzedadzą? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Sprawdzić nie zaszkodzi – odparł ten sam.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;No i ruszyliśmy w poszukiwaniu niewielkiego sklepu spożywczego. Jakaś mała mieścina, nawet nie zapamiętałem jej nazwy, o typowej zabudowie. W centrum super sam, a dookoła jakieś mniejsze sklepiki. I to był taki jakby „ryneczek”.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Obok było boisko szkolne, a gdzie człowiek nie spojrzał widać było bloki i sypiącym się tynku z elewacji. Pod samem siedziało kilku żuli, deska ratunkowa. W razie gdyby nie chcieli nam sprzedać wystarczy poprosić takiego i odpalić mu piwo. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Upatrzyliśmy niewielki sklepik dość oddalony od reszty i niepożądanych spojrzeń.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Wszedłem ja z Tomkiem, chwilę udawaliśmy, że coś oglądamy, bo jakiś facet był przed nami. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dzień dobry proszę pani – trzeba być miłym, kiedy ma się tak niecne zamiary jak my. Pani w średnim wieku wyglądała całkiem poczciwie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dzień dobry, co podać?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Osiem calsbergów – odpowiedziałem tym samym słodkim głosikiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- O, ale nie można, macie dowody?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Proszę pani, szybciutko schowany do plecaków, nikt się nie dowie, a my będziemy chwalić pani sklep do końca naszych dni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No lepiej nie chwalcie – uśmiechnęła się i ruszyła po piwa. Dobra nasza. – To będzie dwadzieścia jeden i pięćdziesiąt dwa grosze. Tylko schowajcie to szybko, bo nie wolno – dodała ciszej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Oczywiście, oczywiście już chowamy. Dowidzenia proszę pani. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wyszliśmy czując w plecakach przyjemny ciężar. To było takie proste… Jak zabrać dziecku lizaka, chociaż może nawet łatwiejsze? Nie wiem, nigdy nie próbowałem. Chłopaki czekali przyczajeni po drugiej stronie ulicy. Pomachaliśmy im wesoło, zrozumieli. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No to co panowie? Mamy jeszcze piętnaście minut, co robimy? – zapytałem i poprawiłem plecak, tym razem zrozumieli mnie opacznie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A co ciąży ci już? Nie, myślę, że lepiej będzie wypić później w pokoju. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Uch… Ty durny, nie wygodnie mi poprawić się nie można nawet? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Marcin tylko prychnął oburzony. Ruszyliśmy wolnym krokiem przez miasteczko, niestety jedynym znanym nam kierunkiem był nasz „hotel” jak to nazywaliśmy. Całkiem niedawno pomalowany na zielono budynek idealnie nadawał się na wycieczki typu „zielona szkoła”. Na parterze była duża sala, w której normalnie znajduje się stołówka, dziś przekształca się w dyskotekę, a jutro mogła być chociażby salą wykładową. Najważniejsza jest funkcjonalność. Na drugim i trzecim piętrze znajdują się pokoje dla gości. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;W nasz pokój na pierwszy rzut oka wydawał się ogromny, troszkę zmieniła nam się perspektywa, kiedy wrzuciliśmy do niego plecaki. Ale i tak dla czterech chłopaków był akurat. Cztery jednoosobowe łóżka, trzy ustawione przy ścianie na prawo od wejścia oddzielone szafkami nocnymi i jedno na przeciwległej tuż obok sporej szafy. Zająłem wyrko najbliżej drzwi, Tomek obok mnie, dalej Marcin, a po przeciwległej Janek. Pod oknem był odrapany stolik, a przy nim dwa krzesła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Z dołu doszły nas pierwsze dźwięki muzyki, zagraliśmy w marynarza, kto idzie sprawdzić gdzie nauczyciele. Padło na mnie. Zgramoliłem się z łóżka i postukując klapkami po pustym piętrze ruszyłem do schodów. Z każdym krokiem głos Michała Wiśniewskiego stawał się coraz wyraźniejszy na parterze w końcu zrozumiałem co śpiewa „zawsze z tobą chciałbym być, przez całe lato”… Uchyliłem drzwi i nieśmiało zerknąłem do środka. Laski i pakerzy wyginają ciała w rymie muzyki. Zauważyłem, że niektóre i niektórzy z nich byli bez koszulek (dziewczyny w stanikach, oczywiście). Cóż za impra! Nigdzie nie było widać nauczycieli, więc zamknąłem drzwi, nikt mnie nawet nie zauważył. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Oparłem się o drzwi i przymknąłem oczy… Widok dziewczyny bez koszulki ożywił wspomnienia… Łucja, była nieporównywalnie ładniejsza od tych wszystkich „kici” z mojej budy. Było w niej coś takiego co czyniło ją najpiękniejszą na świecie, chociaż nie potrafię wskazać co… Nie widziałem jej w samym staniku, ale nie przeszkadzało mi to marzyć…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ktoś pchnął drzwi, odsunąłem się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Czego tu stoisz pacanie? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- E, pilnuję przed nauczycielkami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A to spoko – i zamknął drzwi od wewnątrz. To był Grzesiek, największy paker klasy… Sto dwadzieścia na klatę bierze dziesięć razy, chociaż nie mówi mi to zbyt wiele.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Westchnąłem i ruszyłem przed siebie. Korytarz prowadził prosto do wyjścia, za szybą zauważyłem nasze kochane panie nauczycielki z papierosami w rękach i piwem na ławce. Nie zauważyłem ich wcześniej… Nawet tu nie spojrzałem, mój błąd. Skinąłem im głową i poszedłem na górę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No pano… - zacząłem otwierając drzwi, ale nie dokończyłem, bo moi kumple zamiast poczekać na mnie już sączyli sobie „prawdopodobnie najlepsze piwo na świecie”. Dranie! – Karzeł z wychowawczynią siedzą pod ośrodkiem i palą… Gdzie jest moja puszka?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- W szafie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wziąłem sobie i usiadłem na łóżku dwa krzesła zajmował Tomek i Marcin, Janek przyciągnął sobie do stolika szafkę nocną…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Reszta wieczoru upłynęła pod znakiem męskich rozmów o niczym, psioczeniu na nauczycieli, piwa (może to powinno być na początku) i kart. Byłem zmęczony, dwa piwa szumiały mi mocno w głowie. Czułem, że pląta mi się język. Jak wszystkim zresztą. Jakoś nie myślałem o niczym, był to idealny stan... Żadnych trosk. Byłbym szczęśliwy gdybym siedział objęty z Łucją, tego mi brakowało, ukochanej…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;5.07…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wstawaj draniu – wysyczałem do ucha Tomka. Siedziałem na nim okrakiem, nogi związałem mu prześcieradłem, a ręce koszulą. Usta zakneblowałem mu skarpetką – czystą. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Um, um, um? – chyba zapytał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Musimy sobie poważnie porozmawiać. Kim jest twoja matka? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Um, um… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie rozumiem… - kurcze, twardy jest. Nic nie chce gadać. – Skąd wiesz o podróżach w czasie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Um, um! – zezował na skarpetkę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A! No tak, musze wyjąć ci to z ust, ale najpierw obiecasz mi, że nie będziesz hałasować i pójdziesz grzecznie ze mną.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Um – chyba się zgodził, widząc, że nie jestem pewien pokiwał energicznie głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Rozwiązałem mu nogi i podpatrzonym z serialu W11 chwytem poprowadziłem go na korytarz. Tam dopiero oswobodziłem go zupełnie, nie wyglądał na zachwyconego, prawdę mówiąc był wściekły, ale dotrzymał słowa nie hałasował. Tylko walnął mnie w szczękę, aż zobaczyłem gwiazdki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Za co?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Za tę skarpetkę.&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Była czysta… - nic nie odpowiedział. – To jak? Kim jesteś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jestem zwykłym uczniem. Moja matka ma od lat świra na punkcie UFO i takich tam. Między innymi podróży w czasie, nawija o tym od rana do wieczora. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To co mi powiedziałeś to jej teorie? Ma rację?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Trudno stwierdzić, chyba tak. W pewnych kręgach jest znana… A teraz ty mi się wytłumacz, po co ci te informacje? Może będę mógł ci pomóc…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Streściłem mu cała sprawę. Pomijając te bardziej żenujące fragmenty. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- O kurwa stary… Jesteś w niezłym bagnie. Ale pomogę ci, a przynajmniej powiem tyle ile wiem. Po pierwsze nie spotkasz się już ze swoją ukochaną.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dlaczego? – w oczach stanęły mi łzy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To zależy. Według obu teorii nie powinno jej się udać powiedzieć ci tyle co powiedziała. Więc istnieje jakiś wyjątek potwierdzający regułę – ziewnął. Jak mogło mu się chcieć spać? Ja obudziłem się o czwartej trzydzieści i nie mogłem już zasnąć. W końcu wpadłem na ten pomysł… - Może nie zdążyła powiedzieć ci wszystkiego?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ale dlaczego już mi więcej nie powie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Bo nie może tu już wrócić, to byłoby zbyt duże ryzyko! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dalej nie rozumiem – poskarżyłem się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Załóżmy, że moja matka ma rację i cofanie się w czasie tworzy kopie. Wydaje mi się, że po waszym rozstaniu od razu uciekła do swoich czasów. Powiedziała ci i było ogromne ryzyko, że zaraz zniknie. Jednak stało się coś dziwnego, czego nie potrafię wytłumaczyć. Nie znikła… Pisała ci od tamtego czasu SMSy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tylko przez dziesięć minut od rozstania… - coś chyba mi zaświtało. – A potem odeszła do swoich czasów czekać na zmiany, których mam dokonać? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Przeczytałeś tego SMSa? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie… Skasowałem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Skrzywił się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Romek, nie potrafię wyobrazić sobie tego co działo się w twojej głowie...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To nic takiego skasować SMSa… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie o to chodzi! Zdążyła napisać ci wiadomość, nie znikła. Więc ona żyje! U siebie, ale żyje – to akurat zrozumiałem. Cieszyłem się, że moja ukochana nie rozpadła się na atomy i nie znikła… - Historia musiała zwariować. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Czyli… Przez te kilkanaście minut nikt nie wiedział co zrobię? NIKT? Nawet Bóg?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Po tym wszystkim wydaje mi się, że jeśli Bóg istnieje to nie jest ani wszechmogący, ani wszechwiedzący. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ale skąd ja mam wiedzieć jak zapobiec tej wojnie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Czytaj gazety, nie bez przyczyny cie wybrali… Pewnie się jakoś domyślisz. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Fakt, proste – miałem ochotę mu przywalić. Nie dlatego, że zrobił to pierwszy. - &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;A skąd pewność, że wróciła do swoich czasów?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Bo nie napisała nic więcej, a gdyby była wstanie to myślę, że zależałoby jej na ułatwieniu ci zadania – uśmiechnął się lekko, ale zaraz wykrzywił się w paskudnym grymasie, jakby… stłumił ziewnięcie. Gadaj tu z takim.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Brzmi sensownie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nic więcej nie wiem. Muszę pogadać ze swoją matką. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Weszliśmy do pokoju, Janek spał z kołdrą na podłodze i z „Małym” na widoku, odwróciłem się zażenowany. Mówiłem mu, żeby się ubrał. Marcin na odwrót przykryty po uszy chrapał cicho. Tomek wskoczył do łóżka i wkrótce zasnął. Mało się mną przejął, z drugiej strony co miał zrobić? Położyłem się i patrzyłem w sufit do śniadania, do ósmej trwałem w takim odrętwieniu…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;8.00…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Odgłos walenia pięścią w drzwi przywrócił mnie do rzeczywistości. Zdałem sobie sprawę, że przez ten czas nic sensownego nie przyszło mi do głowy i nawet nie pamiętam o czym myślałem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wstawać. Śniadanie! – to chyba jakaś dziewczyna, całe szczęście, że nie weszła… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Poleżałem jeszcze chwile i poczekałem, aż usłyszę jakiś ruch w pokoju. Pierwszy zebrał się Jasiek… Dałem mu czas na ubranie się i wstałem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Hej nudysto. Mógłbyś chociaż spać przykryty, a nie straszyć mnie w nocy, jak poszedłem do kibla – poskarżyłem mu się. Chociaż zmieniłem troszkę cel nocnych podróży. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nic nie odpowiedział. Ruszyliśmy na dół jeszcze na schodach dogonili nas Tomek z Marcinem. Po wczorajszej imprezie na stołówce wciąż walały się kolorowe balony i serpentyny, ciekawe kto to będzie sprzątał? Za to stoły poustawiane były jak trzeba.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Stanęliśmy w kolejce po śniadanie. Płatki kukurydziane i mleko. Szkoda, że nie maja jeszcze kakao i cukru, wtedy byłoby pycha. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jak wam się spało? – zagaił Marcin.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jak zwykle po piwie śpię jak dziecko… - i mrugnąłem do Tomka, jednak nie okazał nawet cienia zrozumienia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ja przeciwnie… Musiałem sobie wziąć tabletki. Sen twardy jak kamień, żadnych snów ani przebudzeń – spojrzał na mnie jakoś tak dziwnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A jak ktoś cię obudzi w nocy? – zagapiłem się i Marcin musiał mnie szturchnąć, żeby odebrać zestaw śniadaniowy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie wiem, na ulotce coś było o efektach ubocznych… Podobno „osoba zażywająca preparat będzie zdolna do normalnej rozmowy, ale nie będzie jej pamiętać”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Ciekawe co to za specyfik, lepiej nie będę o więcej wypytywać, żeby nie zaczął czegoś podejrzewać. Zajęliśmy stolik przy oknie i w milczeniu zjedliśmy posiłek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;W planach na dziś mieliśmy jeszcze krótki spacerek po okolicy i powrót. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Podczas przechadzki rozmyślałem nad nocną rozmową. Dręczył mnie ten dziwny lek, który zażył Tomek, nigdy o czymś takim nie słyszałem. To było jednak na drugim planie. Zastanawiałem się jak mam zatrzymać wojnę… Skoro w gazetach o niej napiszą to znaczy, że lawina już ruszyła. Jak jeden człowiek ma ją powstrzymać? Rozważałem różne możliwości jak miałbym to zrobić. Dziwne ani razu nie przeszło mi przez głowę, żeby zrezygnować. Może nie chciałem sprawdzać czy w tym świecie też będę miał dość odwagi, żeby zostać partyzantem? Musiałem odszukać jakąś informację, która (dzięki mojej wiedzy o nadchodzącej wojnie) pozwoliłaby mi wywnioskować co zrobić... Coś mi mówiło, że to porywanie się z motyką na słońce. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Łucja… Jak mogłem ją zawieść? Przez ten miesiąc byłem tak szczęśliwy. Było mi źle, bo nie powiedziałem jej co naprawdę do niej czuję. Zarazem wiedziałem, że gdybym wtedy nie uciekł być może ona by zginęła. Chociaż i tak… Dla mnie znikła. I to było okropne, wiedziałem, że żyje. A przynajmniej miałem podstawy by tak sądzić, ale nie mogłem się z nią spotkać. Czułem się paskudnie. Jak każdy facet miałem potrzebę okazania swojego uczucia. Chociaż jestem upośledzonym gatunkiem i nie umiem o nim mówić, chcę działać! A więc muszę spełnić jej prośbę…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Z nieba zaczął sypać się śnieg wymieszany z gradem.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Świat dookoła stał się idealnie biały.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wracamy do autokaru dzieci! – karzeł starał się przekrzyczeć wiatr. Tym razem jednak rozumieliśmy się bez słów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Byliśmy pod dużym samem w centrum. Do parkingu było zaledwie dziesięć minut szybkim krokiem. Na miejscu zostaliśmy szybko przeliczeni i władowaliśmy się do środka. Na idealnie czystej podłodze szybko pojawił się szybko topniejący śnieg zmieszany z piaskiem. Wkrótce powstało błoto, po którym kręciła się Bąkiewicz po raz kolejny sprawdzając czy są wszyscy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ruszamy! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Kierowca uruchomił silnik i odjechaliśmy… Tomek siedział obok mnie, pewnie uznał, że wracamy w takim samym układzie jak przyjechaliśmy. To dobrze, bo zapomniałem mu o tym powiedzieć… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wymyśliłeś coś? – powiedział, kiedy zauważył, że patrzę w jego stronę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Co masz na myśli? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No z Łucją…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dalej nie rozumiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No… A! Bo ty myślisz, że ja nic nie pamiętam – pacnął się w głowę. – To była ściema z tymi tabletkami, bo nie mogłem przecież powiedzieć chłopakom, że też byłem w kiblu, a jakoś nic nie wpadło mi do głowy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A to, że po prostu spałeś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;               &lt;/span&gt;- Też jakoś nie przyszło mi do głowy… - zrobił przepraszającą minę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nic nie wymyśliłem. Nie bardzo wiem gdzie szukać… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Może zacznij od Internetu? Znajdź sobie artykuły mojej matki… Barbara Celtycka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Macie inne nazwiska? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Pod takim pseudonimem pisze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dalej nie rozmawialiśmy już o niczym poważnym. Tomek mówił o swoich podbojach miłosnych, zawsze miał ich wiele… Jak on to robi? Przecież wcale nie jest jakiś tam strasznie przystojny. No dobra, jest bardziej umięśniony ode mnie i ma już elegancką kozią bródkę… Moją pierwszą prawdziwą dziewczyną była Łucja. Chyba dlatego, że nigdy wcześniej jakoś nie odważyłem się umówić. Pewnie taki los był mi pisany. Przez całe życie będę wspominał ten jeden miesiąc z nią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Powiedz mi… Co ty właściwie robisz z tymi dziewczynami? – zdałem sobie sprawę, że to brzmi co najmniej dziwnie, ale zrozumiał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No wiesz – Tomek uśmiechnął się. – Dżentelmeni nie rozmawiają o tych sprawach. Chociaż wciąż jestem prawiczkiem – dokończył ciszej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Wstydzisz się tego? Stary… Masz dopiero szesnaście lat… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- No mam szesnaście, ale jest dwa tysiące siódmy rok. Za prawie dokładnie sześć lat koniec świata, przynajmniej tak mówi matka. A wiesz co śpiewa Kazik „za trzy lata koniec świata, zastanów się po co ci armata”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- On śpiewa chyba o końcu świata, który już był… Czy raczej miął być w dwutysięcznym. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- I co z tego? Sens jest ten sam. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie martw się. Nawet jeśli nie znajdziesz tej jedynej… To za dwa lata będziesz miał osiemnastkę i będziesz mógł zostać przez cztery lata stałym klientem zamtuzów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Już nie ma zamtuzów – pokręcił głową. -&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Teraz są burdele, a to nie to samo. Nie ma już tych starych pięknych domów schadzek – rozmarzył się. – które wielu artystów opiewa w swoich książkach. No i jaką tą jedyną? O czym ty mówisz… Nie ma kogoś takiego. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie zgadzam się. Ten pierwszy i kolejne razy muszą być wyjątkowe z kimś wyjątkowym. Kimś kogo się naprawdę kocha… Tylko wtedy można odczuwać pełną satysfakcję z życia seksualnego – dokończyłem zdaniem przeczytanym w jakimś artykule napisanym niechybnie przez seksuologa. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Bzdury. To tylko SEKS. Satysfakcja Erotyczna Kochanów Symbioza.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Symbioza? – coś chyba mu się porąbało…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Pewnie. Pomiędzy mężczyzną i kobietą zachodzi symbioza. Oboje są zadowoleni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Sugerujesz, że osoby są dowolne? Wystarczy, żeby sprawiły sobie przyjemność?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tak.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie zgadzam się! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie musisz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- I nie będę. Może trące myszką, ale według mnie to powinna być ta jedna, jedyna na całe życie. Najlepiej po ślubie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Trącać myszkę to też możesz – wybuchnął śmiechem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Nie mówiłem już nic więcej. Erotoman. To nie tak, to zupełnie nie tak. Najpierw ślub, potem wesele i para młoda urywa się gdzieś po północy… A nie z byle kim i byle gdzie... &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dojechaliśmy przed dziewiętnastą… Wcześnie poszedłem spać…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;14.42…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Kolejny dzień od mojego powrotu z wycieczki… Chodzę do szkoły, chociaż nie wiem po co, nie notuję na lekcjach, nie jestem aktywny ani nie robie zadań domowych… Jestem jak zombie. Wracając wstępuję do kiosku, kupić „Wyborczą”, „Gazetę Wrocławską” i jeszcze parę innych szmatławców z nadzieją, że w końcu coś znajdę. Zazwyczaj zanim dotrę do domu w rękach pozostają mi dwa, góra trzy artykuły (wyrywam interesujące mnie strony), które analizuję w domu. Kiedy jestem już pewien, że i tym razem nie znalazłem niczego ciekawego, włączam komputer. Kolejne godziny spędzam na czytaniu wszystkich wiadomości na Onecie, Interii i WP, a także na paru innych angielskojęzycznych portalach. Wszystko co wyda mi się interesujące kopiuję do Worda. Nie ma tego wiele, z całego dnia może dwie strony… A ile przeczytałem? Nie potrafię nawet oszacować… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Czuje się cholernie samotny… W szkole, nawet Tomek się do mnie nie odzywa, a ja sam nie prowokuję rozmów. Czasem tylko zapyta „jak tam poszukiwania?”. Nie mam już sił odpowiadać, kręcę tylko przecząco głową… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Jestem sam. Rodzice… Matkę tylko interesuję, żebym zdążył na autobus… Ojciec? Wychodzi przed szóstą do pracy i wraca nie wcześniej niż o osiemnastej, nic dziwnego, że nie ma ochoty się mną przejmować, woli spać w fotelu... &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Kiedy nie mam już siły, żeby czytać kładę się do łóżka. Jednak nigdy nie zasypiam od razu… Czasem rozmyślam o przeczytanych dziś rzeczach, a czasem, jak dzisiaj, użalam się nad sobą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zaczynam tracić nadzieję, że kiedyś coś znajdę… Mógłbym godzinami wykładać o polityce i gospodarce w Polsce i na świecie, tylko, żeby jeszcze ktoś chciał mnie słuchać. To okropne… Robię to wszystko dla Łucji, a nie mam pewności czy mi się uda, czy będzie jej lepiej. Poświęciłem dla niej siebie. Spędzam samotnie całe popołudnia i weekendy, a przecież mógłbym gdzieś wyjść… Umówić się z kimś. Jednak nie potrafię. Coś zmusza mnie, żeby spędzać każdą chwilę na poszukiwaniach… Czuję, że gdybym odszedł od stanowiska wszystko by przepadło… Pojawiłaby się w Internecie ta długo oczekiwana przeze mnie wiadomość. Więc czekam. Chociaż rozsądek krzyczy, że tylko niepotrzebnie marnuję swoją młodość…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;A co by było gdybym o wszystkim zapomniał? Spróbował żyć jak dawniej… Czekając na szczęście, które już nie nadejdzie, bo do nikogo nie przychodzi dwa razy. Chociaż może mi by się udało? Zapomnieć, tak najpierw musiałbym sobie z tym poradzić, ale później? Może nawet zacząłbym się z kimś spotykać? Żyłbym sobie z dnia na dzień… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nie to niemożliwe… Nie ma innego świata niż ten. Samotne dni przed komputerem, wirtualny świat… Żyje w beznadziei, gdzie kolejne dni określają kolejne dwie strony w Wordzie. Które zresztą i tak po ponownej analizie zawsze czyszczę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zaczyna doskwierać mi okropna samotność. Już sam nie wiem ile dni tak wegetuję… Czasem płaczę, chociaż „chłopaki nie płaczą”, już wiem, że Muniek nie miał racji. Płaczą, kiedy wiedzą, że nikt ich nie widzi, kiedy mają pewność, że nikt ich nie usłyszy. Kiedy nadchodzi kolejny samotny wieczór… Komórka milczy, a oddałbym duszę za jednego SMS’a od Łucji… A za chwilę rozmowy oddałbym wszystko, chociaż chyba nie mam już nic cenniejszego od duszy… Znowu czuję łzę na policzku, który to już raz w tym „Szczęśliwym Nowym Roku”? Przecież tak niedawno był sylwester… Wtedy ostatni raz ją widziałem. Mieliśmy razem spędzić tę najpiękniejszą noc w roku, oglądać razem rozświetlone przez zimne ognie nocne niebo… Zamiast tego przespałem tę chwilę, rano odczytałem kilka wiadomości na Gadu-Gadu od znajomych. Życzenia… Żadne się nie spełniło.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Leżałem już na łóżku, komputer wydał ostatni dźwięk i wyłączył się. W końcu nastała cisza, w pokoju obok rodzice już dawno śpią. Zamykam oczy… Widzę jak Łucja śmieje się, obejmuje mnie, całuje...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Co to? Ach… Zapomniałem, to tak brzmi moją komórka, kto to może dzwonić o tej porze? Z trudem rozstaje się z Łucją i rozwieram powieki. Nieznany numer.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Słucham?&lt;span style=""&gt;            &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Romek? – głos kobiety w średnim wieku. To przecież ona dzwoni, powinna wiedzieć do kogo!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tak to ja, kim pani jest?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Basia Celtycka do usług. Tomek powiedział mi, że…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- To pani jest mamą Tomka? – zupełnie zapomniałem poszukać jej artykułów. Ciekawe czego chce?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tak… powiedział mi, że masz kłopoty, żeby znaleźć jakiś ślad. Myślę, że mi się udało... Możesz przyjść do nas? Najszybciej jak to możliwe?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Co pani znalazła? -&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;poczułem jak serce mi przyspiesza. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Przyjdź, pokaże ci – rozłączyła się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zerwałem się z łóżka na pidżamę naciągnąłem jakieś ciuchy i starając się nie obudzić rodziców wyszedłem z mieszkania. Adrenalina i endorfina pulsowały mi w żyłach z trudem powstrzymałem się, żeby natychmiast zbiec po schodach i zamknąłem drzwi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Jeszcze nigdy wcześniej o tej godzinie nie wychodziłem sam z domu… Właściwie, która jest godzina? Spojrzałem na zegarek w telefonie – trzecia dwadzieścia sześć… Nie byłem w ogóle śpiący. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zachłysnąłem się zimnym nocnym powietrzem, co robić? Automatycznie zacząłem biec na przystanek, ale przecież o tej godzinie autobusy już nie kursują… Tomek mieszka dwa osiedla od mojego. Jakieś trzy kilometry piechotą. Daleko nie jest, ale nie mam tyle czasu! Przystanąłem. Teraz kiedy w końcu coś się ruszyło miałbym zawalić? Skoro informacja została znaleziona jest duże prawdopodobieństwo, że nie mam nawet godziny by zacząć działać. Co teraz? Puściłem się sprintem najkrótszą znaną mi drogą, zaraz jednak troszkę zwolniłem(miałem przed sobą długą drogę). Serce biło mi dużo szybciej niż zwykle, pompowało krew do płuc. Kiedy mały obieg był zakończony. Ten czerwony płyn z hemoglobiną transportującą tlen płynął przez aortę w stronę mięśni, które pracowały sprawnie jak nigdy. Nie męczyłem się. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dziwnie było tak biec przez uśpione osiedla. Nie spotkałem nikogo ani nieletnich przestępców, ani tych bardziej doświadczonych, ani pracowników piekarni, ani śmieciarzy. Byłem sam. Tym razem mi to nie przeszkadzało. Miałem cel, wiedziałem, że jak dotrę do celu zacznie się wszystko. A może jutro będzie już po wszystkim? Nie czas o tym myśleć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Tomek stał razem z matka pod blokiem. Mój kumpel trzymał w rękach plecak, kobieta miała w rękach jakąś gazetę. Kiedy mnie zobaczyli ruszyli w moją stronę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dobry wieczór, hej – przywitałem się. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie byłem bardzo zasapany.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Hej – odpowiedzieli. – Znalazłam to niecałą godzinę temu… - konturowała pani Barbara. Podała mi gazetę otwartą na artykule o tarczy antyrakietowej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- I co w tym ciekawego?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie rozumiesz? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jutro się mają spotkać ministrowie obrony obu narodów… - ugryzłem się w język. Jak mogłem to przeoczyć? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- … a Siergiej Iwanow jest bardzo zdeterminowany, stale szepcze Putinowi do ucha o wojnie. A teraz będzie miał doskonały powód. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Czyli muszę go unieszkodliwić. Skoro jutro…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- … dzisiaj – poprawił mnie Tomek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Skoro dzisiaj o siedemnastej miejscowego czasu w Moskwie odbędzie się spotkanie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie ma czasu, chodźmy do samochodu – przerwała mi Celtycka. I pociągnęła nas za sobą, zaparkowała niedaleko. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nie widziałem, że Tomek ma tyle kasy. Czarny volkswagen &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Phaeton&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt; ze wszystkimi bajerami… Byłem pod wrażeniem, ostrożnie, żeby niczego nie pobrudzić wsiadłem na tylne siedzenie, kumpel wskoczył obok i zatrzasnął drzwi. Ruszyliśmy z piskiem opon.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Masz, w tym plecaku jest wszystko czego potrzebujesz. Pistolet i bilet na samolot. Odlatujesz za piętnaście minut…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Zdążymy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jasne, jeszcze nie wiedziałeś jak moja mama prowadzi – i faktycznie, pomimo, że jechaliśmy przez nienajlepsze ulice Wrocławia na desce rozdzielczej było około stu pięćdziesięciu na godzinę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A policja? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Nie zdąży…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Jakby na potwierdzenie jego słów za nami usłyszałem syrenę, odwróciłem się i ze zdziwieniem zauważyłem, że wóz policyjny wygląda jakby się cofał…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jeszcze pewnie kilku pieskom popsujemy dziś humor – uśmiechnął się Tomek widząc moje zdziwienie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Zapisali numery? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Są zasłonięte, wystarczy nacisnąć guzik…&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;No, ale wróćmy do rzeczy. Za chwilę wsiądziesz w samolot.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- A jak przemycę pistolet? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%; color: black;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Trzymaj, to legitymacja dyplomaty wystarczy, że pokażesz ją na lotnisku – wręczył mi plastykową kartę wyglądający trochę jak dowód osobisty, a na plecak nakleił nalepkę o skomplikowanym wzorze i ze znakami wodnymi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;-&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt; Co to? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Znaczek poczty dyplomatycznej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Słuchaj, według naszego czasu o piętnastej będzie po ptakach. Będziesz lecieć cztery godziny… Będziesz miał około godziny na dostanie się pod mieszkanie tego polityka. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Jak to? Odlatuję po czwartej… Na ósmą będę w Moskwie… Myślisz, że o dziewiątej już wyjdzie? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Tak, prześwietliliśmy go. Codziennie o jedenastej, zacznij liczyć według tamtejszej strefy czasowej, wychodzi. I idzie trzysta metrów na postój taksówek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Kiedy mieliście na to czas? – troszkę zgłupiałem, ale byłem szczęśliwy, że jest ktoś kto mi pomaga. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Mam naprawdę duże możliwości – wtrąciła matka Tomka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dojechaliśmy… Wcześniej jakoś nie miałem okazji, żeby odwiedzić to miejsce. Troszkę się zawiodłem, budynek był słabo oświetlony i mało elegancki. Przeszklony gmach pewnie jeszcze parę lat temu był nowoczesny, dziś już jakoś kiepsko wyglądał, a może to ja nie byłem w stanie się niczym zachwycić?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Bierz i nie zapomnij pokazać legitymacji pierwszemu napotkanemu ochroniarzowi, zapytaj go skąd startuje samolot. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ok. Dzięki – spojrzałem im głęboko w oczy. – Dzięki, za pomoc.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;I pobiegłem… To wszystko było takie nierealne. Skąd do cholery mieli takie możliwości? Wszedłem do hollu… Nie wiedziałem gdzie się podziać. Z zewnątrz nie wyglądał na tak duży… Na szczęście ktoś pomyślał, żeby zrobić drogowskazy, ruszyłem w stronę, którą pokazywała strzałka „odprawa”. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Dobry wieczór, w czym mogę pomóc?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Wyciągnąłem z kieszeni legitymację. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Gdzie chciałby pan polecieć? – tonem dużo bardziej przymilnym niż poprzednio.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Moskwa – odpowiedziałem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Oczywiście. Zbyszek! Zaprowadź pana na pas numer jeden, tam za chwilę będzie odlatywać do Moskwy, więc się pospiesz. Ja skontaktuje się z wieżą, żeby ich przytrzymała trochę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Jak spod ziemi pojawił się rosły strażnik. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Proszę za mną.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Przeprowadził mnie przez prawdziwy labirynt korytarzy, wszystkie drzwi, które otwierał były oznaczone tabliczką „tylko dla personelu”. Nikogo nie spotkaliśmy, słyszałem tylko nasze kroki po kaflach. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;W końcu wyszliśmy na pas startowy, samolot czekał. Był dosyć mały, ale po co nocą miałby latać większe? To pewnie tak jak z autobusami... W godzinach szczytu są większe. Wszedłem po podstawionych schodach do środka. Stewardessa poprosiła mnie o bilet, kiedy jej go wręczyłem poprowadziła mnie na miejsce. Wszyscy pasażerowie wyglądali na lekko poddenerowanych opóźnieniem startu. To chyba samolot dla VIPów, bo wszyscy byli w drogich garniturach lub sukienkach. Usiadłem we wskazanym miejscu obok młodej, dość seksownie ubranej bizneswoman… Kiedy spotkałem się z jej wzrokiem zawstydziłem się i postanowiłem w ogóle nie patrzeć w jej stronę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Proszę zapiąć pasy, za sekundę startujemy…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;I faktycznie, kiedy tylko obsługa samolotu znikła w swoim pomieszczeniu natychmiast ruszyliśmy. Nic nie poczułem kiedy zaczęliśmy się wznosić. Siedziałem po wewnętrznej stronie i nie mogłem się patrzyć przez okno, chociaż bardzo interesowało mnie jak to wszystko wygląda z góry. No cóż, nie tym razem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Nagle zdałem sobie sprawę, że w ogóle nie spałem… Przymknąłem oczy i pomimo tego zamieszania, które nagle wynikło, udało mi się zasnąć…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Śniłem o Łucji… Leżeliśmy tylko we dwoje na plaży nad jakimś morzem, podziwialiśmy zachód słońca. Byliśmy przytuleni, wcześniej chyba się kąpaliśmy bo Łucja miała mokre włosy i mieliśmy na sobie stroje kąpielowe. Było bardzo romantycznie. Pocałowałem ją. Przetoczyła się na mnie i odpowiedziała tym samym. Liczyliśmy się tylko my dwoje, tylko ja i ona… Głaskałem ją po włosach… Gładziłem po plecach i pośladkach… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Za chwilę będziemy podchodzić do lądowania. Jest ósma dwanaście, witamy w Moskwie – głos pilota wyrwał mnie ze wspaniałego snu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Już wstał dzień… Tutaj musi być już dziesiąta… Późno. Za godzinę muszę być na miejscu. Pod wejściem na lotnisko stało kilkanaście taksówek, całe szczęście, że nie muszę już nigdzie biegać (zacząłem odczuwać zakwasy po moim nocnym maratonie). Sprawdziłem zawartość plecaka… Troszkę pieniędzy, mapa i pistolet. Podszedłem do najbliższej taksówki, po obejrzeniu samochodu Tomka, wydała mi się trochę obskurna… Jednak nie wybrzydzałem i wsiadłem do środka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Д'оброе 'утро… - przywitał się, a później pewnie zapytał dokąd, ale już nie zrozumiałem. Pokazałem więc miejsce na mapie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Kierowca kiwnął głową i ruszyliśmy. Nie rozglądałem się dookoła, powili zaczynałem sobie uświadamiać co będę musiał już za chwilę zrobić. Taksówkarz włączył radio i śpiewał coś razem z gwiazdą. Nie rozumiałem go, słabo znam rosyjski. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zatrzymaliśmy się pod jakimś blokiem, zupełnie nie przypominał tych, które znałem z Polski.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;- Ск'олько ст'оит?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Pokazał mi rachunek… Czterdzieści rubli? Chyba oszalał! Najgorsze, że nie umiałem się z nim kłócić, więc zapłaciłem kręcąc tylko głową. Wysiadłem z samochodu i sprawdziłem numer bramy i nazwę ulicy, to tu. Rozejrzałem się za dogodnym miejscem. Miałem jeszcze parę minut, nie będę przecież stał tak pod blokiem, bo zaraz zwrócę czyjąś uwagę choćby nawet tutejszych nacjonalistów. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Poszedłem więc bloku naprzeciwko, drzwi były otwarte. Usiadłem na schodach... Jeszcze raz sprawdziłem w komórce godzinę (pamiętałem, żeby przestawić o tę parę godzin). Wszystko się zgadza. A więc to tak? To do tego dążyłem przez ostatnich kilka dni? Wyciągnąłem z plecaka pistolet i wsadziłem go za pasek, poczułem jego zimno. Już za chwilę wypełni się moja misja. Tylko dlaczego mam wątpliwości? Boję się zabić człowieka? To co mam zrobić ma zmienić bieg historii, dzięki mnie nie wybuchnie III wojna światowa, ocalę miliardy istnień ludzkich. Cóż więc znaczy jedna osoba, dla dobra ogółu. Zmienię historię… Będę bohaterem, ale dla kogo? Łucji nie będzie, nie będzie wojny, nie będzie potrzeby, żeby się cofała w czasie i prosiła mnie o to. Na całym świecie będą tylko trzy osoby, które będą wiedzieć co się wydarzyło, a może to tylko sen? Czy w śnie można się zakochać? Sam nie wiem... Łucja… Najwspanialsza dziewczyna jaką kiedykolwiek poznałem. Zakochałem się w niej szalenie. A więc to jest miłość? Ślepe uczucie, które karze działać, nie pozwala siedzieć bezczynnie? Przecież dla mnie teraz lepiej byłoby się wycofać, za chwilę mogę się stać poszukiwanym przez całą Rosję mordercą... Jednak jej świat to koszmar, będzie dla niej lepiej. Tak… Nie będzie żyła w świecie, którym wstrząsnęła tak straszliwa wojna, będzie mogła normalnie żyć. Będzie mogła być szczęśliwa. A ja? Czy spotkam jeszcze kiedyś kogoś takiego jak ona? Kogoś w kim zakocham się tak, jak w niej, bez pamięci? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt;"&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Zadzwonił alarm w komórce, nie pamiętam kiedy go ustawiłem. To już czas, niczego nie spodziewający się polityk właśnie zamyka drzwi od mieszkania, za chwile będzie na ulicy. Jego sekretarka czeka, żeby przekazać mu dzisiejszy rozkład dnia, mężczyzna nie przyjdzie do biura, nie zrealizuje już żadnych planów... Wstałem i wyciągnąłem pistolet. Odblokowałem. Już nie miałem, żadnych wątpliwości… Zrobię to dla Łucji, żeby mogła żyć spokojnie… To jest teraz najważniejsze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-6329826832144496122?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/6329826832144496122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2007/10/historia-ktra-si-nie-wydarzya.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/6329826832144496122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/6329826832144496122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2007/10/historia-ktra-si-nie-wydarzya.html' title='Historia, która się nie wydarzyła...'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-2200190544619246139</id><published>2007-06-11T21:11:00.000+02:00</published><updated>2007-06-11T21:16:23.885+02:00</updated><title type='text'>Tajemnica</title><content type='html'>Mężczyzna oderwał pióro od kartki i westchnął. Już dawno się tak nie zawiódł na świecie. Czy tak wiele chciał? Chciał po prostu zestarzeć się w spokoju własnych czterech ścian. Nie minął rok odkąd odszedł w cień, a już dostał list, w którym ktoś napisał (idealnie równym pismem), że jest potrzebny na drugim końcu kraju. Kto wie? Być może, kiedy wypełni tę misję to będą go potrzebować w Zimbabwe? Westchnął znowu i wrócił do pisania. Pisanie na komputerze zupełnie nie wchodziło w rachubę, jego komputer nie posiada łacińskiej czcionki.&lt;br /&gt; Skończył grubo po północy. Rzucił okiem na list, wiedział, że wszystko jest dokładnie tak jak musi być, jednak w jego zawodzie pewność to za mało. Kilkanaście lat temu, na samym początku swojej kariery, był pewien, że zabrał z domu wszystko, co mogłoby ujawnić jego tożsamość. Mylił się, policja znalazła, co najmniej tuzin przedmiotów, dzięki, którym prawie go złapali. Prawie uczyniło wielką różnice tylko, dlatego, że przelał pokaźne sumy pieniędzy na parę kont bankowych... Dawne czasy, teraz nie popełniał żadnych błędów.&lt;br /&gt; Włożył list do koperty i odwrócił się w stronę pokoju. Szkoda mu zostawić to wszystko, ale taka praca. Piękne antyczne meble, kosztowały go kilkaset tysięcy, dywan z niedźwiedziej skóry, ściany wyłożone najlepszą boazerią, jaką można było zamówić. Mężczyzna westchnął i zakleił kopertę, a więc to koniec wakacji?&lt;br /&gt; Ciężko mu było opuścić ten dom. Kiedy go urządzał nie przypuszczał, że za parę miesięcy dostanie kolejny list… Ale przecież, kiedy tylko wykona zdanie zaroi się w tej okolicy od Aniołów i Dusz. Wiedział, że nawet on niemiałby szans w walce przeciwko kilku Aniołom, a co dopiero gdyby mialo być ich więcej niż tuzin…&lt;br /&gt; Wyjął laptopa z szafki i położył się z nim na ziemi. Miał radiowe połączenie do Internetu, więc nie musiał się martwić o jakiekolwiek kable. Wstukał adres Fabryki Słów, czasami warto poczytać, co sądzą o Diabłach i Wampirach lub Aniołach i Duszach Polscy pisarze. W ciągu ostatnich kilkunastu lat wampir z literatury coraz bardziej przypominał człowieka niż wampira. Minęły czasy Reginsa – abstynenta, dziś pisze się raczej o urodziwych dziewczynkach pijących, raz na parę lat, końską krew – takich jak Monika Stiepankovic. Tylko jedna rzecz w Polskiej fantastyce pozostawiała niezmienna, nagość. Nie stroni od niej Pilipiuk, a Sapkowski zawsze lubił wspomnieć o jakimś małym „bara-bara”, żeby czytelnik nudził się przy książce… Westchnął, na szczęście na brak książek nigdy nie narzekał, kiedy tylko wprowadzał się do nowego domu lub mieszkania od razu zamawiał kilkanaście najnowszych pozycji. Wyciągnął z kieszeni pogięty pergamin i ponownie przeczytał, dokąd ma się udać, Wrocław...List był po łacinie. Nauczył go jej i całego zawodu stary poczciwy Jakub, teraz już chyba nie żył, ale kto go tam wie?&lt;br /&gt; Wystukał w wyszukiwarce „Wrocław” i poczekał, aż komputer wyświetlił kilkadziesiąt adresów. Odnalazł stronę najlepszego hotelu w stolicy Dolnego Śląska i dokonał rezerwacji na ponad miesiąc najlepszego apartamentu. Komputer chwilę brzęczał, wreszcie na ekranie wyświetliło się potwierdzenie rezerwacji i przybliżona kwota pobytu: 30 tysięcy złotych. Mężczyzna włączył kalkulator, dodał posiłki dziennie za około 200 złotych i codzienną prasę i nowości wydawnicze około 20 złotych dziennie. Razem 40 tysięcy. Wrocław to wyjątkowo tanie miasto…&lt;br /&gt; Zamówił bilet na jutrzejszy pociąg i wyłączył laptopa. Przeszedł się ostatni raz po domu, znosząc wszystkie niezbędne rzeczy do gabinetu. W przedpokoju wyjął z szafy sporą torbę podróżną. Kupił ją już parę lat temu, przydała mu się przy kilkudziesięciu przeprowadzkach. W biurze panował względny porządek, na sofie ułożone w schludną stertkę papiery. Książki, których już nikt nie przeczyta, stały w równych rządkach na półkach. Mężczyzna westchnął po raz setny tego wieczoru i zabrał się za pakowanie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Siedział już w pociągu, odbiór biletu poszedł nad podziw szybko i bezproblemowo. Przedział początkowo był pusty, jednak mężczyza wiedział, że nie może liczyć na długa samotną podróż. Pierwsza weszła jakaś ładna dziewczyna w krótkiej spódniczce, studentka. Przyjrzał się jej zatrzymując wzrok o ułamek sekundy dłużej na ślicznych kobiecych kształtach. Kiedy usiadła i założyła nogę na nogę spódniczka podciągnęła się jej o kilka centymetrów za wysoko, Tomek wykorzystał ten moment i spojrzał na jej młode uda po czym spokojnie, powoli podniósł wzrok wyżej, troszkę obcisły sweterek uwydatniający niewielkie piersi, czerwone jak krew usta, zgrabny nieduży nosek i duże niebieskie oczy, wpatrujące się w niego z zainteresowaniem. Obserwowali siebie przez chwile, już chciała coś powiedzieć, ale poprzestała na otworzeniu ust, ktoś inny wszedł do przedziału. Mężczyzna około trzydziestki z dwójką małych dzieci. Tomek wyjął laptopa, czuł, że to nie będzie spokojna podróż.&lt;br /&gt; - Dzień dobry. Jakby państwu przeszkadzały te urwisy… – mężczyzna spojrzał na dzieci. – To proszę się nie krępować i mówić od razu.&lt;br /&gt; - Dobrze – odpowiedziała bardzo dziewczęcym głosem studentka i przeniosła się na miejsce obok Tomka. – Mam na imię Magda – powiedziała jakby do siebie.&lt;br /&gt; - Tomasz.&lt;br /&gt; - Przemek, a to jest Michał i Monika – powiedział ojciec wskazując kolejno dzieci.&lt;br /&gt; Pociąg powoli ruszał, a Michaś z Moniką powoli zaczynali przeszkadzać. Atmosfera w przedziale była całkiem sympatyczna. Okazało się, że Przemek jest po psychologii, a Magda jest na pierwszym roku. Mieli sporo wspólnych tematów. Tomek im nie przerywał i spokojnie pracował na laptopie. Jednak to było bardzo pozorne, gdyby studentka nie była tak zajęta rozmową na pewno zauważyłaby, że bliskość jej ciała i perfumy wpływają wprost hipnotycznie na Tomasza. Dopiero po paru godzinach jazdy jakby uodpornił się na wdzięki studentki i mógł zacząć pisać.&lt;br /&gt; Pisał książkę o swoim zawodzie, wiedział, że ustny przekaz może się okazać niemożliwy, a papier przetrwa wieki.&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Świat, w którym żyje każdy Czyściciel, bardzo różni się od tego, w którym przywykliście żyć. Pomimo, że pławi się w luksusie nie może zagrzać nigdzie miejsca dłużej niż parę miesięcy. Jednak przejdźmy do początku…&lt;br /&gt; Czyściciel dba, aby żadna z sił walczących ze sobą od zarania dziejów Dobro i Zło, Światło i Ciemność, Dzień i Noc nie zyskała zbyt dużej przewagi. Czasami wystarczy zabić. Rzadziej unicestwić.  A tylko w ekstremalnych przypadkach odesłać. Opiszę teraz pokrótce każdą z tych czynności.&lt;br /&gt; Zabicie jest proste i dosyć skuteczne, właściwie wystarcza w 90% przypadków, zależy od wrodzonej dbałości o szczegóły. Zabija się Wampiry, Dusze, Anioły, Diabły. Trzeba jednak pamiętać. Dla każdej z tych istot zabicie to oczywiście ogromny ból, ale potrafią odżyć po kilku latach. Te kilka lat wystarczy, aby się przygotować do następnego spotkania, zresztą takie osobniki z każdym kolejnym odrodzeniem są słabsze. Istnieje wiele środków, aby zabić, każda istota jest czuła na co innego. Szczegóły opisze na nastepnych stronach...&lt;br /&gt; Unicestwienie trwa około godziny i wymaga nieco bardziej zaawansowanego sprzętu. Dzięki temu rytuałowi można pozbyć się przeciwnika na zawsze. Unicestwić powinno się tylko Dusze i Wampiry. Należe do nielicznych, którym udało się i to wielkorotnie unicestwić Anioła lub Diabła. Jest to jednak bardzo niebezpieczne i trudne. Do unicestwienia potrzebny jest pentagram (na Dusze/Anioły) i krucyfiks (na Wampiry/Diabły). Dusze i Anioły trzeba unicestwiać o 3, a Wampiry i Diabły o 15. Formuły są dwie różne w dwóch różnych językach (Łacina i Hebrajski). Jak już wspomniałem, unicestwia się dosyć rzadko bo jedynie w 9%.…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; - Co piszesz? – przerwała Magda zaglądając Tomkowi przez ramie.&lt;br /&gt; - System RPG – zełgał błyskawicznie mężczyzna i dopiero teraz zauważył, że Przemek wyszedł z przedziału.&lt;br /&gt; - RPG?  Chyba coś kiedyś o tym słyszałam… Moi koledzy z klasy w liceum grali w „Dzikie Pola” – nazwe wymówiła patrząc pytająco w oczy Tomasza.&lt;br /&gt; - Tak, słyszałem kiedyś o tym – chociaż tak po prawdzie wcale nie był pewien czy dziewczyna ma rację.&lt;br /&gt; Mężczyzna przymknął laptopa i zaczął się ponownie przyglądać Magdzie. Teraz wyglądała na odrobine straszą i jakby troszkę inaczej ubraną… Dziewczyna czy może raczej kobieta wstała nagle i dobrze zamkneła drzwi od przedziału. Pociąg zaczął szybko hamować. Tomek zerwał się z miejsca i wyjrzał przez okno, zatrzymali się w szczerym polu. Odwrocił się na pięcie i zrozumiał, że jest w pułapce. Stała przed nim koboteta mająca minimum trzydziestkę na karku ubrana była w luźną białą koszulę zakładaną przez głowę i długą brązową spódnicę.&lt;br /&gt; - Maria z Magdali? – czy może raczej Maria Magdalena, zapytał w myślach.&lt;br /&gt; Tomasz gorączkowo rozważał różne możliwości, tym co go przerażało najbardziej była wizja nieuchronnej walki.&lt;br /&gt; - Uspokój się Czyścicielu nie odgrywałabym całej tej szopki gdybym chciała cię zgładzić, a przynajmniej na razie – dodała zbyt cicho, żeby mężczyzna mógł to usłyszeć. – Mam dla ciebie propozycję. Przez ostatni rok wiele się zmieniło... W odwiecznej wojnie między Dobrem a Złem, zdobyliśmy znaczącą przewagę. Czas to skończyć! – podniosła na chwilę głos. - Jezus już planuje dzień swojego powtórnego przyjścia na Ziemię… Jak zapewne wiesz, będziesz nam potrzebny. Jesteś całkiem inteligentny, jak na śmiertelnika, powinieneś się już domyślać co masz zrobić…&lt;br /&gt; - Czyście tam w Niebie zupełnie postradali zmysły?!? – wydarł się Tomek. – Nie mam ŻADNYCH szans w konfrotnacji z Lucyferem. I dobrze o tym wiecie, wszyscy Święci wzięci do kupy niewiele by zdziałali. Nawet gdybym jakimś cudem przedarł się przez legiony Wampirów i hordy Diabłow, i stanął przed jego piekielnym obliczem…&lt;br /&gt; - Zamilcz -  przerwała mu w połowie zdania. - Mówiłam Jezusowi, żeby ci nie ufał, ale on jak zwykle musi postawić na swoim – wymamrotała cicho po czym dodała głośniej – Wampirami i Diabłami się nie martw. Lucyfera też nie będziesz musiał unicestwiać, sam – zreflektowała się.&lt;br /&gt; Czyściciel nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdyby miał walczyć ze Świętym lub Potępionym miałby bardzo nikłe szanse na cokolwiek. A co dopiero Unicestwić Szatana? Nie… To leżało poza ludzkimi możliwościami&lt;br /&gt; - Do czasu przyjścia Jezusa Lucyfer już musi zostać unicestwiony… Właściwie nie obchodzi mnie jak to zrobisz – przerwała na chwile. Popatrzyła krytycznie na Tomasza -  Nawet jakbyś zginął mój Pączuś poradzi sobie dalej bez problemu. Potrzebujemy jakieś pięć godzin na… nazwijmy to „sprawy techniczne”.&lt;br /&gt; - „Mój Pączuś” – powtórzył Tomek próbując powstrzymać śmiech. – Nie bardzo obchodzą mnie wasze sprawy techniczne, nie mam szans w walce z Władcą Diabłów…&lt;br /&gt; - Wiem – uśmiechnęła się – dlatego będziesz musiał znaleźć swojego mistrza Jakuba. Niestety, nie mam pojęcia gdzie on może teraz być…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - I jak ci poszło?&lt;br /&gt; - Doskonale, właściwie nawet się nie stawiał – chwilę obserwowała Jezusa pochylonego nad mapą świata. - Nabrałam ochoty na małe pieszczoty, kochanie – przeciągnęła się kusząco.&lt;br /&gt; Jezus spojrzał na nią, westchnął i wrócił do obserwacji mapy. Miała trzy poziomy. Niebo, Ziemię i Piekło. Poziom Nieba był doskonale przedstawiony, na płótnie widać było każdy szczegół nawet najmniejsze polne ścieżki, każdy lasek, jeziorko i górkę. W paru miejscach stały malutkie drewniane Anioły.&lt;br /&gt; - Co się stało?&lt;br /&gt; - Obawiam się, że w tej wojnie stracimy 99,99% armii. Nawet jeśli udało ci się omamić Czyściciela to przecież on ma się zająć tylko… – objął Marię Magdalenę i pochylili się – Widzisz? Tutaj mamy dwadzieścia tysięcy dobrze wyszkolonych Aniołów i jeszcze pięć tysięcy Archaniołów. Obawiam się, że to i tak będzie za mało, nasze jednostki w starciu jeden na jeden wygrywają bez jednego zadrapania.&lt;br /&gt; - A więc dlaczego tak się przejmujesz? Jeśli to co mówisz się potwierdzi, to nie stracimy nawet 10% wojsk.&lt;br /&gt; - Tak… Tylko, że jest pewien problem. Popatrz na poziom Ziemi, widzisz? Tutaj mamy ponad sto tysięcy Dusz i przypuszczamy, że Lucyfer gdzieś na Ziemi ma około trzysta tysięcy Wampirów. Więc wychodzi nam trzy Wampiry na jedną Dusze… Będę starał się stosować politykę wojny podjazdowej, ale przecież tym razem nie walczę przeciwko SI.&lt;br /&gt; - A Święci? Tacy jak ja? Przecież masz ich ponad tysiąc, a ja jestem w stanie pokonać cały oddział Wampirów – przeszła na środek pokoju i wykonała parę ruchów naśladując bokserów przed walką.&lt;br /&gt; - Nie mogę was narażać. Obejmiecie dowodzenie nad poszczególnymi oddziałami i będziecie wtrącać się do walki tylko ostatecznie.&lt;br /&gt; Przeszedł się w kółko po pokoju. Idealnie białe ściany na nich kilkadziesiąt zdjęć rodzinnych. Położył się na podłodze (po co łóżko, skoro wystarczy położyć się na podłodze i od razu staje się miękka?) i zamknął oczy, poczuł, że Maria kładzie się obok.&lt;br /&gt; - Cała nadzieja w Tomaszu i Jakubie. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie martwi. Gdzie mógł się podziać Jakub, że nie jesteśmy w stanie go odszukać?&lt;br /&gt; Maria nie odpowiedziała, przytuliła się tylko mocniej i pocałowała go. Oboje wiedzieli gdzie musi być, tylko żadne z nich nie miało dość odwagi, żeby to powiedzieć… Jezus długo jeszcze nie mógł zasnąć, czuł, że musi powiedzieć ukochanej prawdę o tym wszystkim, ale nie czuł się gotowy i nie wiedział jak przyjmie to Maria Magdalena...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tomek z braku lepszego pomysłu spędził tę noc w zarezerwowanym wcześniej hotelu. Nie mógł zmrużyć oka, ciągle rozmyślał gdzie może być Jakub. Był pewien, że nie dał się zaskoczyć i wciągnąć do piekła, żeby w tym krytycznym momencie pomóc Lufycerowi. Więc gdzie?&lt;br /&gt; Około 3 w nocy z zamyślenia wyrwał go wibrujący w spodniach telefon komórkowy.&lt;br /&gt; - Tak? – zapytał.&lt;br /&gt; - Cześć, wiem, że jesteś we Wrocławiu. Musimy się spotkać, podaj mi swój adres.&lt;br /&gt; - Jakub? Wiesz co się dzieje?&lt;br /&gt; - Wiem. Podaj ten adres – w jego głosie Tomasz usłyszał coś jakby strach.&lt;br /&gt; - Qubus Hotel Wrocław, apartament numer 1.&lt;br /&gt; - *Pip pip pip* - rozłączył się.&lt;br /&gt; Tomek zerwał się ze skórzanego fotela i zaczął się kręcić po sypialni. Wyciągnął laptopa z torby i wrócił z nim na fotel. Podłączył się do Internetu i wszedł na tajne forum Czyścicieli. Szybko przeczytał nowe wiadomości, nic! Przecież to niemożliwe, żeby nikt nic nie wiedział.&lt;br /&gt; Postanowił napisać o tym co się dziś stało i zobaczyć jak skomentują to inni. Jednak przerwał mu telefon z recepcji.&lt;br /&gt; - Słucham?&lt;br /&gt; - Przepraszam, że przeszkadzam o tak późnej porze, ale ma pan gościa, upiera się, że to coś bardzo ważnego. Przedstawił się jako Kuba, wpuścić?&lt;br /&gt; - Tak! – prawie krzyknął Tomek i odłożył słuchawkę.&lt;br /&gt; W biegu do drzwi wyłączył jeszcze laptopa. Po chwili, która wydawała się wiecznością usłyszał stukanie do drzwi, natychmiast nacisnął klamkę i otworzył.&lt;br /&gt; Zobaczył swojego nauczyciela. Na twarzy miał kilku tygodniowy zarost, bardziej siwy niż kiedykolwiek. Ciemny sweter i jeansy chroniły go przed chłodem nocy. Wszedł wpychając do środka Tomka i zamknął za sobą drzwi.&lt;br /&gt; - Opowiadałem ci, że kiedyś może się zdarzyć tak, że jedna ze stron wygra?&lt;br /&gt; - Tak.&lt;br /&gt; - Teraz nadszedł ten czas. Dobro ma niewyobrażalną przewagę, ostatnio mieli taką przewagę dwa tysiące lat temu. Nie możemy pozwolić na „powtórne przyjście w chwale”.&lt;br /&gt; - Wiem. Maria z Magdali mówiła mi o przewadze – przerwał Tomek.&lt;br /&gt; - Mniej więcej. Dwa tysiące lat temu znalazł się jakiś idiota i zajął Lucyfera, oczywiście sam zginął. Maria nie powiedziała ci o ważnym detalu. Mimo ogromnej przewagi, jaką mają nie mogą nic zrobić jeśli im nie pomożemy…&lt;br /&gt; - Poczekaj, poczekaj. Gdzie dzisiaj byłeś? Skąd masz te informacje? – Tomek przypomniał sobie, że wywiad Nieba nie mógł go znaleźć.&lt;br /&gt; - Wampiry po mnie przyszły i zaciągnęły do Lucyfera – wyznał ze wstydem.&lt;br /&gt; Tomasz opadł na fotel, gestem prosząc Jakuba o kontynuację.&lt;br /&gt; - Szatan co jak co, ale nie kłamie. Nie wiem czemu, pewnie w celu przełamania opinii o nim. Powiedział mi, że jeśli nikt by się nie wtrącał to żaden z nich nie byłby w stanie wykonać żadnego ruchu. Pewnie Maria wmawiała ci, że nawet jeśli zginiesz i tak Dobro zwycięży. Gówno prawda… Jezus wracałby z podkulonym ogonem do Nieba, a Lucek do Piekła. Co to ma wspólnego z nami? Dlaczego nie możemy siedzieć z założonymi rękami?&lt;br /&gt; Tomek gestem zaprosił go do pokoju, gdzie rozlał po kieliszku wina i wskazał Jakubowi fotel, sam wrócił na swoje wcześniejsze miejsce.&lt;br /&gt; - Nie mam pojęcia…&lt;br /&gt; - No to słuchaj – zaczął smakując wina. – Nie mówiłem ci o tym podczas szkolenia, bo najpierw musiałem sprawdzić czy będziesz zdolnym Czyścicielem. Okazało się, że jesteś bardzo zdolny, prawie tak zdolny jak ja – uśmiechnął się z przekąsem. – Zadaniem takich jak my, zdolnych, jest doprowadzenie do zgładzenia pojęcia Dobra i Zła. Kiedy nie będzie ani Nieba, ani Piekła ludzie nie będą omamiani przez żadną religie. Oczywiście może się też zdarzyć, że ludzie dalej będą robić „swoje” i modlić się do drewnianych krzyży. Wtedy to nas będzie mało obchodzić… - dopił wino.&lt;br /&gt; - Czyli co musimy zrobić? Unicestwić Jezusa i Lucyfera?&lt;br /&gt; - Tak byłoby najlepiej, ale nie damy rady raczej. Proponuje zrobić tak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jakub wyczuwał w pobliżu moc, bał się cholernie, wiedział, że w pobliżu są najpotężniejsze postacie świata Dobra, a on tym razem stoi po drugiej stronie… Ściskał w ręku kurczowo pentagram przeklęty przez samego Szatana. Według informacji otrzymanych od wywiadu piekielnego i Tomasza gdzieś tutaj ma się odbywać „powtórne przyjście w chwale”. Ileż w tym ironii… „w chwale” dobre sobie, tutaj w dawno zapomnianym magazynie. Niekończące się rzędy półek uginające się pod ciężarem kurzu, odchodów, zdechłych ptaków i myszy. Odór jest ciężki do zniesienia, ale na szczęście człowiek po minucie jest w stanie przyzwyczaić się do najgorszego smrodu.&lt;br /&gt; - Ciekawe, czy Tomek trafił na cmentarz? – zaczął myśleć Jakub, starając się uspokoić. – Właściwe to jak Lucyfer wyjdzie z Piekła? Nigdy nie słyszałem o żadnym skutecznym rytualne. Maria też nie słyszała, bo inaczej nie wzywali by Tomka, widać ona zakłada, że on po prostu przyjdzie, głupia.&lt;br /&gt; Zatrzymał się w pół kroku, usłyszał jakieś szepty, z miejsca, na które padał snop światła przebijający się przez dziurawy sufit.&lt;br /&gt; - Kirle elejson… Chryste usłysz nas… Chryste wybaw nas…&lt;br /&gt; Nie opuszczając nogi rozejrzał się za jakimś miejscem, w którym mógłby spokojnie obserwować rytuał, a zarazem nie zostać zauważonym. Jakieś 5 metrów od niego leżał na ziemi przewrócony regał, zakradł się tam i położył obok martwego gołębia.&lt;br /&gt; - Siema, gołąb! Można? – zapytał praktycznie tylko poruszając ustami, bojąc się, że każdy głośniejszy dźwięk może zwrócić uwagę.&lt;br /&gt; - Spoko, ziooom! – wychrypiał gołąb. Jakub nawet nie zdziwił się za bardzo, spodziewał się dużego nagromadzenia mocy, chociaż gadających zwierząt jeszcze nie spotkał. No cóż, to będzie długi dzień…&lt;br /&gt; W kieszeni zawibrował telefon, Tomek przysłał esemesa. „Mistrzu, szykuje się grubsza zadyma, widziałem kilku Aniołów i Diabłów zresztą też. Wydaje mi się, że zaraz będzie tutaj gorzej niż na Perl Harbor.” Jakub westchnął tylko i odstukał odpowiedz: „Musisz się jeszcze wiele nauczyć, Anioły są, żeby walczyć z Luckiem na pierwszy ogień, Diabły ich pilnują i nie dopuszczą do tego. U mnie to chyba podpucha. Pamiętaj, nie mieszaj się do walki. Musisz dotrzeć za Luckiem do miejsca ostatecznej walki.”&lt;br /&gt; - Mario, królowo Polski, bez grzechu pierworodnego, matko Chrystusa… Przybądź do nas!&lt;br /&gt; - O kurwa… - Jakub ledwo zdążył schować komórkę i chwycić pewniej pentagram. Zaczęło się…&lt;br /&gt; W samym środku kręgu stworzonym przez Kapłanów stała Maryja, a obok w powietrzu kilkanaście Aniołów (chyba przybyły razem z Nią) walczyło już z przeważającą liczbą Diabłów.&lt;br /&gt; - No ja pierdole… Zawsze musze trafić w największe gówno… - użalał się nad sobą Jakub.&lt;br /&gt; Maryja stała w blasku chwały, nawet to niegodne miejsce rozjaśniało i lśniło czystością. Diabły padały pod ciosami wzmocnionych obecnością Matki Boskiej Aniołów.&lt;br /&gt; - Niech się stanie wola najwyższego! – krzyknęła, a duchowni podchwycili okrzyk i rzucili się do walki, ginąc w oka mgnieniu.&lt;br /&gt; Jakub wstał powoli, koncentrując cała swą wolę na stworzeniu wokół siebie Tarczy Grzechu i ruszył w stronę obrończyni Częstochowy, zupełnie ignorując obecność Aniołów.&lt;br /&gt; - Hej, Maria! Spróbuj z kimś silniejszym – miał nadzieje, że zabrzmiało to dość przekonująco. &lt;br /&gt; - Jakub, dawno się nie widzieliśmy – nigdy wcześniej się nie spotkali, ale jakie to miało znaczenie. Czyściciel mrugnął, a Ona już stała tuż przy nim. Szybka była… - Miło, że wpadłeś tutaj, a nie do mojego syna – zachichotała i zaatakowała bez ostrzeżenia krucyfiksem, który pojawił się w jej dłoni.&lt;br /&gt; Człowiek uderzony upadł parę metrów dalej, wzmacniając Tarczę i unosząc pentagram. Tym razem on skoczył i uderzył na odlew… Zawirowali w walce, przez chwilę słychać było tylko dźwięk zderzającego się metalu i sylwetki walczących rozmywały się i nie sposób stwierdzić kto wygrywał. Maria nagle odskoczyła od przeciwnika.&lt;br /&gt; - Dobry jesteś – stwierdziła i nie było w tym cienia ironii.&lt;br /&gt; Jakub dyszał ciężko, ale nie pozwolił sobie na odpoczynek, zaatakował. Martwy gołąb obserwował walkę ze swojego dawnego miejsca, widział jak pentagram opada, odbija się od krzyża i znowu atakuje tym razem z innej strony. W jego malutkim gołębim rozumku ta walka ciągnęła bez końca. Nagle dostrzegł, że gwiazda rozcięła brzuch Świętej, a ta szybko traci wszystkie siły, a krew zabarwia jej szaty czerwienią. Więcej nie zobaczył, nie mógł, kiedy umarła Maria siły, które powróciły go do życia znikły, a on powrócił w zaświaty…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; W tym samym czasie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Czcigodny Lucyferze, władco piekieł przybądź do nas! – Sataniści właśnie kończyli rytuał przywołujący… Było ich pięciu, ustawieni na wierzchołkach pentagramu narysowanego na ziemi – bramy między światami.&lt;br /&gt; Zbuntowany Anioł pojawił się w ułamek sekundy po wypowiedzeniu zaklęcia. Tomek wyobrażał sobie go jak Balroga z Władcy Pierścieni, ale najwyraźniej tamten wizerunek wyszedł już z mody, bo Przeklęty wyglądał jak mężczyzna około trzydziestki ubrany jak Neo z Matrixa. I tyle zdążył zobaczyć, potem rozpętało się piekło. Jak później się domyślił przyszło z drobnym opóźnieniem za swoim panem.&lt;br /&gt; Temperatura powietrza wzrosła do jakiś czterdziestu stopni w cieniu, liście na drzewach z zielonych stały się żółte i milionami urwały się z gałęzi wyglądały trochę jak płomienie zmierzające powoli, acz nieuchronnie, ku ziemi. Diabły padły na kolana oddać hołd swojemu Władcy, ale doskonale wyszkoleni Aniołowie, nie dali się zaskoczyć. Błyskawicznie wyeliminowali z walki wszystkich popleczników piekieł i rzucili się na stojącą spokojnie w środku pentagramu diabelską postać. Tomek, który to wszystko obserwował z jakiegoś splądrowanego grobu znajdującego się kilkanaście metrów dalej, wyczuwał moc emanującą od niego aż tutaj, włosy falowały chociaż nie było wiatru. Walkę tę najlepiej porównać do koncertu, kiedy perkusista uderza szybko w talerze, a słuchacz pozostaje obojętny dźwięki odbijają się od niego i znikają. Nagle muzyk przestaje… Tylko po to, żeby uderzyć po raz ostatni, dużo mocniej niż poprzednio. To uderzenie porusza, zaskakuje… Tak było i tym razem, po Aniołach i po przerwie spadł z nieba Jezus. Wpadł prosto na Lucyfera i zakotłowali się chwile na ziemi, w końcu wstali, otrzepali się z piachu i liści i stali patrząc na siebie, jakoś tak dziwnie, bez nienawiści, chyba nawet z sympatią... Zapadła niepokojąca cisza.&lt;br /&gt; - Cześć, Lucek! – uśmiechnął się Jezus i poprawił włosy.&lt;br /&gt;Tomek oczekiwał, że będzie miał na sobie długą białą szatę, ale i tym razem się pomylił. Miał na sobie jeansy, rozpiętą koszulę, w jakąś granatowo-brązową kratę, pod którą nosił koszulkę „Jesus inside” i glany… Włosy krótkie, ale w czasach fryzur „na zero” wydawać się mogły całkiem, całkiem, choć nie takie jak na obrazach. Jedyne co się zgadzało z wyobrażeniem Tomasza był kilkutygodniowy zarost.&lt;br /&gt;- Hej, braciszku - uścisnęli się serdecznie. – Musisz potrenować to „przychodzenie w chwale”, bo następnym razem może mnie nie być i na kim się zatrzymasz? – zachichotał.&lt;br /&gt;- Ty też zawsze miałeś z tym problem, dlatego się zbuntowałeś i poszedłeś na dół. Łatwiej wyjść z dołu niż z gracją spaść z takiej wysokości – spojrzał w górę.&lt;br /&gt;- Coś w tym jest. W ogolę co tam u ciebie słychać? Kopę lat…&lt;br /&gt;- Ożeniłem się, właśnie mam prośbę. Jeśli wygrasz pozwól mi zachować przy sobie Marie Magdalenę.&lt;br /&gt;- Spoko bro – Lucyfer uśmiechnął się. – Chociaż nie rozumiem cię, ja u siebie w piekle mam lasek do wyboru do koloru i chędożę, którą chcę. Małżeństwo po co to komu?&lt;br /&gt;- Kiedy się zakochasz będziesz wiedział po co. Nie ma tu nikogo z twoich? – Chrystus pstryknął palcami i spadło kilkanaście martwych Aniołów.&lt;br /&gt;Lucyfer zrobił to samo i spadło jeszcze trochę Diabłów.&lt;br /&gt;- Tam w grobie leży jakiś człowiek i podsłuchuje, ale nim zajmie się zwycięzca – wskazał w na Czyściciela. - Dobra, przejdźmy do rzeczy. Tak jak ostatnio?&lt;br /&gt;Tomek zadrżał, wolnym ruchem wyciągnął komórkę i zaczął stukać „Te… To troszkę inaczej wygląda niż się spodziewaliśmy, zresztą sam zobaczysz. Jesteśmy dalej na cmentarzu.”&lt;br /&gt;- Tak. Ma… - zaczął.&lt;br /&gt;- …ry…&lt;br /&gt;- …na…&lt;br /&gt;- …rzyk! – dokończyli razem.&lt;br /&gt;Jezus kamień, Lucyfer kamień.&lt;br /&gt;- Jeszcze raz…&lt;br /&gt;Jezus nożyczki, Lucyfer znowu kamień.&lt;br /&gt;- Psia kostka! Motyla noga! Niech to gwint ściśnie! – przeklinał Zbawiciel.&lt;br /&gt;- A widzisz! Tralalala – podskakiwał z radości Szatan. – „Ostatni będą pierwszymi” – zacytował Biblię.&lt;br /&gt;W tym momencie na cmentarz wpadł Jakub z dwiema katanami w dłoniach (Bóg raczy wiedzieć skąd je wziął), podbiegł do Tomka, wręczył mu broń i ruszył na Chrystusa z okrzykiem na ustach.&lt;br /&gt;- A to co…? – wyrwało się Belzebubowi.&lt;br /&gt;Młodszy Czyściciel zdążył się otrząsnąć ze zdziwienia i zaatakował Lucyfera.&lt;br /&gt;Bracia stali jak zaczarowani, Kuba śpiewał jakąś pieśń w nieznanym Tomaszowi języku, ale, ku swojemu zdziwieniu, zdał sobie sprawę, że śpiewa razem z nim. Czyściciele szybko pokonali dzielący ich dystans od rodzeństwa i synchronicznie odcięli im głowy.&lt;br /&gt;- To już? – zapytał Tomek zasapany.&lt;br /&gt;- Chyba tak… Całe życie czekałem na tę chwilę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W kościele, gdzieś w Polsce…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz właśnie kończył recytować znaną wszystkim chrześcijanom kwestię:&lt;br /&gt;Oto wielka tajemnica wiary… A wierni odpowiedzieli: Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale. W głowie księdza Pawła pojawiły się wątpliwości, nie to, że nigdy nie wątpił. Jednak tym razem nabrał prawie pewności, że to wszystko jest tylko czczym gadaniem pozbawionym sensu.&lt;br /&gt;Później kiedy już zjadł Ciało Boże i rozdawał je parafianom tylko utwierdził się w tym przekonaniu. „Będę się musiał wyspowiadać u księdza proboszcza…” pomyślał i dokończył mszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Na opuszczonej działce, gdzieś w Polsce…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kamil właśnie zabił kota w imię Szatana. Miał łzy w oczach, chociaż to nie było pierwsze zwierze, które zabija. Tym razem było mu szczerze żal tego biednego zwierzaczka, a po swoich przyjaciołach widział, że oni również męczą się z czymś w środku. Kontynuowali, jednak obrządek jednak dalej w imię Pana Ciemności i doprowadzili go do końca.&lt;br /&gt;Jak zwykle po czarnej mszy, usiedli w koło i jedli pieczone koty. Jednak było w tej scenie coś co Kamilowi nie pasowało, nigdy wcześniej nie jedli w ciszy… A i kot nie smakował tak samo jak dawniej…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-2200190544619246139?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/2200190544619246139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2007/06/tajemnica.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/2200190544619246139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/2200190544619246139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2007/06/tajemnica.html' title='Tajemnica'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-114372531291595030</id><published>2006-03-30T15:26:00.000+02:00</published><updated>2006-03-30T15:28:33.496+02:00</updated><title type='text'>Niepewna przyszłość</title><content type='html'>Dwie noce  przed…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Stał przed zamkniętymi drzwiami, niepewny gdzie jest i skąd się tu wziął. Przeczuwał, że jeśli otworzy stanie się coś czego nigdy nie zapomni, coś co będzie miało na niego gigantyczny wpływ.&lt;br /&gt; Chwycił za klamkę, a drzwi otworzyły się bezszelestnie. Blask go oślepił, poświęcił chwilę żeby przyzwyczaić wzrok do światła i ruszył przed siebie. &lt;br /&gt; Był w pokoju łudząco podobnym do tego który pamiętał z domu dziecka, ale coś było nie tak, ach… Kiedy on tu mieszkał to wszędzie były jakieś kartki, książki lub inne niezbędne nastolatkowi rzeczy, teraz nie widział żadnych osobistych rzeczy. &lt;br /&gt; Podszedł do biurka, tam spędzał najwięcej czasu, na nim leżała fotografia przedstawiająca jego samego jak wychodzi uśmiechnięty obok jakiegoś małżeństwa.&lt;br /&gt; „Adoptowali mnie?” – pomyślał, ale zaraz wyrzucił tę myśl z głowy, przecież był już za stary… &lt;br /&gt; Wyjrzał przez okno lecz zamiast parku, zobaczył przez kraty ruchliwą Świdnicka ulicę oświetlaną przez żółte światła latarni. Odwrócił się i pokój zniknął, stał przy oknie w sypialni domu poprawczego. Od ścian odpadała zielona farba, na kilku łóżkach spali jego współlokatorzy. &lt;br /&gt; Wrócił na swoją pryczę, był tu od niedawna. Jeszcze się nie przystosował. Położył się i zamyślił się wpatrując się w sufit jakby zobaczył tam coś interesującego... Zaczynał rozumieć, musi stąd uciec. Inaczej zwariuje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Uśmiechnął się, nieszczerze, i zapukał do drzwi własnego domu. Odpowiedziały mu spokojne kroki, żadnych krzyków, przekleństw i tłuczenia butelek. Ktoś spojrzał przez „judasza”, usłyszał dźwięk otwieranego zamka, otworzyła mu jego mama. Coś było w niej dziwnego, niecodziennego. Była ubrana w czystą koszulkę i jeansy, włosy schludnie uczesane i na twarzy malowała się jej radość.&lt;br /&gt; - Jesteś synku, gdzie byłeś? Matko Boska, jesteś cały brudny, wchodź szybko i przebierz się w coś czystego do obiadu. – powiedziała to tak spokojnie…&lt;br /&gt; Wszedł do środka, a matka ruszyła do kuchni. Już w przedpokoju zdziwił go brak plam na tapetach, ale nie zastanawiał się nad tym. Ruszył szybko do pokoju, bał się spotkać ojca. &lt;br /&gt; W pokoju siedziała jego siostra, uczyła się. Wszystko było takie ładne, takie nowe. Otworzył swoją szafkę i zobaczył, że ma więcej ciuchów niż się spodziewał. Przebrał się szybko, brudne rzeczy rzucając na krzesło.&lt;br /&gt; - Daniel, weź te cichy schowaj, nie rób bałaganu. – Skarciła go, zabrzmiało by to niesympatycznie, gdyby nie fakt, że uśmiechała się do niego. Spojrzał na nią i zauważył, że ładnie uczesana i nie zapłakana wygląda bardzo ładnie.&lt;br /&gt; Wziął cichy i ruszył do łazienki. Kiedy otworzył drzwi, coś go oślepiło, zamiast w przedpokoju znalazł się w celi poprawczej. Na łóżku leżał Tomek miał otwarte oczy. Reszta spała. &lt;br /&gt; Podszedł do Tomka, obaj trafili tu w podobnym czasie i obaj mieli kłopoty ze snem. Czasami żartowali, że jeśli stąd nie uciekną to oszaleją.&lt;br /&gt; - Nie możesz spać? – zagaił cicho Daniel.&lt;br /&gt; - No, cholera, znowu mi się śnił mi się dom dziecka. – westchnął Tomek nie odrywając wzroku od sufitu. &lt;br /&gt; Daniel pokiwał głową ze zrozumieniem. &lt;br /&gt;– Słuchaj… - szepnął i upewnił się, że wszyscy śpią – może stąd uciekniemy?&lt;br /&gt;W oczach Tomka pojawił się błysk nadziei, ale natychmiast zgasł. Nie odpowiadał jeszcze przez parę minut, myślał. Daniel nie przerywał milczenia, wiedział, że Tomek się zgodzi i właśnie planuje ucieczkę. &lt;br /&gt;- Zgoda – powiedział wreszcie Tomek, słabo słyszalnym szeptem. – Ale sami nie damy rady, myślisz, że się zgodzą? – Gestem pokazał, że ma na myśli resztę.&lt;br /&gt;- Oni? – Daniel wykonał taki sam gest. – Oczywiście.&lt;br /&gt;Rozmawiali jeszcze długo, planowali każdy szczegół, każdy krok. Zaraz po śniadaniu powiedzieli o swoim planie reszcie, zgodzili się, chociaż mieli zupełnie inna wizję ucieczki… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Noc zdarzenia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; W pokoju zgasło już światło. Wszyscy byli ubrani i leżeli pod kocami. Daniel spokojnie kończył się modlić, robił tak co wieczór. Czasami niektórzy ćwiczą, dzisiaj jednak położyli się od razu do łóżek. &lt;br /&gt; Szept Daniela ucichł, usłyszeli jak wychowawca zamyka drzwi swojego gabinetu, wieczorami często ma coś do zrobienia na komputerze. &lt;br /&gt; Odczekali jeszcze parę minut i wstali. Ktoś otworzył drzwi i wykradli się na korytarz. W planie mieli zamknąć wychowawcę w pokoju, jednak Michał narobił tyle hałasu odrywając nogę od krzesła, że opiekun wyszedł z gabinetu. I to był być może jego największy błąd w życiu, Michał błyskawicznie podbiegł do niego i uderzając pałką w żebra, jednak był tylko nastolatkiem, a Dąbrowicz był silnym mężczyzną. Mężczyzna szybko odebrał broń chłopcu i widząc, że chłopak nie jest sam wycofał się do swojego gabinetu. &lt;br /&gt; - Michał, cholera, co ty wyprawiasz? – skarcił go Tomek, ale było już za późno.&lt;br /&gt; Cały bunt wymknął się spod kontroli. Wszyscy rozprzestrzenili się po schronisku. Tomek i Daniel ciągle stali pod drzwiami numer 21 i nie za bardzo wiedzieli co mają robić. Poczuli zapach palonej gumy i drewna, wkrótce potem zobaczyli dym.&lt;br /&gt; - Podpalili coś. – zauważył Daniel.&lt;br /&gt; - Tak, po czym wnosisz? – rzucił z przekąsem Tomek. &lt;br /&gt; Roześmiali się sztucznie i ruszyli w poszukiwaniu wyjścia. W innych pokojach wszyscy spali, albo przynajmniej woleli się nie wtrącać. Z dołu dochodziły odgłosy szamotaniny. Ominęli schody i ruszyli przed siebie. &lt;br /&gt; - Wiesz, że zaraz tu będzie policja? – upewnił się Daniel.&lt;br /&gt; - Oczywiście, a ty zdajesz sobie sprawę, że nie uciekniemy stąd? &lt;br /&gt; - Jasne.&lt;br /&gt; Zatrzymali się przed drzwiami do których nigdy nie wchodzili, zawsze były zamknięte. Tomek bez namysłu nacisnął klamkę, drzwi zaskrzypiały i otworzyły się. &lt;br /&gt; Pokój nie był duży. Ściany były zielone jak w całym schronisku, jednak tutaj farba nie odpadała od ściany. Pod ścianą stało biurko i obrotowe krzesło. Drewniana szafa stojąca przykuła wzrok obu chłopców. Jednak nie ruszyli w jej stronę, Tomek podszedł do biurka, Daniel do małej szafki stojącej pod oknem.&lt;br /&gt; - Już są – poinformował, kiedy usłyszał dźwięk sygnałów policyjnych wozów i straży. Jednak nie przejął się tym za bardzo. Skoncentrował się na szafce. W środku znalazł odtwarzacz mp3. Działając jak automat założył słuchawki i włączył…&lt;br /&gt; - Jesteś synku, gdzie byłeś? Matko Boska, jesteś cały brudny, wchodź szybko i przebierz się w coś czystego do obiadu. – powiedział jakiś spokojny, kobiecy głos.&lt;br /&gt; - Daniel, weź te cichy schowaj, nie rób bałaganu. – tym razem to był głos dziewczyny.&lt;br /&gt; Chłopak schował urządzenie, myśląc gorączkowo. „Przecież to był sen, tylko sen…”&lt;br /&gt; Kiedy Daniel słuchał nagrania, Tomek przeszukał szafki w biurku, nie znalazł tam nic ciekawego. Na blacie leżała książka „Przypadek czy przeznaczenie?”, nastolatek wziął ją i znalazł w środku fotografię ze swojego snu. Przedstawiającą jego, uśmiechniętego jak nigdy i małżeństwo. Tomek szybko schował zdjęcie i podszedł do kolegi. &lt;br /&gt; - Rozumiesz coś z tego? – zapytał, ale odpowiedzi udzielił mu ktoś zupełnie inny. &lt;br /&gt; - Nazwałbym to zagięciem rzeczywistości, przeznaczeniem lub jak wolicie omamem. – W drzwiach ukazał się uśmiechnięty woźny. – Nie uważacie, że to dziwne? Ten pokój był zamknięty od kiedy tu pracuję, a wierzcie mi, pracuję tutaj długo. Od kiedy pojawiliście się w schronisku czasami słyszałem z tego pokoju różne dźwięki.&lt;br /&gt; - Kim pan jest? – zapytali niemal chórem. &lt;br /&gt; - Jestem człowiekiem, który ma otwarte oczy i uszy. Jednak wybaczcie, wydaję mi się, że muszę was już opuścić, policjanci już tutaj idą. W sądzie zeznam, że jesteście niewinni, porozmawiam o tym też z waszym wychowawcą… &lt;br /&gt; Odwrócił się na pięcie i szybko wyszedł pozostawiając pytania kłębiące się w głowach chłopców bez odpowiedzi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka tygodni później…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Michał i reszta chłopaków z pokoju zostali przeniesieni do różnych ośrodków poprawczych. Tomek i Daniel zostali, do ich pokoju zostali przydzieleni inni. Jednak tamci nie zabierali prawie nigdy głosu i rzadko mówili coś do „starych lokatorów”. W szafie odkryli jeszcze kilka przedmiotów z ich snów, a także woźny znalazł coś co należało kiedyś do niego.&lt;br /&gt; Woźny nie udzielił im odpowiedzi na zbyt wiele pytań, ale często przebywał z nimi w pokoju numer 57. Spełnił obietnice, oczyścił ich z zarzutów w sądzie.&lt;br /&gt;Tomkowi i Danelowi zostało jeszcze parę miesięcy. Jednak przeznaczenie całej ich trójki jest ze sobą powiązane. Spotkają się jeszcze nie raz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-114372531291595030?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/114372531291595030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/03/niepewna-przyszo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/114372531291595030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/114372531291595030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/03/niepewna-przyszo.html' title='Niepewna przyszłość'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-113801063545417022</id><published>2006-01-23T11:03:00.000+01:00</published><updated>2006-01-23T11:06:48.380+01:00</updated><title type='text'>Świat się zmienia</title><content type='html'>Drzwi do sali rozpraw numer jeden otworzyły się. Pierwszy wyszedł mężczyzna w wieku około trzydziestu pięciu lat, średniego wzrostu, głowę miał spuszczoną, a ręce skute kajdankami. Za nim dumnie kroczyło dwóch policjantów o głowę wyższych od więźnia. Następnie wyszła kobieta, szlochająca cicho, przytulona do ramienia prawnika, tamten jednak wydawał się zupełnie jej nie zauważać… Po tej dwójce wyszło jeszcze kilka osób, a strażnik zamknął drzwi od środka. Dało się słyszeć dźwięk zamykanego zamka.&lt;br /&gt; Na sądowym korytarzu ciągle kręcili się zainteresowani z poprzedniej rozprawy, chociaż oskarżony już dawno opuścił budynek. Z sali numer dwa dobiegł krzyk:&lt;br /&gt; - Ja jestem niewinny, nie zabiłem jej! Ja ją kochałem! – Mimo, że głos tłumiły grube, mocne, dębowe drzwi był całkiem wyraźny, szybko jednak ucichł.&lt;br /&gt; Wreszcie korytarz opustoszał. Został tylko mężczyzna w wieku czterdziestu lat siedzący na ławce pod ścianą, obok niego stało dwóch policjantów. Panowała całkowita cisza. Nagle z drugiej sali wybiegła dziewczynka płacząc głośno. &lt;br /&gt; Pewnie córka ofiary – pomyślał oskarżony, siedzący na ławice, wiedział, że ma racje, chociaż nawet nie podniósł wzroku. Czekał na swój wyrok, właściwie to już wiedział, że ma dożywocie.&lt;br /&gt; Cicho na korytarz wkroczyła trzydziesto paro letnia kobieta. Była brunetka i miała czym oddychać, oskarżony już się z nią spotkał,  rozpoznał jej krok. Za nią weszła milcząca grupa, składająca się z rodziny ofiary i prawnika. &lt;br /&gt; - Proszę o wejście na salę zainteresowanych w sprawie 21. – Drzwi otworzył strażnik wpuszczając wszystkich zainteresowanych. &lt;br /&gt; Pierwszy wszedł oskarżony, na nogach miał trampki, w areszcie odddano mu stare dżinsy i czarną koszulę. Przeszedł między ławami, na których miała zasiąść rodzina ofiary. Podszedł przed Wysoki Sąd, w rzeczywistości sędzina była wyjątkowo niska i kiedy podszedł musiała się wychylić zza swojego wielkiego i eleganckiego biurka żeby ciągle patrzeć mu w oczy, i uśmiechnął się, sędzina opadła powoli na fotel. Kiedy już wszyscy się zebrali, wstała.&lt;br /&gt; - Witam wszystkich i pragnę kontynuować wczorajszą rozprawę. Na dzisiejszej rozprawie ustalimy wymiar kary, jaki ma spotkać Huberta Inherda, za zabicie, z wyjątkową brutalnością, Józefa Koćko. – A także proboszcza w Jelcynie Dużym i kilkunastu wiernych, dodał w myślach Hubert - Oraz kradzież rzeczy o łącznej wartości dwóch tysięcy złotych. Hubercie Inherd czy przyznajesz się do postawionych ci zarzutów, zabicia Józefa Koćki i kradzieży dwóch par ciężkich skórzanych butów – Ciężkich, skórzanych butów? Znaczy się glanów? - a także kradzieży… - Przez następne kilka minut wymieniała listę rzeczy zabranych przez Huberta.&lt;br /&gt; - Przyznajesz się do wyżej wymienionych zbrodni? &lt;br /&gt;Zawsze byłem ciekaw jak czuje się oskarżony w takiej chwili. - Pomyślał Hubert. – Oczywiście, przyznaję się. – Dodał na głos.&lt;br /&gt;Po sali przeszedł szmer. Hubert usłyszał coś o bezczelności i bezbożnictwie, na co uśmiechnął się jeszcze szerzej. &lt;br /&gt;- Obrona chce coś dodać? – Sędzina spojrzała na obrońcę Huberta, tamten pokręcił głową.&lt;br /&gt;Adwokata przydzieliła Hubertowi prokuratura, więc nie oczekiwał po nim niczego. Włodzimierz Bojek, bo tak się nazywał, był wyjątkowo drobnym i chuderlawym przedstawicielem gatunku. Od samego początku Hubert był dla niego wyjątkowo wyrozumiały i tym razem zamiast zezłościć się, uśmiechnął się, ukazując drobne braki w uzębieniu. &lt;br /&gt;Bojek zadrżał i … wstał.&lt;br /&gt;- Ja… Ja… Chciałbym powiedzieć, że pan Inherd nie jest bezdusznym mordercą. Zabił pana Koćko, w sklepie obuwniczym, gdzie pracowała ofiara, ponieważ… - Zawahał się – Wpadł w szał, gdyż nie było go stać na kupno wymarzonych butów. Jak wykazały badania pan Inherd nie jest w stanie panować nad swoim zachowaniem. – Adwokat przerwał, a Hubert otworzył szerzej oczy. &lt;br /&gt;Faktycznie jakiś dwóch facetów zadawało mi głupie pytania, to odpowiadałem głupio… - Hubert zaczął kojarzyć fakty – Jednym słowem uznali mnie za świra? – Szare komórki oskarżonego pracowały z niesamowitą szybkością… Kiedy ich właściciel zerwał się z miejsca z okrzykiem – Gdzie mój dres? Miałem dostać dres! – Przecież jestem świrem, pomyślał i uśmiechnął się niemądrze. Spojrzał na zdziwionego Bojka, sędzinę, która wyglądała przezabawnie z ustami otwartymi do połowy, oraz na resztę zebranych, kiedy zobaczył, że osiągną to co chciał usiadł, nie przestając się uśmiechać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie Sergio stał przed kioskiem Ruchu i oglądał zdjęcia pań z gazet typu „CKM”. Jego umysł nie był skażony żadną myślą, kiedy nagle, zupełnym przypadkiem, dostrzegł Huberta na pierwszej stronie gazety, wyglądał trochę dziwnie z zasłoniętymi oczami jakimś czarnym paskiem, ale rozpoznał go.&lt;br /&gt;- No, no… Tydzień się nie widzimy, a ten już na pierwszych stronach gazet. Ciekawe jak się miewa. – Uśmiechnął się i zdał sobie sprawę w jakich okolicznościach się rozstali– Moment… Przecież został zatrzymany przez gliny. Trzeba go jakoś wyciągnąć.&lt;br /&gt;Przyjaciele zostawili Huberta, Sebastian mamrotał coś o przeznaczeniu, Wojtek o ochronie cmentarzy w mieście, tylko Dawid się nie tłumaczył. Sergio musiał działać sam, postanowił rozpocząć od kupienia gazety…&lt;br /&gt;- Poproszę „Gazetę Wrocławska”… - Urwał i spojrzał z lubością na „świerszczyki” – i jeszcze „CKM”.&lt;br /&gt;Kioskarz podał to co trzeba, przy „CKM-ie” uśmiechnął się lekko, a twarz Sergia przybrała kolor purpury. Sergio odszedł kilka kroków, schował gazety i puścił się biegiem do hotelu, gdzie miał nieprzyjemność nocować przez ostanie kilka dni.&lt;br /&gt;Facet w recepcji poznał klienta spod 666 i rzucił mu klucze. Numer pokoju – 666 – nie jest bynajmniej jakimś dowcipem założyciela hotelu. Znajduje się na 6 piętrze, a odwiecznym prawem hoteli (i moteli również) pokoje są numerowane według pięter (1 piętro 100, 6 piętro 600, 3 piętro 300 etc…). Druga 6 oznacza (tym razem nietypowo) standard lokalu, jak łatwo się domyślić 6 to najniższy. Ostatnia 6 jest niewiadomego pochodzenia (chociaż, wśród pracowników chodzi plotka, że kiedyś jakiś szczęściarz pozbawił tam dziewictwa 6 kobiet jednej nocy, ale to tylko plotka).&lt;br /&gt;Sergio wpadł do pokoju i rzucił się na łóżko, trzeszczało jak szlag, pewnie gdyby mogło zrzuciło by go na podłogę. Rzucił gazety na szafkę nocną obok. W pokoju była jeszcze szafa, zapewne z pchlego targu, było też krzesło, ale biurka nie było. Tapeta na ścianach (wybrana przez kompletnego idiotę, albo pedała) była cała różowa, poprzedni lokatorzy prawdopodobnie mieli o niej podobne zdanie, bo praktycznie każdy jej centymetr pokrywały napisy. Sergio odruchowo zawsze zaczynał je czytać… „Kocham Ewkę, Michał. 29.02.1981” „Kto kupił ta tapetę?” „Straciłam dziewictwo… Dzięki Daniel - 15.09.1989” „Tu piłem…” Pod tym ostatnim napisem lokatorzy dopisali kilka rzeczy, jakie tu robili. „Tu gwałciłem…” „Tu uczyłem się czarnej magii” „Tu jadłem…” I tak dalej… Sergio oderwał wzrok od ściany i sięgnął po gazetę, najpierw tę o kobietach…&lt;br /&gt;Jakieś pół godziny później starannie dopisał na ścianie „Tu czytałem świerszczyka…”. Uśmiechnął się lekko, wrzucił gazetę pod łóżko i wziął następną, tym razem już bez nagich kobiet (za to w dziale „Humor” opisany był pewien mężczyzna który lubił się przebiec goły po boisku, kiedy akurat rozgrywane są mistrzostwa świata…). Sergio upewnił się, że na zdjęciu jest Hubert i chociaż nigdy nie widział go tak uśmiechniętego, nie miał żadnych wątpliwości. Zaczął czytać, powoli i na głos:&lt;br /&gt;- Hubert I. został złapany w sklepie obuwniczym „CCC”… Dobra to mnie nie obchodzi… Gdzie go zamknęli? Gdzie jest?... – ponarzekał trochę i czytał dalej – Oskarżony dzisiaj ma rozprawę w Sądzie na ulicy… - Sergio uśmiechnął się i przerwał czytanie. Podszedł do okna i postarał się ustalić godzinę. – Jeśli południe jest tam, to wschód jest tam. Słońce jest jakieś – wyciągnął rękę - 40° nad horyzontem, powinienem zdążyć. &lt;br /&gt;Nie wziął pod uwagę, że jest zima. Autobusy poruszały się po mieście żółwim tempem (zakładając oczywiście, że akurat nie utknęły w zaspie). Sergio jednak był twardy, no i przy okazji szybki. Biegł bardzo szybko, ale troszkę się ślizgał (wyglądało to jakby jechał na łyżwach i biegł za razem. Kiedy przebierał nogami, przy okazji nieustannie się ślizgał i nie pomagały mu na to nawet jego wspaniałe „glany”. Przechodnie przystawali, żeby popatrzeć.). &lt;br /&gt; Kiedy dotarł pod Sąd słońce było już tylko 15° nad horyzontem, musiał dosyć długo biec. Pochylił się by złapać oddech i przy okazji obmacać kilka, zupełnie nowych, siniaków(było naprawdę ślisko…). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Któryś ze strażników otworzył ogromne drzwi wyjściowe, a jeszcze inny wypchnął Huberta na zewnątrz. Ach… Polska kultura, czasami chciało się aż usiąść i zapłakać nad losem narodu (narodu, to chyba zbyt dużo powiedziane. Po prostu chciało by się zapłakać nad dziećmi porzuconymi na śmietnikach i schorowanymi rodzicami w przytułkach…). Ale teraz nie było czasu na rozczulanie się nad oświatą Polaków… &lt;br /&gt; Hubert wypchnięty na mróz trząsł się jak osika, powoli tracił czucie w rękach i stopach, uszy starały się odpaść (oczywiście nie wychodziło im to za bardzo, więc piekły złośliwie). Może nie było by tak źle, gdyby nie padał śnieg. &lt;br /&gt; Więzień spojrzał przed siebie, robiło się już ciemno. Widoczność ograniczała się do może 5 metrów, a może 3, naprawdę nie było takiego człowieka, który byłby wstanie to określić. Jedyny człowiek jakiego dostrzegł Hubert klęknął, zebrał śnieg i ulepił okrąglutką śnieżkę. &lt;br /&gt; - Cześć Hubert! – Morderca zobaczył jak mężczyźnie ze śnieżką poruszają się wargi, to on powiedział? Nie był pewien, głos dochodził jakby zza zamkniętych już drzwi Sądu. Obejrzał się na nie. Kiedy znowu spojrzał na podejrzanego osobnika ze śnieżką, już go nie było, za to zobaczył coś szybko zbliżającego się w jego stronę, nie zdążył się uchylić, zamknął tylko oczy... Dostał prosto w twarz, śnieg wsypał mu się za koszulę. &lt;br /&gt; Hubert zmełł szpetne przekleństwa, a także użył słów, których znaczenia nie znał, ale brzmiały dość wulgarnie. &lt;br /&gt; - No pacany! Bierzcie mnie już do tego zasranego pudła, zanim zamarznę. – Zwrócił się do swoich „bodyguardów” uprzejmie. Tamci spojrzeli po sobie oszołomieni. Nie zdążyłbyś nawet powiedzieć „Stół z powyłamywanymi nogami” i Hubert siedział „wygodnie” w policyjnym wozie. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nikt nie zauważył, że podwozia ktoś się trzyma. Sergio odetchnął z ulgą(przedwcześnie, nie miał pojęcia, że więzienie jest aż tak daleko…).&lt;br /&gt; Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów nie miał, żadnych problemów. Przytulił się mocno obiema rękami, nogi zaplótł wokół jakiejś rury. Niestety, te zrobiły się bardzo gorące, a mięśnie Sergia nagle osłabły. Zaczął się modlić, nie żeby prosić Boga o pomoc, ale żeby wiedzieć ile czasu będą jechać.&lt;br /&gt; Miał szczęście, po pięciu modlitwach z samochodu wyszli policjanci, po następnej modlitwie na ziemi wylądował Hubert. Musiał zauważyć swojego przyjaciela, bo przeklnął z ulgą i dał się podnieść. &lt;br /&gt; Sergio odczekał jeszcze pół modlitwy i opadł na śnieg po samochodem, cicho wyturlał się i odszedł na bezpieczną odległość. &lt;br /&gt; Wielki mur (co najmniej 4 metry wysokości) otaczał więzienie, jakby tego było mało na szczycie zamontowany był drut kolczasty. Sergio podrapał się po głowie, przeczuwając, że to będzie długa noc. Na rogach muru widać było strażniczki (z tym widzeniem to może za dużo powiedziane, widać było reflektory strażniczek). Sergio szybko zorientował się, że jedyny sposób na dostanie się do środka to wejście przez bramę główną.&lt;br /&gt; Brama była równie wysoka co mur, blacha która ją pokrywała była idealnie gładka. Zastukał w metal i uznał, że miała co najmniej 10 centymetrów grubości. &lt;br /&gt; - Hej! Jest tam ktoś? – Krzyknął, narażając się na zerwanie strun głosowych. Kiedy nikt mu nie odpowiedział uderzył kilkakrotnie pięścią, i tym razem odpowiedział mu jedynie szum wiatru. &lt;br /&gt; Sergio rozejrzał się. Dostrzegł dzwonek… Zwyczajny dzwonek do drzwi, taki jaki montuje się w mieszkaniach i domach. Młodzieniec nacisnął przycisk, dźwięk dzwonka przebił się przez bramę i wiatr, i nadal był głośny.&lt;br /&gt; - Kto tam? – Małe metalowe drzwiczki otworzyły się mniej więcej na wysokości twarzy Sergia, przyglądała mu się wąsata gęba strażnika. &lt;br /&gt; - Dzień dobry, jestem z firmy „Wytrych”. Zostałem wysłany…&lt;br /&gt; - Jakiej firmy? Czym się zajmujecie? – zainteresował się klawisz.&lt;br /&gt; - Rozprowadzamy po więzieniach kraty okienne i drzwiowe. – Łgał jak umiał najlepiej.&lt;br /&gt; - Kraty drzwiowe? Pierwsze słyszę. – naprawdę się zainteresował.&lt;br /&gt; - No wie pan. Takie za którymi zamyka się przestępców. Oglądał pan na pewno amerykańskie filmy. Teraz w Polsce też taka moda, że przestępców zamyka się takimi kratami drzwiowymi. Nasza firma ma pięknie chromowane pręty, nie możliwe do przepiłowania ani przepalenia, bez profesjonalnych narzędzi. Jeśli mnie pan wpuści pobiorę pomiary i będziemy mogli zacząć produkcję.&lt;br /&gt; - Niech pan poczeka. – Wąsy klawisza, aż trzęsły się z radości. Uwierzył w każde słowo Sergia. – Pojdę po zwierzchnika. – Dodał widząc zdziwienie na twarzy wysłannika z „Wytruchu”.&lt;br /&gt; - Nie, nie! Przecież ja tutaj zamarznę. – Dmuchnął, jakby chciał pokazać jak jest zimno.&lt;br /&gt; Twarz wąsacza zrobiła się purpurowa (Sergio uznał, że wstrzymał oddech, niektórym to pomaga przy myśleniu). – No dobra, ale będziesz musiał poczekać przy wejściu. – Otworzył drzwi i wpuścił młodzieńca do środka, dopiero teraz mógł zobaczyć, że jest cały brudny od smaru, ale uznał to za nieistotne. &lt;br /&gt; Sergio znalazł się w małym pomieszczeniu jego jedynym wyposażeniem było biurko, krzesło i mała szafa. Na biurku leżały jakieś papiery, a na honorowym miejscu „Playboy”, krzesło stało obok. Tajemnicza zawartość szafy, która nigdy nie została ujawniona młodzieńcowi, zawierała kilkadziesiąt kolorowych pism, o bardzo ciekawej tematyce.&lt;br /&gt; Przytulnie tu mają – pomyślał. &lt;br /&gt; Strażnik, wrócił wyjątkowo szybko. Przyprowadził ze sobą mężczyznę o głowę wyższego, a przy okazji swojego zwierzchnika, Birskiego.&lt;br /&gt; - Dzień dobry… - Sergio błyskawicznie skoczył do krzesła, chwycił je w locie i uderzył z całej siły w wąsacza (tamten nawet nie zdążył się obrócić). Birski był dużo szybszy, pewnie służył w prewencji, trzymał już w rękach pałkę policyjną.&lt;br /&gt; - No to mamy problem – uśmiechnął się całkiem sympatycznie. – Będę musiał pana obezwładnić, mam to zrobić siłą czy podda się pan…&lt;br /&gt; Sergio nie dał dokończyć, zrobił zamach i… zanim zdołał zaatakować, leżał już na ziemi, z rękami boleśnie wykręconymi do tyłu. „Komandos”, czy kimkolwiek był jego przeciwnik, już przeszukał mu kieszenie i znalazł kilkaset złotych oraz parę innych drobiazgów.&lt;br /&gt; - Puść mnie, proszę. &lt;br /&gt; - Ma pan mnie za idiotę? – spojrzał po sobie krytycznie – Cóż może bozia nie obdarzyła mnie zbyt inteligentnym wyglądem, ale to tylko pozory…&lt;br /&gt; Gadał by tak pewnie jeszcze parę minut. I wcale nie musiał się okazać takim palantem, ale nie zauważył, że Sergio jest troszeczkę szybszy od przeciętnych ludzi. Komandos rozmyślając czego mu bozia poskąpiła, nieświadomie poluźnił uchwyt, akurat na tyle żeby jego nowo zdobyty więzień uwolnił się.&lt;br /&gt; Wszystko stało się w zaledwie parę sekund. Sergio uwolniony z uścisku, wstał i wskoczył na biurko. Komandos w tym czasie zdążył zaledwie wstać z kolan, kiedy intruz wzbił się w powietrze (nie, nie nauczył się latać, po prostu skoczył) i kopnął, wykorzystując siłę pędu, swojego niedoszłego pogromcę w twarz.&lt;br /&gt; - Uf… Myślałem, że już po mnie. – Odebrał co swoje i ruszył w stronę drzwi, skąd przyszedł wąsacz i Birski…&lt;br /&gt; Na temat jak Sergio dotarł do Huberta można by napisać całe tomy, a przynajmniej tak wydawało się młodzieńcowi, ja jednak się z nim nie zgadzam. Zresztą nie było mnie tam, więc mógłbym coś przeinaczyć. W końcu tą historię usłyszałem parę wieków wcześniej od pewnego szlachcica, Komuda się zwał… Napiszę tylko, że do Huberta dotarł w zupełnie zniszczonym ubraniu, o kilkaset złotych biedniejszy i z rozciętym łukiem brwiowym… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; W tym samym czasie, gdzieś w niedalekiej przestrzeni. Hubert siedział na pryczy… Jego cela niczym nie różniła się od innych, toaleta w ścianie, zaraz obok umywalka, jedna (twarda i niewygodna) prycza i okno z kratami. Za to widok był wspaniały, na więzienne podwórko, gdzie co chwila wjeżdżał jakiś tajemniczy pojazd. &lt;br /&gt; - Nie jest tak źle… Dali ci owsiankę – Zagadnąłem, starając się go pocieszyć. Hubert zareagował bardzo nerwowo, przez chwile nawet wydawało mi się, że przeciśnie się przez kraty i wyskoczy. Dopiero po jakimś czasie się uspokoił i spojrzał w moją stronę. Mnie oczywiście nie zobaczył, bo odwiecznym prawem powietrza, jestem niewidzialny.&lt;br /&gt; - Ronwe jeśli to ty sobie stroisz takie żarty… - Warknął.&lt;br /&gt; - Nie jestem diabłem, twój zwierzchnik nawet nie wie, że istnieje. – Odpowiedziałem grzecznie.&lt;br /&gt; Hubert znowu się rozejrzał, zmełł w ustach przekleństwo. – Kim jesteś i czego tu szukasz?&lt;br /&gt; - Widzisz mój drogi płatny morderco, a raczej słyszysz. Kiedy Ronwe dał ci długowieczność tak się jakoś dziwnie stało, że ożywił mnie. Jestem efektem ubocznym, a kiedy dał Sergiowi jego moce to okazało się, że jestem ciągle, niczym czas. Trochę ciężko to wytłumaczyć… W tej chwili przyglądam się właśnie jak krzyżują Jezusa, a zarazem rozmawiam z nim na kilka minut przed jego zgonem. Słucham pieśni barda i patrzę jak kilka minut później chędoży jakąś dziewkę… To wszystko i wiele, wiele więcej w tej samej chwili.&lt;br /&gt; - Chyba nie rozumiem. – Wyjąkał Hubert. – Chyba nie chcę zrozumieć.&lt;br /&gt; - To dobrze. Jestem ożywioną cząstką powietrza, mogę wpłynąć na jego skład w małym pomieszczeniu. – Przerwałem na chwilę, a kiedy morderca spróbował coś powiedzieć, mówił jakby nawdychał się helu, zachichotałem. – Zwiększyłem ilość helu. Już jest normalnie. Oo, strażnik za 5 minut będzie cię okładał pałką.&lt;br /&gt; - Co?!?&lt;br /&gt; - Nic, nic. Nie powinienem mówić o przyszłości, w ogóle nie powinienem mówić. - zrobiłem efektowną przerwę - Jeszcze się spotkamy. Acha, nie martw się. Jeszcze dziś uciekniesz. – Popłynąłem w ciekawsze miejsca, w końcu jest tyle do zrobienia…&lt;br /&gt; - Powietrze! Wracaj tutaj! Nie wygłupiaj się… - głos jeszcze długo niósł się po korytarzach.&lt;br /&gt; Po czterech minutach ktoś zaczął majstrować przy zamku w drzwiach. Hubert przypomniał sobie ostrzeżenie i zaczął gorączkowo szukać jakiegoś narzędzia, którym mógłby się bronić. Nie znalazł nic. &lt;br /&gt; Strażnik otworzył celę i spojrzał z wyższością na więźnia (nie musiał się przy tym za bardzo starać bo miał przynajmniej sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu).&lt;br /&gt; - No i co tak krzyczysz? – zagadnął klawisz wyciągając zza pleców gumową pałkę.&lt;br /&gt; - Zaa… zaaabiję ciiiiiię – głos Huberta przypominał trochę syk węża.&lt;br /&gt; - O tak. To na pewno, ale dopiero za jakieś kilkadziesiąt lat. – Świst pałki, morderca padł na twarz, znowu, niewiarygodny ból w plecach, kolejne wybuchy bólu w nogach i rękach, cios w potylicę… A potem tylko ciemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Pierwszy dzień w pudle, a on już nie może wstać.&lt;br /&gt; - Widać słaby… Daj mu spokój na jakiś czas.&lt;br /&gt; Hubert znowu stracił przytomność, głos oddalających się kroków był ostatnią rzeczą jaką zapamiętał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kiedy znowu odzyskał przytomność czuł się już trochę lepiej. Udało mu się nawet wstać, chociaż musiał mocno podciągnąć się na kracie w oknie. Zrobił kilka kroków ku umywalce i obmył sobie twarz śmierdzącą wodą. Wreszcie mógł w miarę trzeźwo ocenić skalę obrażeń. &lt;br /&gt; - Chyba nic mi nie złamał. Właściwie to tylko mnie poobijał, kilka siniaków, ot co. – rzekł Hubert wcale wesoło.&lt;br /&gt; Starając się rozruszać mięśnie i przy okazji zabić nudę, spacerował od okna do drzwi, czasami urozmaicając trasę o umywalkę lub pryczę. &lt;br /&gt; Tak spędził kilka godzin, na dworze ciągle było ciemno. Widok z celi był naprawdę cudowny. &lt;br /&gt; Podwórko było prawie puste, w świetle latarni zauważył tylko kogoś starającego się przemknąć w cieniu do jego budynku. Nawet mu się to udawało, Hubert, zafascynowany, przycisnął głowę do kraty i uchwycił jak nieznajomy wchodzi do drzwi. &lt;br /&gt; Nad bramą widać było granatowe niebo i księżyc, miał kształt ładnego rogalika. Jak na zimową noc, niebo było bardzo czyste, bo można było dostrzec wiele gwiazd. Daleko za murami więzienia toczyło się normalne życie. Światła w blokach gasły i zapalały się tworząc przeróżne wzory, do okna docierał nawet dźwięk karetki na sygnale, albo straży.&lt;br /&gt; Hubert westchnął i usiadł na pryczy.&lt;br /&gt; Ciekawe kim był ten cień. Może Sergio? Nie, to nie możliwe, zbyt szybko. Pewnie jakiś leniwy strażnik poszedł się ogrzać… - Gdybał. &lt;br /&gt; O dziwo nie chciało mu się spać. I znowu odzywały się pobite mięśnie i kości. Kiedy przechylał głowę czuł jak strzelają mu kręgi szyjne. Już kilka razy złapał go potężny skurcz łydki lub uda i siedzenie pozwalało odpocząć zbolałemu ciału, zresztą już wcale nie tak młodemu. &lt;br /&gt; Siedział sobie tak spokojnie, chmurki za oknem płynęły po niebie, księżyc też przechodził gdzie trzeba. Kiedy usłyszał stłumione jęki, a kilkanaście sekund później jak ktoś majstruje przy zamku. Wiedział już, że i tak nie znajdzie żadnej broni. Siedział więc dalej, mruczał tylko pod nosem przekleństwa. &lt;br /&gt; Drzwi się otworzyły i wszedł Sergio, zziajany jakby musiał przebiec pół Wrocławia. &lt;br /&gt; - Niespodzianka! – Krzyknął i usiadł bez sił na pryczę obok przyjaciela.&lt;br /&gt; - A cześć. Wybacz, że nie przygotowałem nic na powitanie… W kranie jest śmierdząca woda, jeśli chce ci się pić. – Podchwycił dowcip Hubert, ale szybko mu się znudziło. – Co ty, kurwa twoja jebana mać, tak długo? Mnie tutaj jakiś skurwysyn chciał zabić. – Przerwał bo zauważył krew na twarzy Sergia. – No, ale ty też krwi trochę przelałeś. Nie mam jak cię opatrzyć. Chodźmy stąd.&lt;br /&gt; Sergio sapał jeszcze, ale wstał i ruszył ku wyjściu. Zaraz po wyjściu z celi, wszedł do pokoju strażników. Hubert wszedł za nim, na ziemi zauważył dwóch nieprzytomnych klawiszy, jednego z nich rozpoznał. &lt;br /&gt; - Można go zabić? – Pchnął podeszwą swojego oprawcę.&lt;br /&gt; - Eee? Coś ty się taki zabijaka zrobił?&lt;br /&gt; - A głupia sprawa… To ten co mnie poobijał, obiecałem mu, że go zabije... &lt;br /&gt; Hubert zaczął się krzątać po pokoju, znalazł wodę i już miał nią obrać strażnika, ale postanowił ją jednak wypić. Zmartwił się, bo nie wiedział jak ocucić strażnika. Przyszło mu jednak coś do głowy i walnął mu z całej siły liścia w twarz. Szybko na twarzy zaczerwieniło się piękne odbicie dłoni, jednak nie ocknął się. A więc w drugi policzek, teraz już miał na dwóch policzkach odpicie dłoni Huberta i powoli zaczynał się budzić. Potrząśniecie okazało się skuteczne i klawisz już zaczynał mruczeć coś pod nosem.&lt;br /&gt; - Pamiętasz mnie? &lt;br /&gt; - Heee? &lt;br /&gt; - Znaczy tak? – zafrasował się Hubert – No i czyje na górze? Mówiłem, że zabije. Zawsze dotrzymuje słowa. – Spiął wszystkie mięśnie i udało mu się. Usłyszał nieprzyjemny dźwięk wyskakiwania kręgów, skręcił mu kark.&lt;br /&gt; - Już, możemy ruszać.&lt;br /&gt; Reszta podróży do wyjścia minęła spokojnie, nawet nikogo już więcej nie zabili. Dopiero kiedy znaleźli się na podwórku…&lt;br /&gt; - Zaczekaj… - Sergio stanął jedną nogą za drzwiami – Kiedy siedziałem w celi widziałem jak ktoś przekrada się przez plac. Trzeba iść przy ścianie…&lt;br /&gt; Kiedy tylko wyszli włączyły się syreny alarmu, nie wiadomo skąd pojawili się policjanci. Dwudziestu policjantów z prewencji (to jest około dwie tony mięśni), wyrosło przed nimi jak spod ziemi. Ale zanim zdążyli obezwładnić uciekinierów (a skubańcy są naprawdę dobrzy), przez bramę wjechał… Czarny, z przyciemnianymi szybami, duży fiat. Z przodu siedziało dwóch dresów (takich prawdziwych, łysina lśni w świetle latarni, mięśnie jak u boksera. Wieloletnie doświadczenie w bójkach ulicznych…). Na tylnym siedzeniu siedziało prawdopodobnie trzech dresów i jeszcze trzech znajdowało się z tyłu, ale nie można określić jak. Po prostu byli tam. Ani nie leżeli, ani nie siedzieli, wisieli jakoś (pewno na mięśniach). Drzwi z przodu otworzyły się i spokojnie wyszła dwójka, która otworzyła tylnie drzwi. Zaraz na ziemi znalazło się trzech drechów (przeklinających w niebogłosy, ale szybko się opamiętali, przecież mają się bić). Kiedy już wszyscy wysiedli, kierowca podszedł do bagażnika.&lt;br /&gt; Do tej pory wszyscy (nie wyłączając Huberta i Sergia) stali z opuszczonymi szczękami. Teraz jednak doskonale wyszkoleni policjanci powoli odzyskiwali spokój, któremuś wyrwało się nawet „Co jest kurwa?” innemu „No to będzie zabawa”, no ale dalej stali w miejscu, chociaż zamknęli już usta. &lt;br /&gt; Z bagażnika wyszło jeszcze czterech dresów, a jeden wyjątkowo mały siedział po turecku w środku i podawał spokojnie kije bejsbolowe swoim kamratą, kiedy już wszyscy byli uzbrojeni, sam wyskoczył na plac z kataną w rękach. &lt;br /&gt; Regularny oddział prewencji przeciw zupełnie nieregularnemu oddziałowi chuliganów. Ruszyli… Ach piękny to był widok kiedy prewencja rozprawiła się z dwójka mięśniaków, ale zaraz potem zostali zaatakowani, ze wszystkich stron.&lt;br /&gt; - Nie mogłem was zostawić na pastwę losu… - Hubert usłyszał wyjaśniający szept tuż koło ucha. – A teraz spierdalajcie ile sił!&lt;br /&gt; - Zwiewamy – Powiedział niedoszły więzień, wcale spokojnie, do Sergia, który ciągle stał z opuszczoną szczęką, i pomknął do auta.&lt;br /&gt; Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać (wiadomo, młody, szybki…), w samochodzie znalazł się szybciej od starszego przyjaciela i zanim tamten znalazł się w środku silnik już się grzał. Kiedy tylko Hubert usiadł, Sergio ruszył z piskiem opon (a przynajmniej na pewno by ruszył gdyby to był lepszy samochód). Jechali szybko przez miasto, nie odzywali się do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Walka już dobiegła końca. Na nogach stał tylko malutki dresik z kataną i wielki jak dąb policjant ze zdobycznym kijem do bejsbola. &lt;br /&gt; - A to się porobiło… Wreszcie się spotykamy Jazgot. Tak długo na to czekałem, myślałem, że obedrę cię ze skóry. Ale teraz… Jakoś nie chce mi się już walczyć. Czasy się zmieniły, coś mi się czuje, że ta dwójka której ułatwiliście ucieczkę jeszcze narozrabia. &lt;br /&gt; - Rozumie… - Jazgot nie należał do członków mensy… - Ja też ci odpuszczę Birski. Teraz chętnie jakąś pizdeczkę bym pomęczył. &lt;br /&gt; Dwóch śmiertelnych wrogów wyszło ramię przy ramieniu i ruszyli na piwo, a później kto wie… Może zdobyć świat albo jeszcze bardziej zmienić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Wiesz co? – żalił się Hubert, jadąc z Sergiem na jakieś peryferie Wrocławia – Wydaje mi się, że wszystko to idzie nam zbyt łatwo. Nie sądzisz?&lt;br /&gt; - Aj tam, gadasz… Jesteśmy po prostu najlepsi. – skromność nie była nigdy mocną stroną Sergia.&lt;br /&gt; - Nie, kiedy siedziałem w celi spotkałem Powietrze.&lt;br /&gt; Sergio mało co nie zjechał z drogi, zanosił się głośnym, szczerym śmiechem… &lt;br /&gt; - Poważnie. Drechów też powietrze sprowadziło. Teraz pewnie też tu jest – Hubert zamachał ręką w powietrzu.&lt;br /&gt; - No jestem… I co z tego. &lt;br /&gt; Sergio tym razem, zjechał na pobocze, wysiadł z auta i zaczął biegać jak opętany w kółko samochodu.&lt;br /&gt; Zachichotałem – Reaguje podobnie do ciebie. – zauważyłem złośliwie. &lt;br /&gt; - Oj tam… Już mi musiałeś popsuć zabawę. – zrobił przy tym przezabawną minę. &lt;br /&gt; - O już wraca. Podpowiem ci gdzie macie jechać. Na Kozanów, na działki koło przedszkola. Tam jest lasek, kupcie po drodze piwo…&lt;br /&gt; - Tak? A skąd mamy wziąć pieniądze?&lt;br /&gt; - Poczekaj… - zamilkłem na chwilkę, żeby zrobić lepszy efekt, musiałem pomieszać w przeszłości losy – Otwórz drzwi i zobacz. – jestem dla nich zbyt dobry.&lt;br /&gt; Na Huberta twarz najpierw wyszła złość, potem otworzył drzwi, w oczach zatańczyło zdziwienie ze szczęściem. Wreszcie uśmiechnął się szeroko.&lt;br /&gt; - No to ja idę, do zobaczenia w lesie.&lt;br /&gt; Sergio wrócił do samochodu i odjechali. Chwilę patrzyłem jak jadą, a później ruszyłem w swoją stronę. Mam jeszcze dużo do zrobienia, a czasu do 2012 tak kurewsko mało…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sergio czekał na zewnątrz, Hubert kupił cztery piwa. &lt;br /&gt; Byli na jakimś zapuszczonym osiedlu. Bloki stały w dziwnym układzie. Wieżowce były strasznie nudne i szare. Na ulicy kręcił się jakiś facet z psem. Niebo nic się nie zmieniło od kiedy Hubert wyszedł z więzienia.&lt;br /&gt; Samochód zostawili na parkingu, otwarty. A niech sobie właściciele wezmą jak znajdą.&lt;br /&gt; Przyjaciele ruszyli raźno przez ścieżkę między działkami. Ścieżka, a właściwie droga, była wyjątkowo śliska, a koleiny nie stanowiły tu rzadkości. Wcale często pojawiały się też rozbite pustaki. Większość działek była mocno zapuszczona. Altanki się waliły, na grządkach rosły chwasty, które nie uległy nawet mrozowi. Nie liczne były zadbane, na furtkach lśniły nowe kłódki, na grządkach nawet śniegu nie było. Drzewka miały ładnie pomalowane pnie na biało. Znalazło się miejsce na ognisko i posiedzenie na trawce… Ach… Jaka szkoda, że jest zima.&lt;br /&gt; Dotarli właśnie do rozstajów. Naprzeciwko nich wyrosła murowana stodoła, po prawej jakiś mur na górce. Postanowili się wdrapać na górkę w celach krajoznawczych. &lt;br /&gt; Udało im się! Co wcale nie było takie proste (trzeba pamiętać, że była zima), jedno z piw otarło się o zniszczenie, ale udało się! &lt;br /&gt; Mur wyglądał jakby ktoś do niego strzelał, kto wie… Ale to już musiało być dawno, bo został pokryty licznymi graffity. Jedno z nich głosiło, że grupa RSB trzyma władze na Kozanowie i że są strasznymi idiotami…&lt;br /&gt; Za sobą mieli całkiem pokaźną dolinkę, wyglądało to na 500-700 metrów pomiędzy wałami, to i tak jest miara w przybliżeniu księżyc nie jest zbyt dobrym źródłem światła. Taki wąwóz. &lt;br /&gt; Przeszli przy murze. Podziwiając widoki Sergio nie zauważył, że tutaj wał się kończy i zjechał na plecach na dół. Hubert ściskając czule butelki zjechał na tyłku. Po lewej stronie mieli działki, więc od razu zignorowali tamtą część krajobrazu, natomiast na wprost nich i po prawej rozciągała się polanka. Na polance latem zapewne było wiele chwastów, zimą jednak ślicznie wszystko poumierało, ruszyli nie szukając ścieżki na oślep przed siebie. Mieli naprawdę dobre humory, plotkowali sobie wesoło jak kobiety przez telefon. Nagle, zupełnie niespodziewanie Huberta naszła ochota do poważnej rozmowy.&lt;br /&gt; - Serigo muszę ci coś powiedzieć. Ronwe powiedział mi kim jesteś. Sam się tego domyślałem, ale on mnie upewnił. Jestem twoim ojcem. – zabrzmiało to trochę jak z pewnego filmu, ale Hubert go nigdy nie oglądał, więc się nie przejął.&lt;br /&gt; - Tak, wiem – Sergio zawachał się – tato. Ronwe też mi to uświadomił, ale nie uznałem za konieczne mówić ci o tym.&lt;br /&gt; - No wiesz? Jak mogłeś. Mnie to męczyło już od kilku miesięcy. &lt;br /&gt; - Wybacz. – Syn spuścił głowę. – Popatrz, bunkier. Wypijmy te piwa tutaj. &lt;br /&gt; Otworzenie pierwszych dwóch butelek nie było trudne, sposobem „butelka o butelkę”. Zimne piwko… Ach, ale na dworze było kilka stopni mrozu. &lt;br /&gt; - Wejdźmy do środka. Tam powinno być cieplej. &lt;br /&gt; Idąc w kucki dotarli do zakrętu, tutaj było już wyżej. Hubert mógł się wyprostować, Sergio jeszcze nie. &lt;br /&gt; Ściany były zupełnie pozbawione tynku, sama czerwona cegła. Sufit zupełnie osmolony od świeczek, no cóż gdzie to ludzie nie wejdą… Było ciemno, ale za to dużo cieplej niż na zewnątrz. Ruszyli dalej, przez zasypane okienko wpadała odrobina światła. Dalej po prawej stronie była otwarta przestrzeń, pewnie jakieś pomieszczenie, ale dobiegało stamtąd chrapanie, więc ruszyli dalej. Następne pomieszczenie też im się nie spodobało, tak jakoś instynktownie. Sergio szedł przodem i uderzył o coś głową, tak, że od razu usiadł na ziemi. Hubert w ostatniej chwili się zatrzymał&lt;br /&gt; - Tutaj jest jakaś framuga czy coś, uważaj. – Powiedział ojciec przechodząc nad nim. &lt;br /&gt; - Tak? Dzięki – Sergio wstawał powoli, masując czoło.&lt;br /&gt; - Chodź tutaj. Tutaj są jakieś świeczki. &lt;br /&gt; Sergio ociekając piwem wszedł do pomieszczenia, tutaj było wyżej. Mógł się wyprostować, chociaż wycierał włosami sufit. W wyniku oględzin pomieszczenia odkrył zupełnie zasypane okienko, natomiast Hubert znalazł zapałki i świeczkę. Zapalił świeczkę, w pomieszczeniu było ich jeszcze kilka. Pod ścianą walała się jakaś drewniana belka, mnóstwo kurzu, na ścianach nawet nie było napisów. Żadnego przydatnego sprzętu, poza pustym popękanym, plastikowym wiaderkiem. Koło wiaderka leżała mocno zakurzona kartka papieru, kiedy na nią poświecił zobaczył wypisany czarną farbą alfabet na obrzeżach kartki. Jakaś trójkątna tekturka leżała na środku. Sergio spojrzał i zamyślił się.&lt;br /&gt; - Czytałem kiedyś o tym… Zaraz, zaraz. Ktoś tu duchy wywoływał.&lt;br /&gt; - He… A to nie ma się czego bać – wydedukował Hubert – w końcu duchy nie istnieją. &lt;br /&gt; - Ano nie. – powiedział z powątpiewaniem Sergio i otworzył o kant wiaderka nową butelkę.&lt;br /&gt; Przyszedłem kiedy Hubert kończył piwo, a Sergio powoli sączył swoje. Chwilę przyglądałem się, zwiedzałem bunkier. Mi ciemność nie przeszkadza. Nawet poplotkowałem z duchami, które zostały po seansie spirytystycznym. Nie jest im tu źle, w niebie podobno jest strasznie nudno. A inny narzekał, że w piekle znowu za gorąco. Więc mimo, że seans został przeprowadzony prawidłowo zostały. Bardzo sympatyczne duchy.&lt;br /&gt; - Hej, panowie! – zagadnąłem.&lt;br /&gt; - No hej. – odpowiedzieli chórem, już wcale się mnie nie boją. A niech ich…&lt;br /&gt; - Opowiedz nam o sobie. – powiedział Hubert, opierając się wygodnie o ścianę.&lt;br /&gt; - Tak? Wy macie piwko, a ja nie? Mam o suchym gardle gadać? – oburzyłem się i gdybym tylko miał ciało to bym stanął do nich plecami.&lt;br /&gt; - A weź wyparuj sobie ze mnie. – Sergio powiedział to raczej tak o, nie liczył, że to naprawdę zrobię.&lt;br /&gt; - Teraz lepiej. – ubranie Sergia było suche, nawet bardzo. – A więc powstałem przez przypadek. I pewnie nie powinienem powstać, no ale skoro już jestem to pomogę. Lubię pomagać, a tak jakoś wyszło, że lubię pomagać złym ludziom. – zachichotałem, oni nie zrozumieli krotochwili. Eh, cymbały. – Kiedy Ronwe dał ci Hubercie długowieczność zrodziłem się, na początku byłem sobie jeden. Kiedy dał ci Sergio twoje moce, nagle okazało się, że jestem w każdym miejscu w czasie. Na początku trochę mi to nie wychodziło i potrafiłem być maksymalnie w dwóch, trzech czasach. Kiedy wasze moce wzrastają mogę więcej, nie wiem dlaczego. Tak to już jest. Ronwe nie wie, że mnie stworzył.&lt;br /&gt; - A więc jesteśmy coraz bardziej… hmm… inni? – wydedukował Hubert.&lt;br /&gt; - Nie wiedzieliście? A raczej, nie zauważyliście? Zresztą, sam dopiero niedawno odkryłem, że mnie coś z wami łączy… Jeszcze nie odkryłem po co istnieję. Być może mam wam przeszkodzić? Ale, cholera, jesteście strasznie sympatycznymi gnojami. – zakończyłem i wróciłem do rozmowy z duchami.&lt;br /&gt; Hubert i Sergio patrzyli się na siebie jeszcze przez jakiś czas z niemądrymi minami. Wreszcie wzruszyli ramionami, odłożyli niedopite piwa i ułożyli się do snu. &lt;br /&gt; - To był długi dzień. – usłyszałem głos jednego z nich, nie starałem się go zidentyfikować.&lt;br /&gt; - No… A pewnie przytrafią się nam jeszcze dłuższe. – odpowiedział mu drugi.&lt;br /&gt; - Na pewno będą dłuższe, dłuższe niż sobie mogą wyobrazić. – powiedziałem do duchów, one zachichotały – Już ja o to zadbam – dokończyłem, ciszej.&lt;br /&gt; Duchom było tu lepiej niż za życia. Kiedy tylko rankiem ludzie opuścili ich bunkier, dobrały się do piw. Nie, nie wypiły ich. Rozlały i jakoś tak zaczarowały, że w wilgotnym, ciemnym bunkrze zaczęły rosnąć chmielowe łodygi… &lt;br /&gt; Istotnie świat się zmienia, a ja mam w tym udział. Miło – pomyślałem i poszedłem gdzie indziej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-113801063545417022?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/113801063545417022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/wiat-si-zmienia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113801063545417022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113801063545417022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/wiat-si-zmienia.html' title='Świat się zmienia'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-113801057284953058</id><published>2006-01-23T11:01:00.000+01:00</published><updated>2006-01-23T11:02:52.936+01:00</updated><title type='text'>Przyszłość</title><content type='html'>Ciemno, cicho, gorąco i potworny odór alkoholu. Tak, można określić sytuację, w której znalazł się Hubert.&lt;br /&gt;- Co jest, cholera. – Powiedział próbując wstać i od razu wrócił do pierwotnej pozycji, bo uderzył głową w coś twardego. &lt;br /&gt;- Musiałem zasnąć pod ławą. – Pomyślał, co nie przyszło mu wcale tak prosto, gdyż męczył go potworny kac. &lt;br /&gt;Spróbował wyturlać się by móc stanąć na nogach. Dopiero teraz odkrył, że leży w czymś na kształt bardzo małej, drewnianej szafy. Tak małej, że nawet nie mógł unieść ręki do głowy, by troszkę złagodzić cierpienie. Powoli zaczynał rozumieć gdzie jest...&lt;br /&gt;- Znowu mnie wsadzili do trumny. – Wydedukował, mimo potwornego bólu głowy, zwielokrotnionego przez uderzenie. Po czym szybko zrozumiał, że musi oszczędzać tlen. I nagle był zupełnie trzeźwy i przytomny. W myślach przeklął paskudnie lekarza, który pozwolił go tu zamknąć i obiecał sobie, że jeśli z tego wyjdzie to go zabije. Bo trzeba wam wiedzieć, że to nie był jego pierwszy raz. Ale wtedy wyciągnęli go rabusie szukający cennych drobiazgów, swoją drogą to trochę dziwne, przecież wszyscy na wiosce wiedzą, że Hubert żyje ze sprzedawania skór zwierząt... Mimo wszystko, wolał na teraz nie liczyć na hieny cmentarne. Mimo walki z sobą, wiedział, że może się już nie obudzić, stracił przytomność.&lt;br /&gt;Muszę wspomnieć jak Hubert został pogrzebany. Otóż jest on płatnym mordercą i to nie byle jakim, bo najlepszym w okolicy. Jednak mieszka w wiosce i ma mało roboty (właściwie wcale). Przez co często wpada w depresje, a jego najlepszym lekarstwem jest alkohol. Poszedł, więc do swojej ulubionej knajpki i wypił tyle ile mógł. Jednak tej nocy, gdy wychodził z pijalni zaczepiła go grupka uzbrojonych w kije wieśniaków, już od dawna na niego polowali, tylko, że wcześniej zawsze był ze swoimi kumplami. Gdy są we czwórkę to nikt ich się nie odważy ruszać, z czego Hubert jest zresztą bardzo dumny. Wracając do bójki. Morderca był mocno wstawiony i przecenił swoje możliwości. Zaatakował pierwszy, zamachnął się ręką, a chłop okazał się być diablo szybki i uniknął ciosu bez problemu. Ręka pędziła dalej przez powietrze, lecz nie natrafiając na nic wytrąciła bohatera z równowagi. Hubert padł na ziemie i zasnął.&lt;br /&gt;Jak już wspomniałem nikt go w wiosce nie lubi, nawet lekarz i grabarz. Pochowali go jeszcze tego samego dnia, w czymś czego nawet nie można nazwać trumną...&lt;br /&gt;Właściwie nie wiedział czy ciągle śpi czy być może odzyskał już świadomość. Ale i tak i tak widział ciemność, nie potrafił nawet stwierdzić czy ma otwarte oczy. Nie wiedział czy mruga, ciągle wieczna ciemność. Nagle na wieku trumny zaczęła się wyłaniać twarz. Długie czarne włosy spływały na ramiona, a przynajmniej spływałyby gdyby ramiona były na swoim miejscu... Czarne oczy wpatrywały się w mordercę z zainteresowaniem. Twarz miała idealnie równe rysy. Pod lekko spiczastym nosem naokoło ust czerniał kilkudniowy zarost. &lt;br /&gt;- Ciągle śnię - stwierdził błyskotliwie Hubert&lt;br /&gt;- Nie, nie śpisz Hubercie Inherd. Jestem Ronwe, demon pobłażania. Wysłał mnie sam imperator, LUCIFER!&lt;br /&gt;- Czego chcesz, skurwysynie? - Nauczony od dziecka strachu przed diabłem i demonami, Hubert wystraszył się nie na żarty. Przywitał go najładniej jak umiał i przeszedł do rzeczy. - Chcesz mojej duszy?&lt;br /&gt;- Lepiej uważaj na słowa, Inherd bo mogę zmienić moje plany co do ciebie. Twoja dusza i tak już jest moja. Ale mam dla ciebie propozycje. Ocalę ci życie, a nawet dam ci chodzić po ziemi trzykroć dłużej od braci twych. Ty, Hubercie, musisz tylko wysyłać do mnie jedną duszę co rok. Ale nie zwykłego pijaczynę z przydrożnej pijalni. Mają to być ludzie bogobojni, od ciebie zależy jak zmusić ich do grzechu i jaki rodzaj śmierci im zadasz. Zaczniesz od proboszcza z twojej wioski...&lt;br /&gt;Hubert poczerwieniał ze wściekłości, nienawidzi kiedy ktoś przejmuje nad nim kontrole. Gorączkowo myślał jakie warunki podać, żeby nie poddać się zupełnie woli diabła. Ronwe przyglądał mu się ze spokojem, wiedział, że morderca się zgodzi, zastanawiał się tylko na jakich zasadach&lt;br /&gt;- Zgoda szatanie, jednak twoja umowa nic nie wspomina o moim procesie starzenia się, chcę pozostać fizycznie w wieku 40lat. – Przerwał i zastanowił się chwilę – No i jeśli będę żył dłużej od moich przyjaciół moje życie będzie bardzo zagrożone ze strony mieszkańców wioski. Oni też muszą żyć dłużej. Jeśli spełnisz te warunki będę zabijał dla ciebie i imperatora.&lt;br /&gt;- Twoje żądania są trochę wygórowane jak na kogoś kto leży w trumnie i się dusi. Mogę spełnić tylko jedno z nich… - Przerwał na chwile i popatrzył z wyczekiwaniem na Huberta, ten jednak nie dał po sobie poznać rozczarowania – Sprawię, że będziesz przez 300 lat czuł się i zachowywał jak 40-latek, po ich upływie zaczniesz się normalnie starzeć. A o swoich przyjaciół się nie martw, oni już mają zapewnioną długowieczność. – Znowu przerwał i znowu patrzył na Huberta jakby liczył, że ten coś powie. Zdziwienie mordercy było jeszcze większe niż przed chwilą, lecz i teraz nie dał po sobie nic poznać. Ronwe westchnął i kontynuował – Długo zastanawiałem się czy ci powiedzieć o tym, co dla nich przygotowałem. Jednak postanowiłem wystawić na próbę twoją cierpliwość. Będziesz musiał poczekać do spotkania z przyjaciółmi,  może oni ci powiedzą jakie są ich zadania… Aha, zapomniałem. Na prawej dłoni będziesz miał znamię czarnego pentagramu. A teraz przestań milczeć i powiedz czy będziesz dla nas pracował. &lt;br /&gt;Hubert jakby dopiero teraz ocknął się z zamyślenia, spróbował spojrzeć na dłoń i powiedział:&lt;br /&gt;- Muszę się zgodzić. Damian, Wojtek i Sebastian też się zgodzili prawda? Niech się dzieje co chce, świat nigdy już nie będzie taki sam. Wyciągaj mnie stąd.&lt;br /&gt;Ronwe dopiero teraz się uśmiechnął i Hubert zobaczył jego małe białe zęby, każdy był zaostrzony,. &lt;br /&gt;- O nich się nie martw. Zgadzasz się? Dobrze więc, przeniosę cię do twojego domu. Pamiętasz od kogo masz zacząć swoją misję. &lt;br /&gt;Morderca skinął głową i zamknął oczy, wolał nie widzieć co się z nim teraz dzieje. Poczuł pieczenie na dłoni. Ogromne przeciążenie. Zapach ziemi - miła odmiana po smrodzie alkoholu wypełniającym trumnę. Nagłe odniósł wrażenie, że słońce ogrzewa jego ciało. Zgrzyt desek, szarpnięcie przy hamowaniu. &lt;br /&gt;Hubert znajdował się na środku swojego pokoju, po jego wybawcy nie było ani śladu. Pokój był taki sam jak wczoraj. Kilka metrów kwadratowych, drewniane ściany i dach. Na podłodze - położona tam wiele lat temu - wykładzina, widać na niej oznaki starości. &lt;br /&gt;- Dziwne… - powiedział siadając na łóżku, mocno kręciło mu się w głowie, jednak kac zniknął bez śladu. – Ciekawe gdzie teraz jest reszta… Pewnie przeżyli coś podobnego, przydałoby się ich znaleźć. – Nagle przypomniał sobie o pentagramie na ręce, szybko podwinął rękaw żeby móc się dobrze przyjrzeć znamieniu. – Mam nadzieje, że oni też będą mieli coś takiego… Źle się z tym czuję. Idę ich poszukać.&lt;br /&gt;I wstał. Przeszedł kilka kroków i znowu zakręciło mu się w głowie, więc postanowił wrócić na łóżko.&lt;br /&gt;- Aha – wydedukował – chyba Ronwe chce żebym tu jakiś czas został. Prześpię się, może mi przejdzie, albo dowiem się o co chodzi.&lt;br /&gt;W rzeczywistości kręciło mu się w głowie z dużo bardziej ziemskiego powodu, niedotlenienia mózgu. Teraz, gdy nagle w powietrzu jest dość tlenu, płuca nie zdążyły dostarczyć odpowiedniej ilości do krwioobiegu… &lt;br /&gt;Obudziło go światło, które wpadło przez okno. Nieśpiesznie wstał. Zawroty głowy odeszły. Hubert przeszedł przez pokój i otworzył szafę, którą kiedyś sam ją zmontował z kilku desek. Wyszła mu całkiem ładnie, stała, nawet się nie chwiała. Miała tylko jeden defekt, drzwiczki były nierówne i nie domykały się do końca, ale i tak mu się podobała. Całkiem niedawno dobudował skrytkę na broń. Dokładniej było to pudełko po butach ukryte pod stertą ubrań. Hubert popatrzył na siebie krytycznym wzrokiem.&lt;br /&gt;- Przebiorę się. Żeby jakoś wyglądać przy znajomych. – Pomyślał i wydobył z szafy pogniecioną koszulę i stare jeansy. &lt;br /&gt;Przebrał się, kucnął i wydobył ze skrytki pistolet, tak na wszelki wypadek. Wyszedł na podwórko, po drodze ubrał ciężkie, skórzane buty, prawie nieznoszone, zamyślił się na chwile. Nie był pewien, ale wydawało mu się, że coś się zmieniło. Po polu łaziły ptaki w poszukiwaniu pożywienia, gdzieś w wiosce szczekały psy, a pod nogami kręciły mu się kury. Coś mu tu nie pasowało, jednak nie mógł zrozumieć, co.&lt;br /&gt;Było wcześnie, więc miał nadzieje zastać swoich kompanów w domach.. Najbliżej mieszkał Sebastian, więc poszedł najpierw do niego. Sebastian miał dość duże podwórko. Na środku stal dwupiętrowy dom z czerwonej cegły z wysokim, szpiczastym dachem. Hubert wszedł na podwórko ostrożnie otwierając skrzypiącą furtkę. Zajrzał przez okno, lecz nikogo nie zobaczył w środku. Zapukał do drzwi, odpowiedziała mu cisza. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach usłyszał jak ktoś zbiega po schodach.&lt;br /&gt;- Kogo tam niesie? – Wołał znajomy głos.&lt;br /&gt;Drzwi otworzyły się z hukiem. Stanął w nich uzbrojony w długi nóż Sebastian. &lt;br /&gt;- Ach, to ty Hubert. Bałem się, że to znowu jacyś domokrążcy. Proszę wejdź. – Opuścił nóż i popatrzył na niebo. Sebastian ma kontakt z kosmitami, w razie kłopotów zawsze mu pomagają. Pewnie już przylecieli i musiał im dać znać, że wszystko w pożądku. &lt;br /&gt;- Właściwie to chciałem przejść się na piwo. I trochę pogadać z przyjaciółmi. – Spojrzał na rozmówcę z nadzieją.&lt;br /&gt;- Oczywiście, chodźmy. Powiadomić resztę, że czekamy w barze? – Nie czekając na odpowiedz, zamknął oczy i przez chwile coś szeptał. – Poprosiłem Ich – to mówiąc wymownie spojrzał w niebo – o łączność telepatyczną z Damianem, obiecał, że zaraz przyjdzie z Wojtkiem do baru. Idziemy?&lt;br /&gt;Hubert skinął głową, właściwie to nawet się nie zdziwił. Sebastian robił już dziwniejsze rzeczy. &lt;br /&gt;Ruszyli przez wioskę raźnym krokiem, morderca zastanawiał się jak zapytać ich o spotkanie z Ronwe. W końcu stwierdził, że po paru piwach tak poważna rzecz wyjdzie sama. &lt;br /&gt;Po drodze rozglądał się uważnie i ciągle nie mógł zrozumieć, czego mu brakuje. Starsze dzieciaki jak zawsze siedziały pod swoją rozwalającą się szkołą i paliły jakieś świństwo, a młodsze chowały się za stodołami i robiły… Hubert właściwie nie wiedział, co robiły, ale chichotały przy tym głośno. Spojrzał na kontaktowca (lubił tak nazywać Sebastiana z racji jego kontaktów z Obcymi), milczał, wyglądał na zamyślonego. &lt;br /&gt;Właśnie przechodzili pod komendą policji… Ten budynek zawsze wzbudzał wstręt wśród przyjaciół Huberta, stara poniemiecka budowla wyróżniającą się w okolicy, gdyż była utrzymana w całkiem niezłym stanie… Kiedy wybiegł stamtąd jakiś młody chłopak, na oko 20 lat. Przyjaciele spojrzeli po sobie i szybko wymienili myśli. Jak na rozkaz rzucili się do przodu by dogonić chłopaka i odciągnąć od niego mundurowych. Policjanci, kiedy zobaczyli biegnącego w swoją stronę Huberta, instynktownie wyczuli zbliżające się kłopoty, woleli więc odpuścić wyrostkowi i schować się w bezpiecznym miejscu. Sebastian dogonił młodzieńca, miał przeczucie, że nie jest to zwykły złodziejaszek Hubert szedł do nich zdyszany.&lt;br /&gt;- Kim jesteś i dlaczego goniła cię policja? – Zapytał konaktowiec, przytrzymując chłopaka.&lt;br /&gt;- Zostawcie mnie, ja nic nie zrobiłem – dalej szarpał się jak ryba złapana w sieć. Uspokoiła go dopiero zimna lufa pistoletu Huberta.&lt;br /&gt;- Powiedz nam kim jesteś, nic ci nie zrobimy. My też nie lubimy się z policją. Ochłoń trochę i chodź z nami do baru. Tam opowiesz co zrobiłeś. Zgoda?&lt;br /&gt;- Mówią na mnie Sergio. – Wyjąkał i przestał stawiać opór. Kiwnął głową, dając sygnał, że się zgadza.&lt;br /&gt;Przyjaciele zabrali chłopaka do „Stokrotki”. Z początku młody rozglądał się lękliwie, jakby bał się, że policja znowu się nim zajmie. Jednak już po kilkudziesięciu metrach uspokoił się i jakby uwierzył w swoich obrońców. &lt;br /&gt; Bar nie był daleko. Śmiesznie wyglądał między pięknie odmalowanym, dużym domem sołtysa, a zameczkiem jakiegoś cygana. „Stokrotka” jednak stała tu zanim jeszcze wioskę nazwano Jelcynie Duży i zanim przybył tu jakikolwiek sołtys, pamięta czasy beztroskiej anarchii… Zbudowali ją niemieccy żołnierze i chyba spełniała funkcję stołówki. Na czerwonej cegle spod dzisiejszych graffiti wybijały się niemieckie napisy. Szyby były zbyt często tłuczono, więc zrezygnowano z nich na rzecz krat w oknach. Drzwi kiedyś były drewniane, ale zostały szybko zniszczone, toteż zamieniono je na metalowe. Na tych szybko pojawiły się oznaki wandalizmu, a działo się tak głównie dlatego, że Hubert i reszta często uznawali to miejsce za swój schron, przed policją lub innymi chamami. &lt;br /&gt; Sebastian otworzył drzwi i zaprosił gestem do środka Sergia, bo Huberta nie trzeba było zapraszać, już wszedł i szukał miejsc. Kiedy cała trójka zajęła miejsca, a młodzian oswoił się z tym miejscem zamówili na początek trzy „Piasty”.&lt;br /&gt; - Damiana i Wojtka jeszcze nie ma, dziwne zazwyczaj to oni są szybciej. – w rzeczywistości Wojtek dopiero co zwlókł się z łóżka i przeklinał jak tego skurwysyna, który wali we drzwi… &lt;br /&gt; - Pewnie dlatego, że jest bardzo wcześnie. Kiedy rozmawiałem z egzorcystą mówił, że dopiero co wstał.&lt;br /&gt; - Co powiedziałeś? Egzorcystą? Kurcze, kim wy jesteście? &lt;br /&gt; Hubert i Sebastian spojrzeli po sobie, rozumieli się bez słów. Tylko skinęli do siebie.&lt;br /&gt; - Właściwie to nawet ci się nie przedstawiliśmy. Pewnie przyjdzie nam trochę poczekać na resztę. Mów mi Hubert, jestem płatnym mordercą. Zajmuje się tym od wielu lat – Sebastian spojrzał na niego z wyrazem rozbawienia w oczach, ale młodzieniec chyba tego nie zauważył. – Znam się na tej robocie, jak nikt w wiosce. Urodziłem się tutaj i wychowałem. Żona dawno mnie zostawiła. – zakończył bez cienia goryczy.  &lt;br /&gt; - Teraz pora na mnie… Mam na imię Sebastian i jestem kontaktowcem. Od dziecka mam kontakt z Nordykami. Dziś oni dbają o moje bezpieczeństwo i pomagają mi w różnych sprawach. Zarabiam na opowiadaniu o nich w tej wiosce, ludzie lubią takie opowieści. Kiedyś mieszkałem na drugim krańcu Polski, ale jakieś 15 lat temu musiałem stamtąd uciekać i trafiłem tutaj.&lt;br /&gt;- Teraz wiem z kim rozmawiam. Jak już wiecie jestem Sergio. Chyba mogę wam zaufać, wy też raczej nie jesteście zbyt normalni. Nie pamiętam swoich rodziców, wychowałem się w domu dziecka. Chyba wam mogę o tym powiedzieć… Widzę w ciemnościach jak w dzień i jestem bardzo szybki. – Tu przerwał i rozejrzał się sprawdzając czy nikt nie podsłuchuje. – Nie mam pojęcia czemu tak jest, po prostu tak mam. A co tu robie? Nie mam pojęcia jak się tu znalazłem. Tu w…&lt;br /&gt; - W Jelcynie Dużym – dopowiedział Hubert&lt;br /&gt; - Tak właśnie. – nerwowo podrapał się po dłoni. Dopiero teraz morderca zauważył znamię na jego ręce!&lt;br /&gt; „Cholera, kim on jest?” pomyślał Hubert, ale nie dał po sobie poznać zdziwienia.. Spojrzał na Sebastiana, ale ten spokojnie trzymał obie dłonie na kuflu „Piasta”, był czysty. „Czyżby Ronwe nie zajął się jeszcze kontaktowcem? A za to podesłał mi jakiegoś gnojka?” &lt;br /&gt;- Co to jest? – zapytał Sergia, wskazując na znamię. Sebastian wyglądał jakby zastanawiał się nad ucieczką.&lt;br /&gt; - E… To jest… Jak by ci to wytłumaczyć. Dziś w nocy miałem wyjątkowo dziwny sen. Jakiś facet mówił, że ma dla mnie zadanie. Że muszę się zgodzić… Tym zadaniem jest znalezienie odnalezienie jakiegoś typa z takim samym znakiem na ręce i pomoc mu w misji. &lt;br /&gt; - A jak się tu znalazłeś? Co miała do ciebie policja? – Hubert jakoś nie bardzo mógł sobie to wszystko ułożyć w głowie. Postanowił zyskać na czasie.&lt;br /&gt; - Dobre pytanie. Obudziłem się w celi. Jakiś mundurowy przyniósł mi coś co można by nazwać śniadaniem. Potem ten sam osobnik zabrał mnie na przesłuchanie. Lampa świeciła mi prosto w twarz, z na przeciwka dobiegł mnie burkliwy głos. Jak się troszkę później dowiedziałem, był to komendant. Wypytywał mnie czy znam Huberta Inherda, to chyba ty prawda? – spojrzał na „killera”, tamten skinął głową. Sergio pociągnął duży łyk piwa i kontynuował – Nie chciał mi uwierzyć, że nie jestem stąd i nikogo takiego nie znam, więc wywinąłem ręką tam skąd dobiegał głos, chyba trafiłem w głowę. Szybko zerwałem się z miejsca i wybiegłem na zewnątrz. &lt;br /&gt; Zapadło milczenie. Cała trójka już wypiła piwa. Hubert pomachał ręką z wystawionymi trzema palcami i po chwili w kuflach znowu znajdował się złocisty trunek. &lt;br /&gt; Do baru weszli Damian z Wojtkiem i od razu się przysiedli. Widać po nich było ogromne zdziwienie. Spoglądali trochę wilkiem na Sergia.&lt;br /&gt; - Hej wam. To jest Sergio, uratowaliśmy go dziś po drodze z rąk organu niesprawiedliwości. &lt;br /&gt; - Hej – Odpowiedzieli chórem.&lt;br /&gt; - Jestem Damian – Wyciągnął rękę do młodzieńca. Nie był oczywiście zwykłym człowiekiem. Damian od dziecka fascynował się magią i posiada o tej dziedzinie całkiem sporą wiedzę praktyczną. Zna się na telekinezie, potrafi uderzyć ognistą kulą i temu podobne. – Wszyscy wrogowie policji są moimi przyjaciółmi. &lt;br /&gt; Cała piątka wybuchła śmiechem, a zawartość kufli zmniejszyła się znacznie. &lt;br /&gt; - A ja to Wojtek. – Uczynił dziwny gest dłonią w stronę „nowego”. Wojtek był właściwie zupełnie normalnym człowiekiem. No może prawie normalnym, czasami lubił porozkopywać groby i przeprowadzać badania na trupach i szkieletach. – Po co chciałeś się z nami spotkać Hubert?&lt;br /&gt; - Powiedzieć wam o pewnej dziwnej sprawie, która jak teraz widzę jest jeszcze dziwniejsza niż myślałem. – To mówiąc położył dłoń na stole, tak żeby było widać znamię. Sergio otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. – Dwa dni temu byłem się napić i kiedy skończyłem musiało mi się przytrafić jakieś nieszczęście, bo obudziłem się w trumnie. – Przyjaciele spojrzeli po sobie, wyglądali naprawdę komicznie, trzech facetów w kwiecie wieku starających się nie wybuchnąć śmiechem.. – To wcale nie jest zabawne. Prawie bym się udusił! - Skarcił ich morderca i zaczął opowiadać…&lt;br /&gt; Kilka kufli później…&lt;br /&gt; - No i to by było na tyle. Nic nie wiedziałem o tobie Sergio. – Zakończył Hubert. – Ale Ronwe wspominał, że wy też będziecie żyć dłużej, ciekawe co mógł mieć na myśli… &lt;br /&gt; - Ja chyba wiem. – Zabrał głos Wojtek. – W końcu jest wysłannikiem Lucyfera. Albo znają naszą przyszłość, albo mają w związku z nami jakieś plany… - Przerwał, zdał sobie sprawę, że wcale nie powiedział nic odkrywczego.&lt;br /&gt; - Wygląda na to, że muszę ci pomagać Hubert. No to jak, gdzie mieszka ten lekarz? – Uśmiechnął się na myśl o następnych godzinach, a może to wypite piwa tak na niego wpłynęły?&lt;br /&gt; Hubert spojrzał na niego trochę przestraszony, miał kogoś zabić… Pierwszy raz od dawna, od bardzo dawna. No ale Makowiecki od dawna mu podpadał, nadszedł czas by z tym skończyć.&lt;br /&gt; - Jeden, Makowiecki się zwie. Mieszka niedaleko w dużym, nowym domu. Monopolista każe sobie płacić za leczenie jakieś kosmiczne kwoty. – Konaktowiec spojrzał na niego z oburzeniem. – Przepraszam Sebastian. Kto idzie ze mną wykończyć tego drania?&lt;br /&gt; Stara gwardia raczej woli rozwiązywać problemy nie ruszając się ze „Stokrotki”. Popatrzyli smutnym wzrokiem na niedokończone „Piasty”, ale wstali. Sergio już od jakiegoś czasu czekał przy drzwiach, kiedy zobaczył, że idą wszyscy zawołał zadowolony: &lt;br /&gt; - No to „frugo”!&lt;br /&gt; - No to „frugo”! – Zawołała stara gwardia i ruszyła raźnym krokiem zrobić porządek z pewnym łachmytą. Stali bywalcy wyczuli, że coś się święci, resztę dnia, aż do późnej nocy spędzili w barze…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; ***&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Spotkali się pod domem Huberta gdy tylko zapadł zmrok. Morderca trochę się spóźnił, ale wyszedł z całym swoim arsenałem. Kałasznikow przewieszony przez ramie, zatknięty w portki rewolwer i granaty wciśnięte w kieszenie. Wyglądałby niebezpiecznie gdyby nie wymalował sobie na twarzy czarnych linii. Sergio wyszedł zaraz za nim, był wyjątkowo podniecony, być może Hubert poczęstował go swoim bimbrem. Sebastian ubrany był tak samo jak rano, ale był trochę podenerwowany i często patrzył w niebo. Damian wyglądał arcyzabawnie, ubrany w długą szatę, z kapturem naciągniętym na głowę. Kolor szaty był bliżej nieokreślony, na pewno ciemny. Wojtek uzbroił się w kilka niezbędnych narzędzi hieny cmentarnej, znaczy chirurga, z kieszeni wystawał mu skalpel i inne lekarskie narzędzia. &lt;br /&gt; - Gotowi? - Hubert zadał jedno ze swoich głupich pytań.&lt;br /&gt; Zebrani pokiwali z entuzjazmem głowami. &lt;br /&gt; - Jak nigdy… - Powiedział za wszystkich Sergio z miną zawodowego mordercy, nawet Hubert takiej nie potrafił zrobić.&lt;br /&gt; Kiedy szli w stronę domu Makowieckiego z ich drogi schodziło dosłownie wszystko. Nawet ławka odsunęła się kilka metrów kiedy przechodzili po ścieżce. Kiedy spotkali patrol policji. Smerfy rzuciły się na nich, mimo swojego wzrostu i mięśni ruszali się nad podziw zwinnie, jednak Sergio szybko się znalazł przy nich i wymierzał im błyskawicznie ciosy. Hubert celował z kałasznikowa. Damian posłał w gliniarzy wiązkę energii. Wojtek po prostu stał, ale i tak był groźny. &lt;br /&gt; - Ha! Tak się wymierza sprawiedliwość. – Zawołał zadowolony Sergio. &lt;br /&gt; - Tak, ale Makowieckiego zostawicie mi. On chyba ma rodzinę nie? No to nie będziecie się nudzić. – Zanim Hubert skończył, stali już przed rezydencją lekarza.&lt;br /&gt; Wielki budynek, podobny do Białego Domu. Wojtek szybko poradził sobie z kłódką w bramie i przyjaciele weszli do środka. Zaatakowały ich cztery psy, chyba eksperymentowano na nich genetycznie, były chyba dwa razy większe od rotwailerów. Sebastian pokazał, że można polegać na jego znajomych i unieruchomił bestie jednym machnięciem ręki. Wojtek postanowił na wszelki wypadek podciąć im gardła skalpelem, jeden zwinny ruch i krew pociekła ze wszystkich psiaków. Dotarli do drzwi, zamknięte, a na dodatek zbyt solidne żeby wyważyć. Sergio pobiegł poszukać jakiegoś wejścia, po kilku sekundach otworzył przyjaciołom od środka. &lt;br /&gt; - Przepraszam, że tak długo, ale w środku też maja psy…&lt;br /&gt; - Dobra, dobra. Teraz cicho. Rozdzielmy się. – Hubert wydał rozkaz.&lt;br /&gt; I sam skierował się na górę po ciemnej klatce schodowej. Jakaś wykładzina całkowicie tłumiła jego kroki. Na piętrze powitał go duży pokój, z sofą i telewizorem na środku. Na ścianach obrazy, pewnie gdzieś tutaj ma sejf. Po drugiej stronie pokoju zauważył drzwi, ruszył ostrożnie w ich stronę… Dobiegł go dźwięk trzeszczącego łóżka. „Masz ci los, wstał?” pomyślał i wyjął rewolwer. Przy drzwiach spojrzał jeszcze raz na pokój, czysto. Otworzył ostrożnie i wszedł do drugiego pokoju. Obok stała szafa, prawdopodobnie na ubrania. Przez okno wpadało blade światło księżyca. Hubert zobaczył łóżko, a na nim dwie postacie. Jedna miała długie włosy i wszystko wskazywało na to, że jest kobietą. U drugiej zobaczył błysk łysiny.&lt;br /&gt; - To musi być on. Cholera, zapomniałem, że ma żonę. Zabić ją czy co… - Wyszeptał skradając się do łóżka. Klęknął obok kobiety, ostrożnie wyciągnął z kieszeni scyzoryk, ostry jak brzytwa. Już chciał ją zabić, kiedy obudziło się w nim sumienie. – Zostaw. Przyszedłeś zabić tylko lekarza. – Hubert często prowadził monologi… - Racja. – Odpowiedział sam sobie i uderzył tylko Makowiecką tak żeby się nie obudziła. Podszedł już wcale nie cicho do ofiary. – Wstawaj dziadu!&lt;br /&gt; Nie pomogło, spał jak zabity. Hubert nie miał doświadczenia i trochę się zdziwił, więc uderzył go w twarz, podziałało.&lt;br /&gt; - Eee… Khe… Khe… - Wymamrotał Robert Makowiecki. Morderca zlitował się nad nim i pozwolił mu dojść do siebie… - Aaa! Duch! Inherd, przecież stwierdziłem zgon! Przecież ty leżysz w grobie!&lt;br /&gt; Na co Hubert, albo jego duch, uśmiechnął się najładniej jak umiał ukazując braki w uzębieniu. &lt;br /&gt; - Są na tym świecie rzeczy o których nie śniło się lekarzom. – Zagadnął filozoficznie i wycelował mu w czoło z rewolweru. &lt;br /&gt; - Precz maro! Boże ratuj!... – Hubert wystrzelił, nie spodziewał się tak mocnego odrzutu, w filmach to wyglądało inaczej... Szybko schował pistolet i wymasował dłoń. W uszach mu trochę piszczało, ale był zadowolony. &lt;br /&gt; - Chłopaki, zwijamy się! – Zawołał na cały głos i wybiegł z domu.&lt;br /&gt; Przyjaciele już na niego czekali, wyglądali na troszeczkę zawiedzonych, ale nie tylko troszeczkę.&lt;br /&gt; - I jak było? Zabiłeś go czy strzeliłeś ostrzegawczo? – Powiedział z ironią Wojtek.&lt;br /&gt; - Zabiłem. A wy zabraliście coś? &lt;br /&gt; Wojtek wyjął z kieszeni zegarek, jakieś banknoty i sporo świecidełek, był z siebie dumny.&lt;br /&gt; - Hubert… - Sergio zaczął odrobinę nieśmiało, ale rozkręcał się – pamiętasz o twoim zadaniu? A raczej o naszym? Myślę, że teraz czas na proboszcza.&lt;br /&gt; Wszyscy spojrzeli na mordercę.&lt;br /&gt; - Oczywiście, pamiętam. Jutro zastanowię się jak zmusić kaznodzieje do grzechu…&lt;br /&gt; Poszli do „Stokrotki”. Hubert całą drogę rozmyślał, zdawało mu się, że widzi jakieś poruszające się cienie, a w głowie ciągle odbijał mu się echem krzyk Makowieckiego. Miał wyrzuty sumienia. &lt;br /&gt; W barze trochę wypili. Sergio był lekko wstawiony, po starej gwardii nie było wydać oznak kilku godzin pijaństwa. &lt;br /&gt; - … Panowie, za Huberta, świetnie sobie poradził z tą gnidą! … - kufle zderzyły się w górze, a ich zawartość powędrowała do gardeł. Jednak sprawcę całego zamieszania nie bardzo obchodziło to co się wokół niego działo. Siedział skulony na krześle i modlił się aby nikt nic od niego nie chciał. Miał wrażenie jakby wszyscy wyglądali jak Robert, poza Sergiem… On wyglądał jak Ronwe! &lt;br /&gt; Hubert wstał i trochę zakręciło mu się w głowie.&lt;br /&gt; - Przepraszam chłopaki, ale na mnie już pora. – Pomachał im ręką i chwiejnym krokiem ruszył do drzwi, na zewnątrz już dogonił go Sergio.&lt;br /&gt; - Mogę iść z tobą? Nie bardzo mam gdzie nocować. – Zapytał z nadzieją w głosie.&lt;br /&gt; Inherd skinął tylko głową i przyspieszył kroku na tyle, na ile to było możliwe. Spojrzał na młodego przyjaciela, który wyglądał dokładnie jak Ronwe, a jego wyraz twarzy był wyjątkowo przerażający… Hubert nie wytrzymał i  ruszył biegiem do domu. Po drodze miał wrażenie, że goni go cała armia demonów, zaczynał żałować swojej pochopnej decyzji. Wreszcie dobiegł na swoje podwórko, jednym kopem otworzył furtkę, kilkoma susami przesadził podwórko i wpadł do domu razem z drzwiami. Dopiero w środku trochę się uspokoił. Naprawił drzwi, zdjął buty i poszedł do kuchni. Chwilę kręcił się od szafki do stołu, od stołu do drzwi… W końcu skoczył do lodówki i wyjął dobrze schłodzone pół litra własnego wyrobu, pociągnął duży łyk.&lt;br /&gt; Przed oczami ciągle miał Makowieckiego i jego wstrętną gębę wykrzywioną grymasem strachu. W uszach wibrował mu jego krzyk.&lt;br /&gt; - Dość tego, przecież jestem mordercą. Nie lękam się niczego. – Pociągnął jeszcze łyk i odłożył butelkę. &lt;br /&gt; - Hubert co się dzieje? – Morderca usłyszał za sobą znajomy głos. Kto był jego właścicielem? – Hubert, to ja Sergio. – Sergio? Dziwne, skądś znam tę imię. Ten dzieciak od początku wydawał mi się dziwnie znajomy. Moja żona… Czy ona nie uciekła kiedy była w ciąży? Czy Sergio nie jest moim synem? &lt;br /&gt; Odwrócił się nagle. Chłopak średniego wzrostu, dobrze umięśniony. Niebieskie oczy spoglądały na niego bystro, Agata miała dokładnie takie same oczy. Rysy twarzy zdradzające wiejskie pochodzenie, Hubert był troszeczkę podobny…&lt;br /&gt; - Kim była twoja matka? – Wypalił zupełnie niespodziewanie Hubert.&lt;br /&gt; - Co? – Sergio był kompletnie zdziwiony tym pytaniem – Nie wiem. W bidulu powiedzieli mi, że miała na imię Agata, a nazwisko… Pochłońska. &lt;br /&gt; - Chodźmy spać. Jestem zmęczony, a jutro czeka nas trudne zadanie. – Pochłońska… Właśnie takie nazwisko panieńskie miała Agata. Czyżby to był mój syn? Powiem mu gdy przyjdzie na to czas.&lt;br /&gt; Wziął szybką kąpiel i wskoczył do łóżka. Długo nie mógł zasnąć. Rozmyślał jak skłonić do grzechu proboszcza. Wiele pomysłów przechodziło mu przez głowę. Od zupełnie niemożliwych, do całkiem prawdopodobnych i wykonalnych. &lt;br /&gt; - Ronwe, pomóż mi jakoś. - Wyszeptał i zamknął oczy.&lt;br /&gt; Tam, ku swojemu zdziwieniu, zobaczył Ronwe siedzącego za biurkiem był wystrojony w elegancji garnitur. Nigdy nie widział go całego więc zdziwił się, kiedy jaki jest wysoki. Wyglądał na bardzo zapracowanego, jednak przerwał i spojrzał prosto na Huberta.&lt;br /&gt; - O co chodzi?&lt;br /&gt; - Nie wiem jak zmusić do grzechu proboszcza. I nie wiem jak wielki musi być to grzech.&lt;br /&gt; - Myślisz, że wybrałbym ciebie gdybym nie wiedział, że sobie poradzisz? Wysłałem do ciebie, Hubercie, twego syna, pomoże ci. – Wstał obszedł biurko i przysiadł na nim. – Zmuś kaznodzieje by wrzucił krzyż do ognia. – Uśmiechnął się demonicznie. – Powodzenia.. – Cały obraz znikł.&lt;br /&gt; Hubert zerwał się z łóżka, zrzucając przy tym na ziemię Sergia. Poszedł do okna i odkrył, że już świta. &lt;br /&gt; - No młody przyjacielu, wstawaj, ubieraj się. &lt;br /&gt; - Nie musiałeś się tak zrywać. – Warknął Sergio rozmasowując sobie biodro obite o twardą podłogę, co z tego, że była tam wykładzina. Podłogę tę morderca kładł własnoręcznie, za czasów kiedy starał się o rękę Agaty…&lt;br /&gt; Hubert zignorował jego narzekania, miał własne sprawy na głowie. Wyjął ze swojej skrytki niezbędną broń. Ubrał granatowy sweter i czarne jeansy. W przedpokoju ubrał na nogi trampki i wyszedł na podwórko. Dzień rozpoczął się wesoło, od długiego ślizgu na krowim placku… &lt;br /&gt; - O rzesz… To się nazywa niezły początek dnia. – Zaczął kręcić się w kółko po podwórku ciągnąć po ziemi prawą nogę. Ciekawe kto tutaj krowę wpuścił, swojej nie posiadał. Tą wesołą czynność, pozbywania się odchodów z buta, przerwał mu Sergio. &lt;br /&gt; - Co ty wyprawiasz? – Powiedział, wchodząc w łajno. – O cholera, coś ty tu narobił? – Spojrzał na Huberta z wyrzutem, potem jednak szybko zdał sobie sprawę, że to nie mógł być on - Masz krowy?&lt;br /&gt; - Skąd… Też wlazłem w to gówno. Przerwałeś mi wspaniałą zabawę, pozwól, że dokończę – Dokładnie wyczyścił but, Sergio zrobił to samo. – Możemy iść. – Sprawdził czy nóż dobrze wychodzi z kieszeni i czy pistolet da się dość szybko wyjąć zza pasa. Kiedy stwierdził, że wszystko jest idealnie, ponownie schował broń . &lt;br /&gt; Wyszli na drogę. Kościół mieści się niedaleko policji. Więc tam skierowali swoje kroki, nie rozmawiali. Hubert co chwila sprawdzał czy broń na pewno dobrze leży. Sergio wyglądał jakby się przygotowywał do walki bokserskiej. W powietrzu czuć było napięcie. Ojciec popatrzył na zegarek i prychnął z oburzeniem, czas zachowywał się zupełnie bezczelnie nie zatrzymując się nawet w takiej chwili.&lt;br /&gt; Wreszcie dotarli przed stary budynek kościoła. Zbudowany był z czerwonej cegły, witraże w oknach wyglądały jakby ten kto je zrobił był niespełna rozumu. Duże drzwi były otwarte, weszli do środka. Od razu poczuli chłód jaki panował w tym miejscu. Wnętrze było dużo mniejsze niż mogło by się wydawać z zewnątrz. Sufit był wysoki i zupełnie niezbadany, biała farba odpadała wielkimi kawałkami, a gdzie niegdzie pojawił się grzyb. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające kolejne stacje drogi krzyżowej. Ruszyli ścieżką między dwoma kolumnami ław. Nagle usłyszeli kroki dobiegające zza ołtarza, nikogo tam nie widzieli. Spojrzeli po sobie i rzucili się między ławki. Hubert znalazł się w kolumnie po lewej od wyjścia. Wychylił się lekko chcąc zobaczyć kto jest jeszcze w kościele. Nie ujrzał nikogo, za to słyszał wyraźnie czyjeś kroki. Przeczołgał się pod ławkami, co wymagało sporej zwinności, ponieważ każda miała zamontowany specjalną półeczkę na nogi. W końcu dotarł do pierwszego rzędu, zauważył, że Sergio po prawej stronie leży już tam od dłuższego czasu.&lt;br /&gt; Spojrzał na ołtarz. Tam nad pozłacanym stołem stał mężczyzna w długiej czarnej szacie, Hubert dałby głowę, że w sutannie. Przy sercu nosił duży pozłacany krzyż, a może złoty? Najwyraźniej jeszcze ich nie zauważył. Skinął na Sergia, żeby się nie ruszał. Sam wydostał się niezręcznie spod ławy, ksiądz spojrzał na niego i wrócił do swoich zajęć. Morderca przysiadł na ławie ze zdziwieniem, chwilę wpatrywał się w dobrodzieja. &lt;br /&gt; -  Zdejmij krzyż i wyrzeknij się swojej wiary kaznodziejo. – Powiedział najgroźniej jak potrafił, kiedy już wstał i podszedł bliżej.&lt;br /&gt; Tamten tylko spojrzał na niego i skinął, żeby szedł za nim. Otworzył drzwi kilka metrów za ołtarzem i zaprosił gestem Huberta do środka. Morderca dał znać Sergiowi, żeby był w pogotowiu. Tymczasem ksiądz poprowadził go do małego pokoju w którym był tylko stół, dwa krzesła i kominek no i oczywiście krzyż na stole. Ściany pomalowano na biało całkiem niedawno, bo nie zdążyły nawet zżółknąć. Obrazki świętych na ścianach wydawały się niezbędne. &lt;br /&gt; - Siadaj synu. I powiedz kim jesteś i po co przychodzisz. Chcesz spowiedzi? – Ksiądz usiadł i wpatrywał się w krzyż. &lt;br /&gt; - Nie przyszedłem tu po spowiedź ani po jałmużnę. Natomiast mam propozycję. Wyrzeknij się swojej wiary, wrzuć swój krzyż w ogień, a spotka cię bezbolesna śmierć – Hubert starał się panować nad sobą, ale chyba nie wypadł zbyt wiarygodnie, więc na potwierdzenie swoich słów wyjął nóż.&lt;br /&gt; Kaznodzieja wyglądał jakby właśnie zobaczył Jezusa wraz ze wszystkimi świętymi. &lt;br /&gt; - PAX, PAX! – wyszeptał i zaczął powoli zdejmować krzyż. &lt;br /&gt; - Płać, płać? Płacz, płacz? – Hubert nie znał łaciny, nawet w mizernym stopniu. – Jeszcze ośmielasz mi się grozić?&lt;br /&gt; Krzyż wylądował już w ogniu, ten ze stołu również. Morderca zdziwił się, że tak łatwo poszło, więc postanowił nie karać go za pyskowanie. Poszedł do księdza i wykonał swoje okrutne zadanie, najdelikatniej jak potrafił. Tamten nawet nie krzyknął, osunął się tylko z krzesła, po drodze plamiąc krwią obrus. &lt;br /&gt; Nagle do pokoju wpadł Sergio, trupa nawet nie uraczył spojrzeniem. &lt;br /&gt; - Hubert, kłopoty. Właśnie powinna zaczynać się msza, ludzie już się zbierają! – Wyrzucił z siebie, wydać było, że adrenalina w nim buzuje. – Sprawdziłem nie ma innego wyjścia…&lt;br /&gt; - Dużo ich jest? Mam tylko osiem naboi. Obawiam się, że będziemy musieli walczyć. Nasza gwardia nie zdąży nam pomóc.&lt;br /&gt; - Ale przecież to jest kościół! A na dodatek naprzeciwko jest komenda policji. &lt;br /&gt; Czas uciekał. Ludzie powoli zaczynali się zastanawiać dlaczego ksiądz spóźnia się z mszą…&lt;br /&gt; - Udowodnisz jak jesteś szybki. Poczekam, aż ktoś tutaj przyjdzie. Ty wyjdziesz do „sali baletowej” i zamkniesz drzwi, tylko porządnie. Kiedy wyjdę zacznie się taniec, obawiam się, że może być ktoś z policji i inni czekający tylko by mnie dorwać. No, ale do dzieła.&lt;br /&gt; Hubert już zupełnie pozbył się sumienia. Widział, że ta akcja może się nie udać jeśli tylko przybiegnie policja, ale chciał zaryzykować. &lt;br /&gt; Sergio wybiegł na zewnątrz. Hubert usiadł i wpatrywał się jak krzyż leżący w ogniu…&lt;br /&gt; - Proszę księdza – usłyszał głos jakiegoś mężczyzny, prawdopodobnie ten człowiek przeżył już dawno swoje złote lata, a nawet srebrne miał już za sobą... &lt;br /&gt; - Wejdź synu. – Podszedł do drzwi i odpowiedział starając się naśladować księdza, nie wyszło mu za bardzo, ale za to miał w ręku dobry argument.&lt;br /&gt; Tak to był mężczyzna, na oko 70 lat… Na głowie miał same siwe włosy, morderca rozpoznał go. Kilkadziesiąt lat temu ten człowiek uczył go matematyki, jednak nie zawachał się, szybkim ruchem otworzył mu gardło.&lt;br /&gt; Spokojnie wyszedł na korytarz i skierował się do ołtarza, miał nadzieje, że przyszli wszyscy zaproszeni. Kiedy wyszedł z plebanii, po kościele przeszedł szmer, byli wszyscy, a nawet więcej. &lt;br /&gt; - Panie i panowie z przykrością muszę stwierdzić, że ksiądz odszedł do piekieł. – powiedział stojąc przy ołtarzu. Przy okazji wyłożył pistolet i nóż na ołtarz. – Pan Borecki również odszedł, ale nie wiem gdzie… - Kiedy mówił te słowa w jego stronę ruszyło kilku mężczyzn, a nawet dwie starsze kobiety z różańcami, nie rozpoznał nikogo, nie widział twarzy. Adrenalina pulsowała mu w żyłach, podniósł spokojnie pistolet wycelował i strzelił do pierwszego z mężczyzn. Zostało mu siedem naboi. – Sergio zaproś te urocze panie do tańca. – Pouczył syna, a kolejny mężczyzna leżał na ziemi. Sześć. W kościele było jeszcze około dwudziestu osób, w tym trzynaście kobiet. &lt;br /&gt; Sergio faktycznie był szybki, obtańcował już kobiety z różańcami i kierował się spokojnie do pań siedzących w ławkach. Mężczyzn zostawił Hubertowi.&lt;br /&gt; - Można panią prosić? – Zapytał młodą kobietę siedzącą w ostatnim rzędzie. Nie usłyszał odpowiedzi bo padły dwa strzały i dwóch następnych mężczyzn splamiło swoją krwią posadzkę. Cztery. Młoda kobieta wstała Sergio złapał ją za ręce i zakręcił się jak szalony derwisz. Od tego momentu następne wierne padały na ziemię bardzo szybko. &lt;br /&gt; Hubert pozbył się już wszystkich naboi. Po schodach do ołtarza zbliżał się jakiś dwu metrowy siłacz, morderca schował pistolet i sięgnął po nóż. &lt;br /&gt; - Zatańczy pan? – Zapytał grzecznie Hubert i wskoczył na stół, strącając przy okazji kilka świec. Jego przeciwnik wyglądał jakby chciał złapać go za nogi, morderca jednak był szybszy i wymierzył mu potężnego kopniaka w skroń. Siłacz widać nie miał ochoty na tańce bo padł bez życia.&lt;br /&gt; Hubert zeskoczył z gracją i wytarł nóż o ubranie przeciwnika. Sergio podszedł do niego i razem spojrzeli na salę. &lt;br /&gt; - Ale się natańczyłem. – Uśmiechnął się młodzieniec z satysfakcją.&lt;br /&gt; - Ja też. Chodźmy stąd zanim ktoś tu przyjdzie. &lt;br /&gt; Szli ramię w ramię między ławami starając się nikogo nie podeptać. Wyglądali naprawdę przerażająco. Przy drzwiach ostatni raz się obejrzeli. &lt;br /&gt; - Chyba będziemy musieli stąd wyjechać – zauważył Sergio.&lt;br /&gt; - Racja. Ale chyba musimy zabrać ze sobą gwardię. Dokąd pojedziemy?&lt;br /&gt; - Dokąd Ronwe poprowadzi – Uśmiechnął się młodzieniec.&lt;br /&gt; Hubert wiedział, że musi mu kiedyś powiedzieć kim jest, ale jeszcze nie teraz. Wyszli na ulicę zamykając za sobą drzwi… I ruszyli raźnym krokiem czekając z uśmiechem na to co im przyniesie przyszłość.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-113801057284953058?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/113801057284953058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/przyszo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113801057284953058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113801057284953058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/przyszo.html' title='Przyszłość'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-113800999528516568</id><published>2006-01-23T10:52:00.000+01:00</published><updated>2006-01-23T10:53:15.293+01:00</updated><title type='text'>Bajka</title><content type='html'>Siedział wygodnie w autobusie i patrzył przez okno. Pomimo licznych chrząknięć i warknięć ze strony starszych nie miał zamiaru wstawać. Wpatrzony za szybę i rozmyślał. Weekend dopiero się zaczynał, a on już był zmęczony. To wszystko przez ten faszystowski wynalazek, szkołę, nie miał na nic czasu. &lt;br /&gt; - Przydało by się zrobić coś ciekawszego od ciągłej nauki, spania i nawet od wypadów z przyjaciółmi. – rozmyślał. &lt;br /&gt;Jakiś wypadek, tłum ludzi, a nikt jakoś nie zamierza pomóc poszkodowanym. Co za czasy... Michał wstał, ten gest wywołał u kilku starszych kobiet nieoczekiwaną reakcje, do tej pory trzymały się mocno uchwytów i stały (chociaż Michał mógłby przysiąc, że zaraz któraś się wywróci), a teraz wystartowały biegnąc niemal do miejsca. Wyścig ten wygrała jakaś babcia o wyjątkowo pomarszczonej twarzy. &lt;br /&gt; - Szybka jest… - przemknęło przez głowę Michałowi gdy pociągał za hamulec bezpieczeństwa. Poczekał aż autobus się zatrzyma i wyskoczył na ulicę. Pobiegł do miejsca wypadku. Po drodze sam prawie stałby się ofiarą wypadku jednak nie przejął się tym za bardzo, w końcu miał do wykonania misje!&lt;br /&gt;- W szkole mówili mi kiedyś jak się zachować w takich sytuacjach. Może właśnie dzięki mnie ci ludzie przeżyją? – pomyślał przeciskając się przez tłum i podchodząc bliższego samochodu krzyknął: &lt;br /&gt; - Zadzwonił ktoś po karetkę? Ludzie… przecież trzeba sprawdzić czy w ogóle żyją! – Uwielbiał patrzeć na miny ludzi kiedy widzą go w akcji. Michał był dość wysoki jak na swój wiek, z tłumu wyróżniały go długie włosy, zawsze związane pierwszą lepszą gumką. Raczej nie wzbudzał zaufania. &lt;br /&gt; - Tak, zadzwoniłam już… - odezwała się jakaś kobieta. Michał nie uraczył jej nawet spojrzeniem. &lt;br /&gt; Zbliżył się do opla którym siedział mężczyzna, szarpnął za drzwiczki. Zamknięte. Kierowca miał otwarte oczy, wyglądał na przytomnego. Jednak na wszelki wypadek lepiej było sprawdzić czy oddycha i tak dalej. Michał podszedł do drzwiczek pasażera i wybił okno jednym celnym kopem, nawet się nie pokruszyło. Bohater z przypadku wgramolił się przez okno. Sprawdził tętno, jest. Wziął kawałek szyby i przystawił do ust kierowcy, osiadła para, oddychał. I na tym kończyła się jego wiedza na temat pierwszej pomocy. Postanowił improwizować.&lt;br /&gt; - Proszę pana, słyszy mnie pan? Jak się pan czuję? – słyszał to w jakimś filmie.&lt;br /&gt;Ten jednak zacharczał coś, a w ustach pojawiła mu się krew.&lt;br /&gt; - Krwotok wewnętrzny? – wydedukował Michał. Wcześniej sprawdził czy nie ma żadnych obrażeń zewnętrznych. – No i po co panu to? Eh… - i wtedy go olśniło, w takich przypadkach trzeba oczyścić jamę ustną! Wyciągnął z kieszeni chusteczki i otworzył usta pacjenta. Okazało się, że to wcale nie krwotok wewnętrzny, po prostu przygryzł sobie język podczas zderzenia z poduszką podwietrzną. Zrobił co trzeba i zakończył badanie. – Będziesz żyć. – Obwieścił z zadowoleniem. &lt;br /&gt; Wygramolił się z samochodu, dopiero teraz przyjechała karetka. Kiedy chciał się oddalić i nie wzbudzać wokół siebie hałasu, zatrzymał go jakiś policjant.&lt;br /&gt; - Dzień dobry, co pan tam robił? Ma pan uprawnienia do udzielania pierwszej pomocy? Kim jest dla pana poszkodowany? &lt;br /&gt; - Dzień dobry… Ja chciałem pomóc w szkole uczyli mnie jak należy się zachować w takich sytuacjach. – Michał próbował się jakoś wykręcić. Zauważył, że policjant jest sam, widać przypadkiem tutaj trafił, patrol czy co. Szybko ocenił swoje szanse na ucieczkę…&lt;br /&gt; - Dobrze. Proszę mi podać jakąś legitymację albo inny dowód tożsamości. &lt;br /&gt; Kiedy policjant wyciągnął rękę, Michał rzucił się do biegu. Wiedział, że szanse na pościg są praktycznie zerowe. Tłum był zupełnie oszołomiony, nikt nie był przygotowany na taki zwrot akcji i szybko robili miejsce Michałowi. Biegł w stronę rynku, na Ruskiej troszeczkę zwolnił i obejrzał się czy nikt go nie goni. Nie przejął się za bardzo tym zajściem, przeżył już parę takich sytuacji…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo&lt;br /&gt;  Popatrz, człowieku,  oni mówią społeczeństwo…&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Zanucił sobie wcale nie cicho i ruszył raźnym krokiem. Ludzie trochę się na niego patrzyli wilkiem. Ruska to długa ulica. Tramwaje, samochody, autobusy i ludzie idący po chodniku. Nie przepadał za tą okolicą, przed chwilą minął szyld informujący że „sex shop” jest kilkanaście metrów w prawo. Sklep z francuskimi ciastkami dawał się poczuć już z daleka, Michał tolerował ten zapach z trudem. Zejście w pod ziemie, we Wrocławiu pełno takich miejsc, w tym kryła się pizzeria „pod strusiem II” mają tam najostrzejszą pizze w mieście…&lt;br /&gt; Był umówiony w rynku z przyjaciółmi przy fontannie. Jak zwykle był pierwszy, usiadł więc sobie na ławeczce w pewnym oddaleniu od miejsca spotkania. Zawsze tak robił, na dodatek było chłodno, a fontanna chlapała na wszystkie strony, ale była ładna. Miasto zapłaciło za nią coś około miliona złotych, ciekawe, że stoi akurat pod oknami gabinetu prezydenta. Empik, knajpy, puby i restauracje przyciągają tutaj mnóstwo ludzi, wszyscy biegną gdzieś niewiadomo po co. Przed Michałem przeszła rozgadana wycieczka Niemców.&lt;br /&gt;- Szwaby cholerne… Już wolę Japońców, tamci mają chociaż fajne aparaty. - Pomyślał.  Zauważył, że ktoś siedzi obok... &lt;br /&gt; - Dziwne, przecież jest dużo miejsca, nie musiała siadać akurat tutaj. – Pomyślał. Dziewczyna była całkiem ładna, kasztanowe włosy opadały jej na ramiona. Ciemne oczy spoglądały na niego spod okularów. Odwrócił wzrok troszeczkę zmieszany. – A może by tak sobie stąd pójść? Jakoś nie mam ochoty na zawieranie znajomości. – spojrzał na nią jeszcze raz. Dalej mu się przyglądała. Postanowił udawać, że jej nie widzi. Podobała mu się, była zupełnie inna od tych wszystkich szarych ludzi biegnących niewiadomo gdzie i niewiadomo po co. &lt;br /&gt; Kamil przyszedł pod fontannę, obszedł ją dookoła i stwierdził, że jest pierwszy. Po jakimś czasie zauważył Michała i ruszył ku niemu wesołym krokiem. Nieznajoma zauważyła to i szybko odeszła na ławkę obok. &lt;br /&gt; - Hej! Gdzie reszta? Długo już tak siedzisz? – Zawołał zanim jeszcze podszedł.&lt;br /&gt; - No hej! Nie wiem. Nie, dopiero co usiadłem. Widziałeś ten wypadek na Pierwszego Maja? Ciekawe czy coś poważnego… - Michał chciał jakoś nawiązać rozmowę, chociaż ciągle myślał o tej dziewczynie.&lt;br /&gt; - Mhm... Nawet chwile się przyglądałem, ludzie mówili, że jakiś oszołom bawił się w ratownika. A potem uciekł policji… - Kamil czasami potrafił bardzo długo nawijać zupełnie od rzeczy, tak było i tym razem. &lt;br /&gt; Marcin i Piotrek przyszli punktualnie. Cała czwórka ruszyła na Wzgórze Partyzantów, miejsce to cieszyło się złą sława i nie dlatego, że oni tam przychodzili. Podobno nawet za dnia zdarzają się kradzieże i temu podobne sprawy. Jednak im to miejsce strasznie się podoba, nienajgorszy widok na okolice, jest gdzie usiąść i mimo iż to centrum miasta jest całkiem cicho. Obserwatorium dopełnia całokształt. Michał popatrzył po raz ostatni na dziewczynę, odprowadzała ich wzrokiem. &lt;br /&gt; - Kto to jest? – Zapytał Marcin, zawsze był spostrzegawczy. &lt;br /&gt; - Kto? Ona? Nie wiem… Usiadła obok kiedy na was czekałem. – Odparł Michał i znowu poczuł się troszkę zmieszany. &lt;br /&gt;  Zdarzenie to zostało przesadnie skomentowane. Michał jednak miał przeczucie, że jeszcze kiedyś ją spotka i że ten dzień wcale nie będzie aż tak nudny na jaki się zapowiadał. Nie mógł wiedzieć, że już za parę godzin jego życie stanie na głowie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Michał około 23 opuścił przyjaciół. Był zmęczony nie miał ochoty zbyt późno wracać, ani zbyt dużo pić. Okolica była dość niebezpieczna jednak szedł raźnym krokiem i nucił sobie wesoło. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;  Idę z głową w chmurach, &lt;br /&gt;  Nie wiem skąd i gdzie.&lt;br /&gt;  Nikt mnie nie zatrzyma,&lt;br /&gt;  Nie oglądam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Był w parczku pod Wzgórzem kiedy nagle w ciemności dostrzegł jakiś ruch. A w chwile potem zobaczył jak trzy osoby idą w jego stronę. Błysk łysiny zadziałał na Michała trzeźwiąco. Stali mu na drodze a on nie miał zamiaru się cofać. Bo tylko do mu zostało. Po prawej stronie miał Odrę, a po lewej plac manewrowy szkoły jazdy, a tam lepiej się nie pojawiać nawet w nocy, z wiadomych przyczyn.&lt;br /&gt; - I gdzie ich tu przywiało? Co to ma być? – Pomyślał. I ruszył biegiem w ich stronę. Dresy oszołomieni takim zachowaniem zeszli mu z drogi i nawet nie myśleli o zabieraniu mu portfela, komórki lub innych drobiazgów. &lt;br /&gt; Michał znał się troszeczkę na psychice ludzkiej i często to wykorzystywał. Uśmiechnięty ruszył dalej. W Bramie Oławskiej spotkał jakąś grupkę, która okazała się być niegroźna. Właściwie to było przejście podziemne pod ruchliwą ulicą na koło Galerii Dominikańskiej. Przy zejściu jest miniaturka jakieś bramy, chyba tak to kiedyś wyglądało. Wewnątrz przejścia stoi jakaś armata, pewnie dla turystów. Znowu poczuł się troszeczkę pewniej, mimo to przyspieszył, chciał jak najszybciej znaleźć się w domu. Minął pub i wbiegł po schodach i znalazł się na przystanku ze zdziwieniem stwierdził, że jest tu całkiem sporo ludzi. Czekając na tramwaj zaśpiewał ładnie wszystkim. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;i tak sobie myślę że &lt;br /&gt;wszystko czego pragnę czego chce&lt;br /&gt;spala się&lt;br /&gt;zanim wyciągnę po to ręce &lt;br /&gt;spala się&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nagle zauważył, że jest zupełnie sam. Czyżby brzydko śpiewał? Niemożliwe. Przyjechał tramwaj, pusty. Wskoczył do drugiego wagonu i zajął miejsce przy oknie. Rozejrzał się, był zupełnie sam. Ciekawe. &lt;br /&gt; - Kim mogła być tak dziewczyna? Fajnie by było jeszcze kiedyś ja spotkać. Była piękna, ale w sposób zupełnie nie typowy. Za innymi ogląda się na ulicy. Ona pewnie przyśni mi się w nocy, a wspomnienie o niej przyprawia mnie o dziwny dreszcz. Dziwne…&lt;br /&gt; Tramwaj nagle się zatrzymał zupełnie bez powodu. Michał wstał wystraszony. Nie byli na przystanku. Drzwi się otworzyły, a do środka weszła właśnie ta dziewczyna. Pojazd ruszył dalej jakby nigdy nic, Michał też wrócił na miejsce, próbował zachować spokój, obserwował nieznajomą zupełnie bez skrępowania, tym razem ona zdawała się go nie zauważać. Usiadła przed nim i zaczęła coś szeptać. Mimo, że była ledwo słyszalna Michał już zdążył zakochać się w brzmieniu jej głosu. Nagle wagon odczepił się i zaczął zwalniać, a potem jechać w tył coraz to szybciej.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;  PAX, PAX! Opamiętanie! Wojna ludzi nie rodzi, jeno – gubi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaśpiewał chłopak z obłędem w oczach. Dziewczyna dalej szeptała, Michał zdał sobie sprawę, że traci świadomość.&lt;br /&gt;- Co się dzieje? – Wyszeptał.&lt;br /&gt; - Nie bój się Michał – Usłyszał głos nieznajomej i poczuł, że gdyby musiał oddał by swoje życie w jej ręce, a potem zemdlał…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-113800999528516568?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/113800999528516568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/bajka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113800999528516568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113800999528516568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/bajka.html' title='Bajka'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-21379285.post-113800969675932089</id><published>2006-01-23T10:46:00.000+01:00</published><updated>2006-01-23T10:48:16.766+01:00</updated><title type='text'>Ticket, please…</title><content type='html'>Siedziałem w pociągu i rozmyślałem czy na pewno dobrze robię aż tak ufając moim kosmicznym znajomym. Pomogli mi nie raz i to dzięki nim jestem, kim jestem. Ale czy podróż do Egiptu nie jest przesadą? Niemożliwe, Nordycy posiadają zbyt rozległą wiedzę by wprowadzić mnie w błąd. Drzwi do przedziału rozsunęły się i po chwili przecisnął się przez nie gruby, łysy facet w konduktorskim ubraniu.&lt;br /&gt;- Ticket, please… - spojrzałem na niego nieobecnym wzrokiem. Wyciągnąłem z kieszeni spodni wymięty kawałek papieru i podałem służbiście. &lt;br /&gt;- Thank you. - był chyba troszkę oburzony stanem biletu, ale widać nie znał dość dobrze angielskiego by podyskutować. &lt;br /&gt;Kiedy już wyszedł otworzyłem szerzej okno. Zaczynałem powoli odczuwać oznaki gorąca, dobrze, że przygotowałem się wcześniej i wziąłem krótkie spodenki wraz zapasem koszulek. Wróciłem do moich rozmyślań. Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu. Pierwsze spotkania z Nordykami napawały mnie nieopisanym lękiem. Teraz, po tylu latach nawet się z nimi zaprzyjaźniłem. Pomagają mi w codziennych sprawach w zamian za rozpowszechnianie informacji o ich rasie. &lt;br /&gt;Ostania wizyta była wyjątkowa. Po raz pierwszy Ohea przyszła do mojego domu, zazwyczaj to ja byłem wciągany na ich statek. Ohea to Nordycka dziewczyna towarzysząca mi przy każdym „wzięciu”. Jest wysoka ma długie blond włosy i niesamowite niebieskie oczy... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiktor, obudź się. Musisz coś dla nas zrobić - usłyszałem w swoim umyśle znajomy głos.&lt;br /&gt;Nie musiał długo czekać na moją reakcję, zdążyłem już przyzwyczaić się do „nocnych odwiedzin” i szybko otworzyłem oczy. Zdziwił mnie fakt, że znajduje się u siebie w sypialni. Rozejrzałem się powoli, światło zza okien oświetlało moją sypialnie tak dobrze, że wydawało mi się, że już świta. Mrużąc oczy dostrzegłem zarysy postaci siedzącej na krześle przy biurku. To Ohea uśmiechnąłem się szczerze w jej stronę. &lt;br /&gt;- O co chodzi? Domyślam się, że coś poważnego skoro nie traciliście czasu by mnie wziąć na statek -usiadłem na łóżku, żeby móc patrzeć przyjaciółce w te hipnotyzujące oczy. &lt;br /&gt;- Musisz pojechać do Egiptu, nie przerywaj mi, proszę - mruknęła telepatycznie, przechodząc przez pokój i siadając obok na łóżku - Jak wiesz często kontaktujemy się z innymi rasami, które pomagają Ziemianom. Podczas ostatnich rozmów z Plejadanami dowiedzieliśmy się, że starożytni zbudowali małą, nie odkrytą dotąd, piramidę, w której jest ważne przesłanie dla ludzkości. Ze wszystkich istot tylko ty jesteś duchowo gotowy by pojechać do Egiptu i odszukać je.&lt;br /&gt;- Czuje się zaszczycony, bez urazy, ale po co tyle zachodu? Nie możecie teraz powiedzieć o co chodzi?&lt;br /&gt;- Twoja rasa potrzebuje pisemnego dowodu, dobrze wiesz, że same słowa nie wystarczą. Kieruj się do miasta al-Jizah…I czekaj na dalsze instrukcje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygramoliłem się z pociągu mijając grupkę starszych panów i jakieś zakonnice. Okolica nie wyróżniała się niczym specjalnym. Dworzec był zadaszony, więc panował tam przyjemny chłód. Zewsząd rozchodziły się nawoływania i rozmowy w nieznanym mi języku. Kto by pomyślał, że wśród tych ludzi znajduje się ktoś taki jak ja. Lubię się tak nazywać: „wybraniec”, ale przecież nie jestem kimś nadzwyczajnym, ba nie mam nawet paranormalnych mocy. Chyba będę musiał z tym porozmawiać z Oheą. Uśmiechnąłem się, a moje myśli powędrowały dalej... dziwne, nie dostałem żadnej wiadomości od Oheey. Ruszyłem w stronę ciekawie wyglądającego sklepiku z pamiątkami. Miniaturki piramid i Sfinksa zastawiały całą ladę. Nie przyjechałem tu po pamiątki, rozglądałem się raczej za czymś pożytecznym, aż wreszcie mój wzrok spoczął na rozmówkach angielsko-arabskich. Sprzedawca, który zapewne posiadał jakiś szósty zmysł, dostrzegł natychmiast moje zainteresowanie i zaczął szarpać mnie za ramie krzycząc:&lt;br /&gt;- Good price! Good price!&lt;br /&gt;Spojrzałem na niego w niemym zdziwieniu, dziki jakiś czy co? Ale lubie uczyć się różnych języków i dlatego w domu posiadam nawet spora kolekcję słowników. Przyznam jednak szczerze, nic przydatnego nie da się z nich wyciągnąć, chociaż całkiem skutecznie pełnią szczytną funkcję zbieraczy kurzów. Mimo wszystko rozmówki angielsko-arabskie będą ładnie wyglądać wśród rozmówek polsko-japońskich czy angielsko-węgierskich.&lt;br /&gt;- All right, I take it - powiedziałem pewnie i zacząłem grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu funtów egipskich, które przez przezorność kupiłem w Polsce. W końcu wręczyłem handlarzowi 4 funty, nie chciało mi się targować, chociaż mogłem pewnie uzyskać dużo niższą cenę. „Niech ma i się cieszy” jak to mówi mój kuzyn Kuba. Ten jednak zamiast się cieszyć wyglądał na troszkę zdenerwowanego, powinienem napisać poradnik „jak wkurzyć Egipcjan”. Oburzony, ale wziął pieniądze, dał słownik i tyle go widziałem. &lt;br /&gt;Schowałem zakup do kieszeni, może później porozmawiam sobie z jakąś piękną białogłową, albo zaskoczę Oheę? Opuściłem ogromny budynek dworca. Lecz to, co zastałem na zewnątrz przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Spodziewałem się raczej kraju trzeciego świata, ludzi poruszających się na wielbłądach i kobiet z garnkami z wodą na głowie. Po gigantycznej ulicy pędziły samochody, przy chodniku stało kilkanaście czerwonych taksówek i kilkadziesiąt domków przeważnie dwupiętrowych, budowanych z gliny i projektowanych jakby przez tego samego architekta. Szybko otrząsnąłem się z szoku, przetarłem twarz z kropel potu i pomyślałem, że dobrze by było zobaczyć jak wygląda prawdziwa piramida. W końcu co innego oglądać zabytki na żywo. Z tego, co przeczytałem przed wyjazdem w Internecie, to gdzieś w okolicy znajduje się słynna budowla Cheopsa i Sfinks. &lt;br /&gt;Ruszyłem do taksówki, przypomniała mi się pewna reklama i miałem nadzieje, że tutejsi taksówkarze nie są zbyt muzykalni. Otworzyłem drzwi i przełknąłem głośno ślinę. Kierowca spojrzał na moje odbicie w lusterku i zapalił silnik. Egipt coraz bardziej mnie zaskakiwał, cóż, co kraj to obyczaj. W oddali zobaczyłem coś, co wyglądało jak te piramidy, które pokazują w telewizji. Chyba wyglądam jak typowy turysta… &lt;br /&gt;W samochodzie nie działała klimatyzacja, a okna były zamknięte, panował w nim upał nie do wytrzymania, istna sauna wliczona w koszty podróży, przynajmniej ja tak to odczuwałem, bo kierowca wydawał się odporny na wysokie temperatury. Może to jakiś terrorysta? Mam nadzieje, że nie wysadzi nas w powietrze, albo nie podusi z premedytacją. Miał na głowie turban, jakby mu jeszcze było za mało upału i szatę sięgającą do kostek. Miał o wiele piękniejsze rysy twarzy od konduktora. Niebieskie oczy i blond włosy, grzywka spadała mu na czoło. Skądś go znam… Nie to nie możliwe.&lt;br /&gt;Dojechaliśmy! Nareszcie. Znów miałem zamiar wygrzebać pieniądze z kieszeni, kiedy stało się coś, po czym obiecałem sobie, że już nic mnie nigdy nie zdziwi, nawet nie wiedziałem jak bardzo absurdalna była ta obietnica…&lt;br /&gt;- Nie płać Wikuś. Przysłała mnie Ohea, sama niestety nie mogła przybyć. Pewnie dziwisz się, jakim sposobem nie rozpoznałeś we mnie Nordyka od razu? Potrafimy się do was upodabniać. Oj widzę, żeś zmęczony podróżą. Mów mi Mearl widzieliśmy się nie raz na statku – jego uśmiech powaliłby mnie na kolana, gdybym nie siedział... Wyglądał naprawdę ludzko, ale ciągle korzystał z telepatii – No to słuchaj, jestem od teraz twoim jak wy to nazywacie ochroniarzem i zapewnię ci bezpieczną podróż do celu. Zaczynają się schodki - poprawił sobie grzywkę przyglądając się mojej zdezorientowanej twarzy – Nie wszyscy obcy są pozytywnie nastawieni tak jak my...  - przeleciała mi przed oczami scena z filmu „Matrix” kiedy Morfeusz kazał Trinity zabrać Wybrańca w bezpieczne miejsce… Poczułem się jakbym śnił, postanowiłem się uszczypnąć. Mearl uśmiechał się - To nie jest sen Wiktorku. Wiesz, że te szczypanie nigdy nie działa. Masz coś dla nas zrobić. Pamiętaj, że to ważne... Zadanie.&lt;br /&gt;- Przepraszam - przez chwilę miałem wrażenie, że znowu jestem uczniem i znowu coś przeskrobałem… - Ruszajmy na miejsce, Mearl. Nie mógłbyś otworzyć okien, ten upał jest nie do zniesienia. &lt;br /&gt;- Zapomnieliśmy o tym budując ten pojazd. Nie mieliśmy czasu na poprawki. Musisz wytrzymać. Jak zauważyłeś jesteśmy właśnie pod największą piramidą w Egipcie. Pojedziemy teraz do dużo mniejszej, której jeszcze nie znaleźliście. Znajduje się ona kilkaset kilometrów na południe stąd, na samym środku pustyni. Sam byś tam nie dotarł w żaden sposób, prędzej zgubił w piasku. I skończył jako mumia... Tak... Ciało potrafi się szybko zmumifikować w takim otoczeniu. Nie jedna istota tak skończyła. Nadal ci za gorąco, może masz ochotę przejść się? Wiesz... Mogę poczekać na ciebie na miejscu... – pokiwałem przecząco głową, jakoś wytrzymam.&lt;br /&gt;Gwałtownie skręcił z drogi na południe i ruszył prosto do celu podróży, przynajmniej taką miałem nadzieję. Kiedy ulica znikła nam z oczu Mearl użył cząstki swej mocy i uniósł odrobinę samochód. Niech go ktoś powstrzyma... Zachowywał się jak nastolatek za tą kierownicą. I ktoś taki ma mnie bronić? Niby nie powinno się ulegać pozorom, ale marnie widzę swój los. Zatrzymaliśmy się na zupełnym pustkowiu. Wszędzie były rozrzucone tylko kamienie i piasek. &lt;br /&gt;- E... Mearl jesteś pewien, że to tutaj? - powiedziałem troszeczkę zdziwiony. Ten jednak nie raczył nawet odpowiedzieć tylko skinął mi ręką na znak, że mam wysiąść. Przeszedł jeszcze parę kroków na południe, sprawiał wrażenie głęboko zamyślonego. Spoważniał, może powinienem się czegoś obawiać? Albo kto wie, może zabłądził?&lt;br /&gt;- Tak - usłyszałem w głowie dość cicho wypowiedziane słowo, na dźwięk, którego z niewiadomych mi przyczyn przysiadłem na kolanach ze strachu - Dziwne wygląda na to, że piramida została zakopana przez piaski, z moich danych wynika, że jest dokładnie… - rozejrzał się i odszedł jeszcze kilka kroków - … tutaj. Będę musiał teleportować cię bezpośrednio do środka, chcieliśmy tego uniknąć to na pewno zwróci uwagę Szarych. Ohea będzie wściekła. Całe szczęście, że nikt poza ludźmi nie może wejść do piramidy. W środku będziesz bezpieczny. Przygotuj się!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazłem się w ciemnej komnacie, oczy bardzo powoli przyzwyczajały się do mroku. W powietrzu unosił się tylko zapach stęchlizny, a cisza aż piszczała w uszach. Rękami wyczułem, że znajduje się w wąskim korytarzu, z braku lepszego pomysłu ruszyłem przed siebie. Ściany rozszerzyły się nagle. Znajdowałem się chyba w jakimś pomieszczeniu. Przed sobą dostrzegłem zarys czegoś, co wyglądało jak skrzynia, tak na pewno skrzynia, nie sarkofag. Ostrożnie zbliżyłem się i dotknąłem drewnianej powierzchni, która rozpadła się na części. Odskoczyłem przerażony. Po chwili jednak wróciłem, nie mam pojęcia skąd miałem tyle odwagi by zacząć grzebać w pozostałościach skrzyni. Znalazłem kartkę papieru z hieroglifami, wzrok nagle wyostrzył mi się tak, że mogłem bez problemu przyjrzeć się rysunkom. Zacząłem czytać, mimo, że nie znałem tego języka przeczytanie tekstu nie sprawiło mi problemów:&lt;br /&gt;- Witaj Bracie – parsknąłem śmiechem, lecz poczułem jakbym tracił panowanie nad sobą – więc i na Ciebie przyszedł czas? Czujesz jak powoli uchodzi z Twego Ziemskiego ciała życie? Dołącz do nas... Czekamy… - upadłem na posadzkę. Czułem się znowu jak za czasu pierwszych wzięć, zupełnie sparaliżowany. Gdzie Mearl? Miał mnie chronić! Mówił, że będę tu bezpieczny, czyżby jednak Szarzy mogli tutaj wejść? I nagle przed moimi oczami zaczął wyłaniać się obraz Ziemi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie mogę Ci zdradzić co zobaczyłem, kogo poznałem i jak skończyła, a właściwie zaczęła się moja historia. Może kiedyś to ja zawiozę Ciebie na środek pustyni? Może nawiedzę przerywając jakiś sen lub biorąc w nim udział. Możesz być pewien tyko jednego Bracie... Ja istnieję i nie jestem sam...Uważaj... Bo kiedyś mogę przyjść i po Ciebie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/21379285-113800969675932089?l=rumstart.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rumstart.blogspot.com/feeds/113800969675932089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/ticket-please.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113800969675932089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/21379285/posts/default/113800969675932089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rumstart.blogspot.com/2006/01/ticket-please.html' title='Ticket, please…'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07376984479392802193</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
